Andrzej Wajda w Niemczech. „Przeczekać najgorszy czas”
6 marca 2026
To była miłość od pierwszego wejrzenia. Mocne i namiętne uczucie, które w czasie II wojny światowej połączyło Niemkę z polskim robotnikiem przymusowym.
Akcja filmu „Miłość w Niemczech” Andrzeja Wajdy rozgrywa się w Brombach na południu Niemiec, tuż przy granicy ze Szwajcarią. Pauline Kropp, której mąż jest na froncie, zakochuje się beznadziejnie w polskim jeńcu – młodszym od niej Stanisławie. Ktoś donosi o tym na Gestapo. Stanisław kończy na szubienicy, choć nikt z miejscowej policji i Gestapo nie pali się do powieszenia Polaka. Pauline trafia do obozu koncentracyjnego.
Opisane w powieści Rolfa Hochhutha prawdziwe wydarzenie z czasów wojny wydawało się Andrzejowi Wajdzie idealnym materiałem na film. Przez zakazany romans mógł ukazać siłę uczucia, a przy tym kawałek polsko-niemieckiej historii i groźną nazistowską ideologię.
W rolę Pauliny wcieliła się pochodząca z Górnego Śląska Hanna Schygulla – już wtedy gwiazda niemieckiego kina i filmów Rainera Wernera Fassbindera.
„Ja tak chciałem…”
Rola Stanisława była napisana dla Bogusława Lindy. „Największe wtedy w Polsce objawienie aktorskie” – mówił o nim Wajda. Jednak w ostatniej chwili władze PRL odmówiły Lindzie paszportu. „Ja tak chciałem, żeby on w tym filmie grał. No, niestety, wszystko zbiegło się źle. Wszystko się okazało jakieś niefortunne w realizacji tego filmu” – opowiadał Wajda w jednym z wywiadów.
Piotr Łysak – aktor, który zastąpił Lindę, nie spełnił oczekiwań reżysera. „Z braku takiego aktora, silnego, z taką wyobraźnią i tak przykuwającego uwagę, jak Bogusław Linda, pojawił się półamator, bo chciałem, żeby grał to jakiś polski aktor. Nikogo nie było po tamtej stronie, kto by miał paszport i mógł przyjechać grać w tym filmie. Ten wybór był fatalny moim zdaniem” – przyznał Andrzej Wajda po latach.
Żalił się, że utalentowanej i zaangażowanej w rolę Schygulli zabrakło partnera, a film – zamiast stać się opowieścią miłosną – stał się filmem, który rozprawia się z Niemcami.
„Ja sam poczułem, że to, co jest moją siłą, to takie jakby dotknięcie ludzkich spraw, zupełnie zniknęło. A jeszcze bardziej poczułem to, kiedy spotkaliśmy się z żywym pierwowzorem” – opowiadał, nawiązując do Niemki, która miała romans z polskim jeńcem i przeżyła obóz koncentracyjny. „Pojechaliśmy, żeby ją odwiedzić (…) I spotkanie Schygulli z nią, to było coś pięknego” – mówił Wajda.
„Wyprzedził czas”
W jego odczuciu film zakończył się klęską – nie został dobrze przyjęty we Francji i w zachodnich Niemczech. „I właściwie w tym momencie zdałem sobie sprawę, że dalsze moje próby robienia filmów za granicą powinienem na razie zawiesić na kołku, dać sobie z tym spokój i wracać do domu” – przyznał w wywiadzie-rzece.
Andrzejowi Wajdzie i krytykom film się nie spodobał, ale filmoznawcy podkreślają jego walory z punktu widzenia historii.
– Zajmowanie się przeszłością wojenną jest dla Niemiec bardzo ważne, a Wajda był w tym wielkim wsparciem – przyznaje Philipp Hanke, zastępca dyrektora Muzeum Filmu w Düsseldorfie.
Prof. Rafał Syska z Uniwersytetu Jagiellońskiego podkreśla ciekawą konstrukcję narracyjną, bo film opowiada o przeszłości przez pryzmat dorosłego mężczyzny i jego syna, którzy przyjeżdżają do miasteczka, próbując zrekonstruować przeszłość. – Wajda wyprzedził czas. Jego film może być wkomponowany w refleksję postpamięciową, czyli wędrówkę przedstawicieli młodszych pokoleń w przeszłość już zapomnianą, wyłączoną z obiegu, wymagającą działań – tłumaczy Syska.
W filmie obok Hanny Schygulli zagrały też inne gwiazdy niemieckiego kina – Armin Mueller-Stahl, Otto Sander, Ralf Wolter i nastoletni Ben Becker.
„Piłat i inni”
„Miłość w Niemczech” – niemiecko-francuska koprodukcja z 1983 roku – była drugim nakręconym przez Wajdę filmem w Niemczech.
Jedenaście lat wcześniej powstał już dla zachodnioniemieckiej telewizji publicznej ZDF „Piłat i inni” z Wojciechem Pszoniakiem i Janem Kreczmarem w rolach głównych. Kręcony w Norymberdze, na ruinach Trzeciej Rzeszy, film był inspirowany wątkiem jerozolimskim z powieści Michaiła Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata”.
