1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Rzepliński: "To jawne bezprawie konstytucyjne"

3 listopada 2016

To, że ustawodawca w ustawie decyduje o tym, kto może zostać prezesem Trybunału Konstytucyjnego, jest jawnym bezprawiem konstytucyjnym - mówi prof. Andrzej Rzepliński*.

Polen Verfassungsgericht
Prof. Andrzej Rzepliński jest prezesem Trybunału Konstytucyjnego od 2010 rokuZdjęcie: picture-alliance/dpa/J. Kaminski

DW: Właśnie upłynął kolejny termin wyznaczony Polsce przez Komisję Europejską na uregulowanie sporu wokół Trybunału. Sejm proceduje kolejną ustawę naprawczą. Czy spór jest na drodze do zażegnania czy to tylko pozory?

Andrzej Rzepliński*: To, że w Sejmie podejmowane są decyzje, to dowód, że polskie władze ciągle widzą, że Komisja Europejska, Parlament Europejski, sekretarz generalny Rady Europy przyglądają się Polsce. Jestem jednak przekonany, ze wiceprzewodniczący KE Frans Timmermans nie jest naiwną brunetką, która przyjmie to do aprobującej wiadomości.

Oczywiście może być tak, że któryś z rządów państw UE przyjmie, że to załatwia sprawę i że Polacy tak mają, jacyś dziwaczni są, że mają inklinacje do środkowo-azjatyckich standardow politycznych – byleby w Polsce był spokój, byleby z Polską można robić biznes i byleby Zachód od Wschodu był oddzielony terytorium 600 km.

Jeżeli ktoś zacznie myśleć, że Europa kończy się na Odrze i Nysie i że potem zaczyna się takie dziwne terytorium, trochę europejskie, trochę nie-europejskie, jeśli ktoś pomyśli „nie będziemy się wtrącać, szkoda na to czasu“, to dla mnie jako Europejczyka byłaby to klęska, że standardy wschodnie i dalekowschodnie przesuwają się, nawet w osłabionej wersji, aż po linię Odry i Nysy.

Premier Beata Szydło zapowiedziała, że Polska nie wprowadzi w życie zaleceń Komisji Europejskiej dotyczących sporu o TKZdjęcie: picture-alliance/NurPhoto/M. Luczniewski

Opozycja zarzuca PiS, że dyskutowane nowe regulacje torują drogę do wyboru związanego z PiS, a więc upolitycznionego prezesa TK. Pan też tak to widzi?

Na pewno podjęte zostały takie próby, ustawodawca wbrew temu, co można nazwać ustawą, w ustawie decyduje o tym, kto może zostać prezesem Trybunału Konstytucyjnego.

To jest jawne bezprawie konstytucyjne. To jest rysowane w taki sposob, jak zdarzające się w różnych instytucjach ustawienia konkursów personalnych, np. na profesora czy ordynatora szpitala czy na jakąś inną funkcję w administracji publicznej, tak że konkurs jest, ale wiadomo, że Kowalski konkurs wygra.

Teraz się okazuje, że to można w ustawie wprowadzić i to wbrew konstytucji. To może mieć negatywny wpływ nie tylko na konkursy na stanowiska naukowe, ale również na ustawianie przetargów publicznych. Jeżeli tu można ustawiać, skoro to można było zrobić, to hamulce, które powinny być wbudowywane w funkcjonowanie wszystkich struktur publicznych, będą bardzo poluzowane i koszty dla nas będą bardzo duże.

Z okazji 30-tej rocznicy Trybunału, gościł Pan sędziów Trybunałów Konstytucyjnych z Francji i Niemiec. Ostrzegali oni przed erozją demokracji w Europie. Podziela Pan te obawy?

Tak, obserwujemy niebezpieczne trendy w Europie, dla calej Europy. Można zapytać, gdzież te wspaniałe lata 90-te, kiedy żyliśmy w poczuciu, że Europa to najpiękniejsze, najbardziej przyjazne miejsce do życia dla człowieka. Nie ma żadnego porównania, jest całkiem inaczej.

Na razie nikt wprawdzie oficjalnie nie mówi, że demokracja to była jakaś ślepa ulica, w którą szły społeczeństwa, że to nie służy dobrze państwom europejskim i narodom. Ale krytyka demokracji znajduje argumenty w zupełnie niespodziewanym miejscu – w pokazywaniu, że Chiny rozwijają się, chociaż nie są państwem demokratycznym i nie ma tam wolnych wyborów, ale jest bardzo mądra elita, która wyrasta ponad cały naród i jest w stanie proponować takie rozwiązania, które w sposob w miarę harmonijny rozwijają potęgę tego państwa, narodu, gospodarki.

