1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Berlinale 2026. Od polityki nie uciekniesz

Martyna Masztalerz Berlin
22 lutego 2026

Silne polityczne kino i wyraźne wątki wschodnioeuropejskie. Tegoroczne Berlinale zapisało się jako jedno z najbardziej intensywnych i jednocześnie najbardziej spolaryzowanych wydań festiwalu.

Gala kończąca tegoroczne Berlinale
Mocne polityczne kino. Kontrowersje wybuchły już na otwarciu BerlinaleZdjęcie: Christoph Soeder/dpa/picture alliance

Kontrowersje wybuchły już na otwarciu, gdy Wim Wenders podczas konferencji prasowej stwierdził, że filmowcy powinni unikać angażowania się w politykę. W podobnym tonie wypowiadała się zasiadająca w jury Polka Ewa Puszczyńska. Część gwiazd Berlinale, m.in. Michelle Yeoh i Neil Patrick Harris, unikała odpowiedzi na pytania o bieżące konflikty i odpowiedzialność artystów.

Reakcja środowiska była natychmiastowa. Pojawiły się listy otwarte i publiczne statementy, podpisane m.in. przez Tildę Swinton i Javiera Bardema. Swój przyjazd na festiwal odwołała także Arundhati Roy, laureatka Bookera.

Dyrektorka Berlinale Tricia Tuttle opublikowała oświadczenie, w którym podkreśliła, że festiwal respektuje wolność słowa, a artyści mają prawo decydować, czy i w jaki sposób chcą wypowiadać się politycznie.

Wim Wenders przewodniczył jury festiwaluZdjęcie: Axel Schmidt/REUTERS

Charli XCX i kontrowersyjne afterparty

Kolejna burza wybuchła wokół afterparty po premierze filmu The Moment, którego gwiazdą była Charli XCX. Imprezę zorganizowała rosyjska didżejka, powiązana rodzinnie z fundacją działającą na okupowanych przez Rosję terytoriach Ukrainy. Fundacja realizuje projekty kulturalne wspierane przez Kreml m.in. w Doniecku, Ługańsku i Mariupolu, także z udziałem ukraińskich dzieci.

Ukraińscy artyści i aktywiści protestowali przeciwko wydarzeniu, wskazując na normalizowanie rosyjskiej agresji mimo trwającej wojny. Mimo apeli impreza się odbyła, a film ma trafić także do dystrybucji w Rosji.

Na drugim biegunie: „Ślady”

Kontrapunktem dla tych kontrowersji była nagrodzona przez publiczność ukraińsko-polska produkcja „Ślady” (Traces) w reżyserii Marysi Nikitiuk i Alisy Kowalenko. Dokument sprowadził na czerwony dywan sześć bohaterek: kobiet, które padły ofiarą gwałtów i przemocy seksualnej ze strony rosyjskich żołnierzy.

- Przejście bohaterek filmu po czerwonym dywanie Berlinale to dla mnie bardzo ważny moment - powiedziała Deutsche Welle reżyserka Alisa Kowalenko. - Te kobiety na to zasłużyły. Tym bardziej, że po czerwonych dywanach chodzą już nawet zbrodniarze wojenni.

Film zdobył Panorama Audience Award w kategorii dokumentu.

Mocne polskie akcenty w jury

W jury konkursu głównego, obok Wima Wendersa, zasiadła polska producentka Ewa Puszczyńska, odpowiedzialna m.in. za Zimną wojnę. Debiuty w konkursie Perspektywy oceniała Dorota Lech, dyrektorka Nowych Horyzontów. W sekcji Forum jury współtworzył Patryk Chromik z katowickiego Kina Kosmos. To jedna z najmocniejszych polskich reprezentacji w strukturach festiwalu w ostatnich latach.

Festiwal o ludziach i dla ludzi

Mimo napięć Berlinale pozostało festiwalem otwartym dla publiczności. Sale kinowe były wypełnione po brzegi, a bilety - jak co roku - znikały w kilka minut.