Choć w PRL film padł ofiarą cenzury i do kin studyjnych trafiły tylko dwie kopie, zobaczyła go ostatecznie liczna publiczność. „Zainteresowanie tym filmem było olbrzymie, bo to jest film, jakiego nikt się nie spodziewał w Polsce (…). I bardzo dziwne, ale spotykałem potem przez lata ludzi, którzy ten film widzieli, w takiej ilości, że dla mnie było zdumiewające, gdzie, jakim sposobem te dwie kopie mogły obsłużyć taką ilość kin, żeby ten film mógł być zobaczony przez taką dużą widownię. (…) To była moja satysfakcja” – wspominał reżyser.
Przeczekać
Czas spędzony przez Andrzeja Wajdę w Niemczech można podzielić na dwa okresy. Pierwszy – wczesne lata 70. – był dla niego szczęśliwy, ale i trudny. – Był u szczytu swoich możliwości twórczych, zrealizował swój pierwszy wielki spektakl – „Biesy”. Z drugiej strony to był moment trudny politycznie w Polsce i organizacyjnie, jeśli chodzi o kino – mówi Rafał Syska. – Wajda musiał porzucić dawne zespoły filmowe i przygotowywać się do nowych. Był w momencie zawieszenia, dlatego zdecydował się na wyjazd.
Drugi okres to początek lat 80. – czas stanu wojennego. Wajda mówił, że chciał „przeczekać ten najgorszy czas”. – Był zmuszony kręcić filmy poza granicami Polski. To był akurat bardzo trudny moment dla Andrzeja Wajdy – mówi Syska. We Francji powstaje „Danton”, a w RFN – „Miłość w Niemczech”. Na zdjęciach z planu widać twarz zmęczonego reżysera, bez blasku.
Znany i uhonorowany
Andrzej Wajda, to obok Krzysztofa Kieślowskiego, Agnieszki Holland i Krzysztofa Zanussiego, jeden z najbardziej znanych Niemcom polskich reżyserów.
Kiedy w 1976 roku gościł w Instytucie Filmowym w Düsseldorfie, obiecał we wpisie do księgi pamiątkowej, że będzie się starał, aby „następne filmy były lepsze i bardziej śmiałe”. Wiele lat później, w 2006 roku, za całokształt twórczości otrzymał Honorowego Złotego Niedźwiedzia na festiwalu filmowym Berlinale, a po drodze wiele innych nagród i Order Zasługi Republiki Federalnej Niemiec.
– Najpopularniejszymi (w Niemczech) filmami są z pewnością „Popiół i diament” oraz „Danton” – jako film europejski – mówi Philipp Hanke. – Ale też „Człowiek z marmuru” i „Człowiek z żelaza” – dodaje, wskazując też na znaczenie historyczne i popularność „Solidarności”, o której opowiada „Człowiek z żelaza”.
Osadzone w polskiej historii filmy były też zrozumiałe dla zagranicznych widzów. To zasługa – jak mówi Rafał Syska – „bardzo uniwersalnej metaforyki”. – Takim przykładem jest krata w finale filmu „Kanał”. Za tą kratą widać Wisłę, a dalej Pragę warszawską, gdzie siedzą sowieccy żołnierze. Prawie nikt tego nie rozumie, ale widz francuski, brytyjski czy zachodnioniemiecki pojmował kratę w kategoriach alegorii, metafory jako uwięzienie – mówi znawca twórczości Andrzeja Wajdy.
Humanista i wizjoner
Ten uniwersalny język polskiego reżysera mają teraz okazję poznać odwiedzający wystawę w Muzeum Filmu w Düsseldorfie, przygotowaną wspólnie z miejscowym Instytutem Polskim. Okazją jest Rok Andrzeja Wajdy w Polsce, ogłoszony z okazji setnej rocznicy urodzin reżysera i dziesiątej rocznicy śmierci.
Odwiedzający poznają nie tylko filmy i kulisy ich powstania, ale i tworzony przez Wajdę teatr, grafiki, szkice. – Poznają przede wszystkim wizjonera – mówi Katarzyna Nowak, dyrektor Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie, które udostępniło wiele obiektów na wystawę. – Andrzej Wajda często mówił, że idea jest najważniejsza i był przeświadczony, że jeżeli pojawia się słuszna idea, to trzeba ją realizować.
Dlatego Niemcy poznają Wajdę humanistę, który zajmował się szerokim spektrum sztuki – od malarstwa, przez sztukę filmową i teatr.
– To również wystawa, która ma na celu budowanie mostów, całkowicie w stylu i zgodzie z historią samego Wajdy – zaznacza Philipp Hanke, który chce przybliżyć polskiego reżysera także młodemu pokoleniu w Niemczech. Stąd ekspozycji towarzyszą projekty pedagogiczne i pokaz trzynastu filmów Andrzeja Wajdy.
Sąsiedni Instytut Polski pokaże od 13 marca plakaty Andrzeja Pągowskiego do filmów Wajdy.