1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Bundeswehra. Pierwsze ćwiczenia bojowe na Litwie

Monika Sieradzka opracowanie
14 czerwca 2026

Nowa formacja Bundeswehry „Litwa” dąży do gotowości bojowej. Ćwiczy w trudnym terenie i próbuje uczyć się na błędach.

Litwa Podbrodzie 2026 | Ćwiczenia Bundeswehry Freedom Shield 2026 brygady pancernej 45
Litwa, Podbrodzie. Ćwiczenia BundeswehryZdjęcie: Kay Nietfeld/dpa/picture alliance

Ćwiczenia „Freedom Shield 2026” na Litwie. Starszy sierżant Philip (nazwisk żołnierzy nie wolno ujawniać) wydaje swoim ludziom rozkaz do natarcia. Właśnie wyskoczyli z tylnej części bojowej swoich transporterów opancerzonych. „Atak, atak, atak” – rozkazuje przez radio. Słychać strzały, głośne okrzyki żołnierzy i w oddali ryk ciężkich pojazdów gąsienicowych.

– W połączeniu z czołgami my, grenadierzy pancerni, dysponujemy ogromną siłą uderzeniową” – mówi. Philip ma niespełna 40 lat. Jego 34-osobowy pluton, składający się z załóg pojazdów i 22 żołnierzy niemieckiej piechoty pancernej, doświadcza podczas ćwiczeń zarówno sukcesów wojskowych, jak i gorzkich porażek, w których laserowy system szkoleniowy AGDUS sygnalizuje symulowaną śmierć lub obrażenia.

Wyzwanie dla Bundeswehry: walka z wykorzystaniem dronów

Nowa 45. Brygada Pancerna Bundeswehry – nazywana „Litwą”, ponieważ stacjonuje w tym kraju na wschodniej flance NATO w celu odstraszania Rosji – po raz pierwszy przeprowadza ćwiczenia bojowe na terytorium Litwy. W ćwiczeniach na poligonie w oklolicy Podbrodzia w okręgu wileńskim bierze udział około 2900 żołnierzy, z czego 2300 pochodzi z Niemiec. Mają oni wyciągać wnioski z popełnionych błędów, ale jako brygada są również projektem pokazowym i laboratorium doświadczalnym w dążeniu do zdolności bojowej.

W tym celu brygada Bundeswehry stosuje nowe koncepcje walki z użyciem dronów i ich wykorzystania. Czołgi są atakowane jednocześnie przez kilka dronów. W powietrzu nieustannie brzęczą bezzałogowe systemy.

Podczas wizyty generał brygady Christoph Huber pokazuje inspektorowi wojsk lądowych Christianowi Freudingowi stanowiska dowodzenia dronami. Z takich stanowisk można sterować dronami przeznaczonymi do rozpoznania, a także do ataku.

Huber opowiada się za zakupem kolejnych typów mniejszych dronów kamikadze, wykraczających poza większą tzw. amunicję krążącą (ang. „Loitering Ammunition” – pociski wystrzeliwane bez konkretnego celu, a następnie – przed uderzeniem – przez dłuższy czas krążące nad obszarem docelowym, by wreszcie po identyfikacji celu zniszczyć go własną głowicą bojową).

Dobrym rozwiązaniem byłyby drony FPV, które operator steruje za pomocą gogli wideo z perspektywy systemu – koncepcja ta sprawdziła się w Ukrainie. – To, co jesteśmy w stanie zwiadowczo wykryć, chcemy też móc od razu zniszczyć – mówi Huber.

Walka elektroniczna zyskuje na znaczeniu

Wzdłuż granicy z Białorusią, oddaloną o 15 kilometrów, specjaliści ds. walki elektronicznej („EloKa”) zainstalowali czujniki i nadajniki. Chodzi o przechwytywanie i analizę danych wojskowych potencjalnego przeciwnika. Celem jest również zabezpieczenie własnej komunikacji („tarcza ochronna”) oraz zdolność do zakłócania działań wroga.

„EloKa” to czysta technologia high-tech, ale jej szczegóły są tajne. W trakcie ćwiczeń znajduje się ona już dość blisko potencjalnego przeciwnika i rzeczywistości, w której obie strony intensywnie się obserwują. W razie zagrożenia wokół elektronicznych tarcz ochronnych toczyłaby się walka z użyciem sygnałów zakłócających i ostrej amunicji.

