1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Angela Merkel w Warszawie

Michał Jaranowski, DW, Warszawa3 grudnia 2005

Po raz pierwszy jako kanclerz Niemiec bawiła w Warszawie Angela Merkel. Towarzyszył jej – również nowy - minister spraw zagranicznych, Walter Steinmeier. Nowy był, oczywiście, także skład gospodarzy. Goście z Berlina rozmawiali z prezydentem-elektem, Lechem Kaczyńsklm, i premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem.

Wiele zdaje się przemawiać za tym, że lody w stosunkach niemiecko - polskich powoli topnieją.
Wiele zdaje się przemawiać za tym, że lody w stosunkach niemiecko - polskich powoli topnieją.Zdjęcie: AP

Dziennikarze nazwali piątkowe spotkanie polsko - niemieckie wieczorkiem zapoznawczym, bądź randką w ciemno, to zaś sugerowałoby, że chodziło o frywolności. Tymczasem sprawy miały się zupełnie inaczej. Kilkugodzinna wizyta pani Angeli Merkel była sygnałem woli obu stron do poprawy nadwyrężonych ostatnio stosunków. Premier Kazimierz Marcinkiewicz podkreślił, że warunkiem poprawy jest oparcie ich na zaufaniu i prawdzie historycznej. Kanclerz Merkel zgadzała się z nim w pełni. W Warszawie wiele mówiono o przeszłości, a to wywołuje od razu skojarzenia z pomysłem powołania w Niemczech Centrum przeciwko Wypędzeniom. I choć rozmawiano w tej sprawie, to nazwa kontrowersyjnego pomysłu padła dopiero w pytaniach dziennikarzy na konferencji prasowej. Pani Merkel mówiła o potrzebie "widocznego znaku pamięci o wypędzeniach". Gospodarze wizyty nie nalegali na przedstawienie precyzyjnych zamierzeń, zaś zgoda panowała co do tego, że wszelkie projekty muszą mieć kontekst europejski. Napięcie po stronie polskiej zmalało, bo Warszawa wie doskonale, że idea pani Eriki Steinbach jest sporna w łonie koalicji niemieckiej, więc nie należy oczekiwać rychłych rozstrzygnięć w tej kwestii.

W rozmowach dominowała jednak przyszłość, ta która dotyczy okresu 2007 - 2013, na który prezydencja brytyjska w Unii Europejskiej przygotowuje budżet mocno niepokojoący nowych - czyli ubogich - członków Unii. Jak pani kanclerz zapatruje się na zwiastuny cięć finansowych kosztem Polski ? Angela Merkel odparła, że wobec nowych członków należy postępować w myśl zasady fair play. Odpowiedź, choć dyplomatyczna, stworzyła nadzieję, że klub pokrzywdzonych przez premiera Blaira nie będzie zdany wyłącznie na siebie, gdy 14 grudnia, na szczycie w Brukseli, dojdzie do decydującej rozgrywki.

Nie wlała natomiast pani kanclerz otuchy w serca rządzących Polską, kiedy zaskarżyli niemiecko - rosyjski projekt budowy gazociągu na dnie Bałtyku. Po pierwsze - brzmiało wyjaśnienie - ma on charakter ekonomiczny, nie zaś polityczny, po wtóre jest otwarty dla innych partnerów, po trzecie, po stronie niemieckiej nie występuje rząd, lecz firma prywatna, skądinąd o kapitale międzynarodowym. Oficjalnej Warszawy wyjaśnienia te nie satysfakcjonują, ale wśród komentatorów słychać pierwsze głosy, by zamiast projekt zwalczać, lepiej byłoby rozważyć, czy nie nałeżałoby się do niego przyłączyć.

Na koniec wizyty pojawiło się pytanie dlaczego pani kanclerz poszerzyła i tak napięty program wizyty o rozmowę z Donaldem Tuskiem, a nie Jarosławem Kaczyńskim, szefem partii rządzącej. Donald Tusk jest przecież szefem Platformy Obywatelskiej, a PO jest polskim partnerem CDU z Angelą Merkel na czele. Posłowie obu formacji zasiadają razem w ławach Europejskiej Partii Ludowej czyli frakcji konserwatywnej w Parlamencie Europejskim. Zaś Prawo i Sprawiedliwość do tego klubu nie należy i nie ma żadnego partnera politycznego w Niemczech. Ale na kolację dla gości Donalda Tuska nie zaproszono.