Berlin. Zielony Tydzień w cieniu Mercosuru
16 stycznia 2026
– Polska smakuje, Poland tastes good, Polen schmeckt. To jest cała prawda o polskiej żywności – tymi słowami Stefan Krajewski, minister rolnictwa i rozwoju wsi otworzył w piątek (16 stycznia) polskie stoisko na tegorocznych targach rolno-spożywczych Zielony Tydzień w Berlinie. Jego słowa nawiązują do hasła „Polen schmeckt”, którym od lat polscy producenci żywności prezentują w stolicy Niemiec swoje wyroby.
Rekordowe stoisko i eksport
W tym roku targi odbywają się po raz setny. Wśród 1500 wystawców z całego świata jest 82 producentów żywności z ośmiu regionów Polski, w tym z Mazowsza, Małopolski, Pomorza, Wielkopolski, Pomorza Zachodniego czy województwa łódzkiego. Polskie stoisko zajmuje podczas tegorocznej edycji rekordową powierzchnię 750 metrów kw.
Podczas prezentacji w Berlinie minister rolnictwa poinformował, że wartość eksportu polskich produktów rolno-spożywczych od wejścia Polski do Unii Europejskiej wzrosła dziesięciokrotnie – z 5,4 mld euro do blisko 54 mld euro w 2024 roku. – Niemcy są największym odbiorcą naszych towarów rolno-spożywczych, gdzie eksportujemy ponad jedną czwartą liczby produktów przeznaczonych na rynek UE – przyznał Stefan Krajewski. Podkreślił, że eksport żywności stanowi 15 proc. całego eksportu Polski.
Obawy ws. umowy UE-Mercosur
Jednym z tematów, które wyjątkowo obecne są podczas targów w tym roku jest zgoda na zawarcie umowy handlowej między UE a krajami Mercosuru (Argentyna, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj). Polska sprzeciwiała się tej umowie i jak powiedział Stefan Krajewski w Berlinie jeszcze nie składa broni.
– Bezpieczeństwo żywności jest nie mniej ważne niż bezpieczeństwo militarne czy energetyczne. Robiliśmy wszystko, żeby zablokować podpisanie tej umowy. Nie udało się zbudować mniejszości blokującej, ale ostatniego słowa nie powiedzieliśmy – stwierdził. – Dzisiaj czekamy na ruch Parlamentu Europejskiego, który złoży skargę do TSUE, a jeśli to nie będzie skuteczne, będziemy już jako rząd polski starali się taką skargę przygotować i złożyć.
Według Krajewskiego istnieją poważne obawy, że produkty pochodzące z krajów Mercosur nie spełniają europejskich norm, dobrostanu zwierząt, a także mogą zawierać pestycydy i substancje czynne niedopuszczone do stosowania w UE.
Strach przed konkurencją
Wśród polskich wystawców w Berlinie dominują niewielkie firmy, prowadzone często rodzinnie. Niektórzy producenci żywności w rozmowie z DW przyznają, że już teraz z niepokojem obserwują import na polski rynek towarów pochodzących np. z Ukrainy. – Te produkty są znacznie tańsze i wypychają nasze – mówi nam anonimowo jeden z wystawców prowadzący rodzinną firmę spożywczą. – Jeśli dojdzie do tego import z Mercosuru, sytuacja stanie się trudna.
Na polskich stoiskach królują wędliny, miody, ryby, piwa rzemieślnicze, konfitury czy suszone i liofilizowane owoce. Są też produkty ekologiczne i bardziej niszowe: antyoksydanty, naturalne octy, nalewki i lemoniady z pigwowca lub soki z rokitnika czy aronii. Niektórzy z polskich wystawców na targach w Berlinie prezentują się po raz pierwszy, inni przyjechali już po raz kolejny. Większość nastawia się na sprzedaż swoich produktów na miejscu w czasie imprezy, a w mniejszym stopniu na próbę wejścia na niemiecki rynek.
– Jesteśmy producentem produktów ze śliwek, uprawiali je już nasi dziadkowie, więc kontynuujemy rodzinną tradycję – mówi Agnieszka Wierzbicka-Baxter z Szydłowa, polskiej „stolicy śliwki” w Świętokrzyskiem. Prezeska „Szydłowianki” przyznaje, że w Berlinie chce przede wszystkim zaprezentować swoje produkty, które dotąd nie są dostępne w Niemczech.
Trudny powrót po pandemii
Na niemiecki rynek próbuje natomiast wrócić firma Starck's Cremajo, której wegańskie majonezy i sosy były już obecne w sklepach w Niemczech, ale także we Włoszech, Czechach, Austrii i na Słowacji.
– Pandemia wiele nam zniszczyła – zamknięte granice, kwarantanny dla kierowców – opowiada przedstawicielka firmy o trudnościach z dostarczeniem towaru za granicę. – Ledwo przeżyliśmy jako firma, nasze kontakty się pourywały. Natomiast po pandemii ciężko jest wrócić do tego, co było. Dlatego pokładamy wielką nadzieję w te targi, że nasze produkty się przyjmą.
Głównie na sprzedaż doraźną w czasie targów nastawia się producent wędlin z Kujawsko-Pomorskiego, który od kilku lat przyjeżdża na targi do Berlina.
– Jesteśmy małym, zakładem, dlatego skupiamy się na rynku lokalnym. To wynika ze względu na ograniczoną możliwość pozyskiwania mięsa – pozyskujemy je od okolicznych rolników w promieniu 50-60 km – mówi Jakub Bukowski z zakładu mięsnego Kwiecińscy w Kujawsko-Pomorskiem. – Ze sprzedaży na miejscu jesteśmy bardzo zadowoleni, natomiast gdyby nadarzyła się okazja nawiązania współpracy z niewielkim sprzedawcą np. w Berlinie, to nie zamykamy się na to. Ale to nie będzie żadna wielka sieć handlowa, ponieważ jako mały producent nie bylibyśmy w stanie temu podołać.
Protesty rolników
Tegoroczne targi potrwają do 25 stycznia. Towarzyszy im Światowe Forum ds. Wyżywienia i Rolnictwa (GFFA) oraz Berlińska Konferencja Ministrów Rolnictwa. Targom będą towarzyszyć protesty niemieckich rolników. Około 60 organizacji rolniczych oraz społecznych zapowiedziało w sobotę 17 stycznia demonstrację na rzecz rolnictwa „przyjaznego rolnikom, środowisku i zwierzętom”. Protest odbędzie się w sąsiedztwie Bramy Brandenburskiej.