Bardzo chętnie są witane duże chińskie inwestycje i podobnie jest przyjmowane to, jeżeli przemysł państwa unijnego znajduje rynek zbytu na tym niesamowicie wielkim rynku. To bierze w swoisty nawias samą zasadę demokracji, bo okazuje się, że politycy państw o ustalonych rządach prawa i demokracji są bardzo powściągliwi, jeżeli chodzi o przypominanie Chińczykom choćby w oficjalnych rozmowach, że każdy jest takim samym człowiekiem, objętym taką samą ochroną, że wszystkich nas obowiązuje powszechna deklaracja praw człowieka.

Demonstracja przeciwko kontrowersyjnej reformie TK (Warszawa, 12.03.2016)Zdjęcie: picture-alliance/dpa/J. Turczyk

Czy dziś w Polsce mamy demokrację?

Politycy rządzący w Polsce uważają najwyraźniej, że społeczeństwo uznało, że wynik wyborów parlamentarnych sprzed roku oznacza, że cały naród oddał pełnię władzy jednej partii i ona może z tą władzą czynić dokładnie to, co uważa za stosowne i dobre i że nie podlega i nie może podlegać żadnej kontroli, ponieważ jest suwerenem.

Tu się zapomina o rzeczy tak banalnie prostej, jak to, że sądy, wydając miliony wyroków, wydają je w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej, a Rzeczpospolitą są wszyscy obywatele, bez względu na jakiekolwiek różnice. Każdy sędzia sprawuje władzę w imieniu suwerena, a tu się dowiadujemy o tym, kto jest suwerenem i może o wszystkim decydować. To zostało zapisane w programie partii rządzącej z 2011 roku, który mówi, że decyduje centralny ośrodek dyspozycji politycznej i że jest to ośrodek niezależny od wszelkiej władzy wykonawczej i prawodawczej. I że może być tak, że to może być grupa osób, to znaczy, że to także może być jedna osoba. Czyli jeżeli to jest praktykowane, a jest, to mamy do czynienia z zaprzeczeniem demokracji.

Jest Pan dla władzy niewygodny. Mówił Pan w jednym z wywiadów, że obawia się o swoje życie.

To nie jest tak, że ja się oglądam, idąc ulicą. Fizyczny atak na mnie świadczyłby o słabosci tego państwa, które powinno zapewnić ochronę – nie konkretnie mnie, Rzeplińskiemu, ale funkcjonariuszowi, co do którego zgłaszane są groźby, bo to osłabia prestiż państwa.

Mam skandynawski styl pełnienia funkcji publicznej, nie poruszam się po mieście wyłącznie w blaszanym pudełku samochodu i od jednych drzwi wejściowych gmachu publicznego do drugiego. Funkcjonuję na swoich warunkach, tak jak funkcjonuje profesor wyższej uczelni, lubię spacery, lubię jeździć rowerem, ale jeżdżę nie dla demonstracji, po prostu zawsze to lubiłem.

Czasami ludzie są zdziwieni, jak wchodzę do pociągu metra, że prezes sądu jest między nimi. Nie mam żadnej ochrony stałej. Czy to jest rozsądne z mojej strony?  Nie wiem, ja po prostu taki jestem.

Co czeka Pana po zakończeniu kadencji? Toczą się przeciwko Panu śledztwa.

Dwa śledztwa, ale nie przeciwko mnie, lecz w sprawie, co też jest bezprawiem. Dwa lata temu tego nie można by sobie było wyobrazić, że można prowadzić de facto postępowanie przeciwko komuś, nie rozpoczynając go oficjalnie.

Jeżeli liczyli na to, że to w jakiś sposób zamknie mi możliwości decyzyjne, bo nie usta - jak usta mogą mi zamknąć - bo nie podejmę jakiejś decyzji dotyczącej twardej integralności sądu konstytucyjnego, to się mylili.

 

rozmawiała Monika Sieradzka

*Andrzej Rzepliński (ur. 1949) - profesor nauk prawnych, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego, od 2010 roku prezes Trybunału Konstytucyjnego

Pomiń następną sekcję Dowiedz się więcej