Również nagrodzone produkcje w lwiej większości można zaliczyć do zaangażowanego kina społecznego.

Złotego Niedźwiedzia otrzymał film „Gelbe Briefe” (Yellow Letters / Żółte listy) - niemiecko-francusko-turecka produkcja o walce z systemem, wartościach i rodzinie. Film jest w języku tureckim, a kręcony był w Hamburgu i Berlinie, które „zagrały” Ankarę i Stambuł.

Ilker Çatak ze Złotym Niedźwiedziem za film „Żółte listy“Zdjęcie: Christoph Soeder/dpa/picture alliance

Nagroda jury konkursu głównego trafiła do „Queen at Sea”, angielsko-francuskiej produkcji z Juliette Binoche w roli głównej. Film zdobył także Srebrne Niedźwiedzie za role drugoplanowe dla Anny Calder-Marshall i Toma Courtenaya.

Złotego Niedźwiedzia za najlepszy film krótkometrażowy otrzymał „Yawman ma walad” (Someday a Child), produkcja francusko-rumuńsko-libańska. „Kontrewers” Zuzy Banasińskiej opuszcza festiwal bez nagród, ale ze wspomnieniem bardzo ciepłego przyjęcia publiczności.

„Architektoniczna lazania kłamstw”

Koprodukcja belgijsko-polsko-grecko-brytyjska „Dust” w reżyserii Anke Blondé, na podstawie scenariusza Angelo Tijssensa, wyjechała z Berlina z pewnym niedosytem: nie udało się wywalczyć żadnej nagrody. Krytycy jednak oceniali film wysoko, a Polacy już w pierwszych scenach mogli w nim dostrzec m.in. Pałac Kultury i Nauki. Produkcja opowiada o przemianach biznesowo-technologicznych lat 90. i konsekwencjach pewnego oszustwa.

- Sceny, które kręciliśmy w centrum Warszawy, były dla nas bardzo wymowne - mówi Angelo Tijssens w rozmowie z Deutsche Welle. - Opowiadamy o upadku fali belgijskiego kapitalizmu, mając za sobą budynek „podarowany” Polsce przez Stalina. Symbol kolejnej wielkiej idei, która zawiodła. A dookoła drapacze chmur, z których krzyczą logotypy korporacji: IBM, McDonalds. Wielkie obietnice. Architektoniczna lazania kłamstw.

- To bardzo europejski film - dodaje reżyserka Anke Blondé, podkreślając, że mnogość języków i doświadczeń koproducentów równocześnie wzbogacała film podczas jego tworzenia, jak i utwierdzała twórców w przekonaniu o uniwersalności tej belgijskiej historii.

To nie koniec polskich wątków tegorocznego Berlinale. W filmie „Animol” głównemu bohaterowi, Troyowi, towarzyszy… Krystian Lewandowski, młody Polak, w którego rolę wcielił się Ukrainiec Vladyslav Baliuk. „Animol” zdobył nagrodę FIPRESCI - Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych.

Berlinale 2026 pokazało, że nawet jeśli część artystów próbuje uciec od polityki, w Berlinie nie bardzo jest dokąd. - Sama gala rozdania nagród była już naprawdę bardzo polityczna - przyznał w rozmowie z nami juror sekcji Forum Patryk Chromik. - Nie udało się uciec od polityki, bo filmy pokazywane na festiwalu, wbrew temu co niektórzy mówią, w zdecydowanej większości były bardzo polityczne. Nigdy w życiu nie widziałem dużego festiwalu filmowego, który byłby tak zaangażowany. Więc nawet jeśli ktoś myślał, że ucieknie przed polityczną zawieruchą w ciemny kąt sali kinowej, to Berlinale musiało go zawieść - puentuje Chromik.

Festiwal pozostał więc miejscem żywej debaty – tym razem szczególnie niewygodnej, podzielonej i pełnej sprzeczności.