Blackout w Berlinie. Dlaczego wciąż nie znaleziono sprawcy?
1 lutego 2026
Wysokość nagrody jest wyjątkowa, Prokuratura Federalna w Karlsruhe obiecuje milion euro za informacje prowadzące do sprawców pożaru, który spowodował przerwy w dostawie prądu miesiąc temu w Berlinie. Czy już wpłynęły jakieś informacje, Prokurator Generalny nie ujawnia. Nie ma też informacji na temat trwających dochodzeń w sprawie pożaru, który mieli spowodować sprawcy ze środowiska skrajnej lewicy.
Apel o pomoc w śledztwie od kilku dni widoczny jest na elektronicznych tablicach w Berlinie i Brandenburgii. Na czerwonym tle widnieje napis: „Ważne do 24 lutego”. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych uzasadniło ten termin „policyjnymi względami taktycznymi”.
Policja i politycy pod presją
Niezwykła wysokość nagrody pokazuje, pod jak dużą presją są niemieccy policjanci i politycy. Nagrodą w wysokości miliona euro chcą skusić kogoś ze skrajnie lewicowej sceny do przełamania milczenia. W końcu ponad 100 tysięcy ludzi przez kilka dni nie miało prądu w środku zimy, po tym jak 3 stycznia podpalono kable wysokiego napięcia przebiegające z elektrowni.
Presja na berliński Krajowy Urząd Kryminalny (LKA) jest tym większa, że zamach z 3 stycznia nie był pierwszym tego rodzaju. Środowisko tak zwanej „Grupy Wulkan” przyznało się od 2011 roku do co najmniej 18 zamachów, jak informował niedawno sekretarz stanu do spraw wewnętrznych Berlina Christian Hochgrebe. – W tym do kilku zamachów na sieć S-Bahn w Berlinie oraz na linie energetyczne – dodał. Kampania „Switch off” wymienia ponad 50 kolejnych zamachów w Berlinie, od ataków farbą po poważne podpalenia.
Berlin jako centrum lewicowych ekstremistów
Szczególnie duże kontrowersje wzbudziły zamachy na zaopatrzenie w energię fabryki Tesli w marcu 2024 roku oraz na kable wysokiego napięcia prowadzące do parku technologicznego Adlershof we wrześniu 2025 roku.
Chociaż Berlin jest centrum „lewicowej działalności ekstremistycznej”, jak mówi szef berlińskiego Urzędu Ochrony Konstytucji Michael Fischer, fenomen bojówek skrajnej lewicy nie ogranicza się tylko do stolicy; zamachy miały miejsce także w Nadrenii Północnej-Westfalii i Bawarii.
Brak zatrzymań w ciągu 15 lat
Berlińska senator spraw wewnętrznych, socjaldemokratka Iris Spranger, po zamachu jesienią obiecała: „Złapiemy ich!” Burmistrz Berlina, chadek Kai Wegner także obiecał krótko po 3 stycznia: „Złapiemy ich.” Ale dodał także: „Mamy do czynienia z profesjonalistami.”
Szef Urzędu Ochrony Konstytucji w Berlinie wyjaśnia: – Mówimy tu o grupach, które wykazują wysoki poziom profesjonalizmu oraz wysoki poziom konspiracji. Sprawcami są eko-anarchiści, którzy, jak twierdzi Fischer, „w sposób szczególny chronią się przed państwowymi dochodzeniami i robią staranne plany”.
„Ogień rzadko pozostawia ślady”
Dodatkowo, zamachy pożarowe – w przeciwieństwie na przykład do zamachów bombowych – utrudniają dochodzenia. – Ogień rzadko pozostawia ślady. Jeśli ma to związek z wysokimi temperaturami, ślady szybko się wypalają – powiedział Fischer i dodał, że „to szczególnie trudne dla pracy dochodzeniowej policji.” W przypadku berlińskiego blackoutu ze stycznia 2026 roku policja zabezpieczyła przynajmniej ślady stóp w śniegu. Czy będą one pomocne, to inna kwestia.
Sprawcy ze środowiska „Grupy Wulkan” najwyraźniej popełniają niewiele błędów. W internecie można znaleźć wskazówki dotyczące taktyki podczas zamachów: nie zabieraj własnych telefonów, unikaj metra i innych miejsc z kamerami, noś czapkę, maskę i rękawiczki.
Ciężko o informatora wśród lewicowych ekstremistów
Kolejnym problemem jest to, że urzędy stojące na straży konstytucji oraz policja mają trudności ze znalezieniem informatorów wśród lewicowych radykałów. Urząd Ochrony Konstytucji musiał nawet przyznać w swoim raporcie na temat „Grupy Wulkan”: „Potencjał osobowy w Berlinie: nieznany”.
Lewicowi ekstremiści przyjęli taką nazwę po wybuchu wulkanu, który wstrzymał ruch lotniczy.
W kręgach ekstremistów prawicowych lub islamistów, przynajmniej w przypadku informatorów, często działo się inaczej – zdarzało się, że ktoś za pieniądze rozmawiał ze służbami bezpieczeństwa. Natomiast struktury w silnie zideologizowanych środowiskach lewicowych znacznie to utrudniają, przyznają policjanci. Nie jest jasne, czy ostatnie bardzo szczegółowe listy przyznające się do winy dostarczyły jakichkolwiek wskazówek. Nie wszystkie zostały przypisane przez policję do sprawców ostatniego zamachu w Berlinie.
Znaczenie ideologii eko-anarchistycznej
Policja i urzędy ochrony konstytucji nie wierzą w to, że teraz zapanuje spokój. Wzrasta znaczenie ideologii eko-anarchistycznej, mówi berliński sekretarz stanu do spraw wewnętrznych. Ponadto część lewicowej sceny ekstremistycznej uległa dalszej radykalizacji. Listy z przyznaniem się do winy można równie dobrze rozumieć jako wezwanie własnych środowisk do działania. – Potencjał zagrożenia ze strony eko-anarchistycznego spektrum jest wysoki. I musimy zakładać, że w najbliższym czasie nic się w tej kwestii nie zmieni – przyznaje polityk.
(dpa/sier)
Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>