Planiści wojskowi przewidują w potencjalnych scenariuszach współistnienie starych i nowych metod działania. Zgodnie z tą koncepcją drony i systemy bezzałogowe nie zastąpią czołgów w walce, lecz będą je uzupełniać i zmieniać. Należy wyciągać wnioski z wojny w Ukrainie.

Kobieta za kierownicą transportera

Niemieccy żołnierze ćwiczą teraz w kraju, w którym w razie potrzeby musieliby również walczyć. Poligon wojskowy, z piaszczystym podłożem i lasami iglastymi, przypomina części północnych i wschodnich Niemiec, ale jest poprzecinany terenami torfowymi i bagiennymi. W marcu ubiegłego roku zginęło czterech amerykańskich żołnierzy, gdy czołg w rejonie Podbrodzia zapadł się na głębokość kilku metrów w błocie.

Podłoże to zalicza się do kategorii trudnego terenu. Podczas ćwiczeń pojazdy wielokrotnie grzęzną. Transporter opancerzony typu CV 90 przewraca się, a Leopard wślizguje się w błoto podczas manewru omijającego.

Za kierownicą transportera opancerzonego Puma dowódcy oddziału Philipa siedzi Fine. Ma 20 lat i po maturze chciała właściwie studiować medycynę, ale ostatecznie wstąpiła do Bundeswehry. W oddziale jest jedyną kobietą wśród 33 mężczyzn i mówi: „Nie należy robić z tego większej sprawy, niż jest w rzeczywistości”.

Atak na przeciwnika

Trzech żołnierzy steruje pojazdem Puma i jego systemami uzbrojenia, a maksymalnie sześciu kolejnych żołnierzy siedzi ściśniętych w tylnej komorze bojowej ze swoją bronią, z której wychodzą przez klapę, by następnie walczyć „w odcięciu”.

Wraz z dowódcą plutonu Philipem są również grenadierzy pancerni Volkan, Christoph i Trava. W ciągu kilku sekund zgrany zespół potrafi przejść od żartów do pełnej koncentracji i trybu ataku. Czas na ostatnie poprawki przy broni i wyposażeniu. „Trzy, dwa, jeden, klapa otwarta. Wychodzić, wychodzić” – brzmi komenda. Podawany się kierunek, w którym należy się udać po opuszczeniu transportera.

Gdy transportery opancerzone napotykają zapory z min i drutu kolczastego, muszą je omijać. Wtedy żołnierze są wysadzani z dala od pola walki.

– A teraz bierzemy byka za rogi, do dzieła i klapa w górę. Będzie atak z zaskoczenia – tłumaczy Volkan. – Albo może to być misja samobójcza – mówi Christoph. – Na tym polega bycie żołnierzem, że nawet jeśli boli, to trzeba iść dalej. Przede wszystkim chcesz wykonać zadanie – dodaje Trava.

Ćwiczenia i nauka na błędach

Po opuszczeniu pojazdu żołnierze przedzierają się przez teren leśny, a przed nimi znajduje się strzelający przeciwnik. Zagrożenie stanowią również drony lub „ogień z góry”, czyli uderzenia granatów. Odpowiedzią na to jest pozostawanie w ruchu.

Niemcy produkują drony. „Mieliśmy zapytania też z Polski”

02:32

This browser does not support the video element.

Działania walczących plutonów muszą być skoordynowane. Dowódca plutonu Philip wydaje przez radio rozkazy dotyczące kierunku natarcia. Czasami łączność jest zakłócona lub ledwo słyszalna. Wtedy konieczne staje się – fatalne w skutkach – czekanie. Chwilę później na kamizelkach żołnierzy zaczynają piszczeć pierwsze sygnalizatory systemu symulacyjnego AGDUS: uderzył symulowany granat.

Z 22 żołnierzy większość została trafiona, siła bojowa plutonu wynosi już tylko 25 procent. – Na wojnie byłbym teraz martwy. Moja żona otrzymałaby list z Bundeswehry. To nie jest normalny zawód – mówi dowódca plutonu Philip. Wyczerpany i sprawiający wrażenie nieco rozczarowanego, dodaje: „Ale właśnie po to tu ćwiczymy”.

(dpa/sier)

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>