Russischer Kunstmarkt
13 stycznia 2010
Tak ogólnie rosyjska klientela nie cieszy się na świecie zbyt wielkä estymą. Kiedy nowobogaccy Rosjanie tłumnie okupują turystyczne miejscowości w Turcji, Hiszpanii czy w Egipcie - bulwarowa prasa regularnie rzuca hasło: "Idą Ruscy!". Kiedy w Moskwie odbywa się kolejna edycja targów dla milionerów telewizja pokpiwa sobie z ufutrzonych żon oligarchów zachwycających się komórkami, zegarkami i innymi gadżetami kapiącymi od diamentów.
Teraz ich domeną stał się rynek sztuki, gdzie od 2-3 lat zostawiają fortuny. Pod względem liczby miliarderów Rosja plasuje się na świecie na trzecim miejscu - po Stanach Zjednoczonych i Niemczech. Jak donosi magazyn ekonomiczny Forbes stu najbogatszych Rosjan zgromadziło razem wziąwszy prywatny majątek rzędu 250 miliardów dolarów. I jakoś trzeba wydawać te pieniądze. A że sztuką zawsze się można było zdobić i dowartościować, sam tylko rynek sztuki w Rosji odnotował obroty rzędu półtora miliarda dolarów.
Ratunek dla tradycji
Upodobania Rosjan cieszą oczywiście także niemieckich marszandów i domy aukcyjne - przyznaje szef kolońskiego domu aukcyjnego Van Ham, Markus Eisenbeis. Właśnie rosyjskim klientom zawdzięcza uratowanie całego segmentu interesów. W Niemczech wygasło bowiem zainteresowanie XIX-wiecznym francuskim i włoskim malarstwem. "Niemieccy klienci tego gatunku wymarli. Ale teraz są Rosjanie".
Tak więc jego klienci ochoczo podbijają ceny włoskich pejzaży i scenek rodzajowych. "Może to malarstwo pozwala im wczuć się w tamte krajobrazy, może mają reminiscencje z ostatnich wakacji w Toskanii, czy obrazy przypominają im włoską willę, którą właśnie kupili" - snuje podjerzenia aukcjonariusz.
Wzięciem cieszy się też wszystko ze znamionami przepychu czasów carskich: porcelanowe cacka, świeczniki, srebrne samowary. Właśnie jeden taki obiekt poszedł ostatnio za pokaźną sumę, której jednak przez dyskrecję nie wymienia się oficjalnie.
Nie tylko kicz
Lecz kto określiłby Rosjan mianem miłośników kiczu, ten się grubo myli - podkreśla Eisenbeis. Doskonale potrafią odróżnić sztukę od zwykłego kiczu. "Wiedzą, co kupują. Na bezwartościowe rzeczy nawet nie spojrzą".
Markus Eisenbeis porównuje upodobania swoich rosyjskich klientów do tego, co przeżywały Niemcy w okresie "cudu gospodarczego". "Rosja przeżywa obecnie podobne czasy"- twierdzi. Kiedy Niemcy w latach 60. wreszcie dorobili się pieniędzy, także gustowali w tradycyjnej sztuce. Nowoczesna sztuka była postrachem dla szerokich mas.
Podobnie jest z Rosjanami. Pod koniec lat 90. interesowała ich tylko sztuka rosyjska, potem przyszło zainteresowanie malarstwem XIX- wiecznym. "Powoli zbliżają się do modernizmu" - twierdzi koloński aukcjonariusz.
Rosjanin górą
Fascynacja malarstwem rosyjskim trwa jednak nadal. Najdroższym dziełem, jakie zostało zlicytowane w domu Van Ham był obraz rosyjskiego XIX-wiecznego malarza Nikołaja Swerczkowa. "Był to pokaźny, monumentalny obraz pokazujący kawalerię cara Aleksandra II" - z rozrzewnieniem wspomina Eisenbeis. Licytowali go nie tylko rosyjscy klienci: "Mieliśmy ośmiu klientów przy telefonie i 3-4 na sali". Dla nowego właściciela, rosyjskiego kolekcjonera, obraz wart był 489 tysięcy euro.
Globalny kryzys finansowy koloński dom aukcyjny odczuwał tylko przez kilka miesięcy. Na początku ubiegłego roku Rosjan zrobiło się mniej, nie wszyscy uregulowali swoje rachunki. Ale w ostatnich miesiącach powrócili i interes znów kwitnie.
Manfred Goetzke / Małgorzata Matzke
red.odp.: Marcin Antosiewicz / du