Żegnaj Europo!
21 stycznia 2011
Jeszcze nie tak dawno Europa była dla Mińska bardzo ważna, a europejscy czołowi dyplomaci wręcz mijali się w siedzibie prezydenta na korytarzach. Szefowi państwa Aleksandrowi Łukaszence wizytę złożył Silvio Berlusconi, w listopadzie ubiegłego roku Guido Westerwelle (FDP) wybrał się na Białoruś jako pierwszy od 15 lat niemiecki minister spraw zagranicznych. Można było odnieść wrażenie, że Łukaszence zależy na zbliżeniu z Europą: pozwolił opozycjonistom kandydować w wyborach prezydenckich i udostępnił swym przeciwnikom politycznym trochę czasu na antenie telewizji państwowej. W gazecie rządowej "Sowiecka Białoruś" wolno było unijnemu komisarzowi ds. rozszerzenia, Stefanowi Füle, promować "partnerstwo na rzecz reform".
Z tych reform jednak nic nie wyszło, partnerstwo zostało zamrożone. Zaproszenie na dzisiejszą ceremonię ambasadorzy państw Unii Europejskiej i USA demonstracyjnie odrzucili. Parlament Europejski domaga się w rezolucji obłożenia Białorusi sankcjami; w tym zakazem wjazdu na terytorium UE urzędników i polityków, którzy uczestniczyli w represjonowaniu przeciwników Łukaszenki, albo w fałszowaniu wyborów.
Teorie spiskowe prezydenta Białorusi
Łukaszenko chce wmówić swym poddanym, że za protestami kryją się ciemne moce z zagranicy, które tylko na to czekają, by zdestabilizować ich kraj.
Telewizja państwowa pokazuje zdjęcia z pochodzącymi rzekomo z Rosji granatnikami i automatami Kałasznikowa, w celu obalenia Łukaszenki. Magazynem broni miała być według I programu TV stara szopa w Mińsku. Po tej rewelacji, w gazecie antyrządowej zameldowali się sąsiedzi i zdemaskowali znalezisko jako inscenizację.
Łukaszenko grozi Europie i USA
"Operacja pucz" miała kosztować około 20 mln dolarów - donosiły prorządowe media w Mińsku. A poplecznicy? Rzekomo byli nimi agenci służb specjalnych z Berlina i Warszawy. Łukaszenko polecił przekazać, że "zmuszony jest powiedzieć, iż gros pieniędzy nadeszło przez Niemcy i Polskę". Tam też "opracowano programy obalenia ładu konstytucyjnego" - twierdził Łukaszenko.
MSZ w Berlinie odrzucił te zarzuty jako bezpodstawne, Westerwelle wezwał do siebie ambasadora Białorusi, a Polska zamknęła przed szefem sąsiedniego państwa granice.
Łukaszenko zdaje się nic sobie z tego nie robić. W końcu Unia już raz obłożyła go sankcjami. Powiedział, że "jeśli Europa i USA zrobią ten sam błąd po raz drugi, to niech ich ręka Boska broni".
Dawni i nowi sojusznicy
Rosja co prawda wystartowała w lecie z brudną kampanią przeciwko Łukaszence. Teraz wietrzy jednak okazję na ponowne przywiązanie Białorusi, tak pod względem gospodarczym jak i politycznym, do Moskwy.
Oba kraje negocjują obecnie warunki dostaw rosyjskiej ropy, od której gospodarka Białorusi jest uzależniona.
We czwartek premier Rosji Władimir Putin obiecał Łukaszence na ten rok redukcję cen w wysokości 4,1 mld dolarów. Prezydenta cieszyć może również, że Chiny zainwestują 5 mld dolarów w 20 białoruskich projektów.
dpa, AFP, SpiegelOnline / Iwona D. Metzner
Red. odp.: Andrzej Pawlak