1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Co nowy Parlament Europejski oznacza dla Polski

23 maja 2019

Europarlament nowej kadencji będzie zatwierdzał budżet UE na lata 2021-27, w tym ewentualne przepisy wiążące go z praworządnością. Będzie też współdecydować o nakładach na – sporną dla Polski - politykę klimatyczną.

Frankreich  Straßburg - Europäisches Parlament
Zdjęcie: DW/B. Riegert

Polskie eurowybory także w Brukseli są traktowane jako test przed jesiennymi wyborami krajowymi, które – jak widzą to nasi unijni rozmówcy – przesądzą o kontynuacji obecnej linii władz bądź o „powrocie do głównego nurtu”. – Możliwe, że jeśli opozycja zdobyłaby w eurowyborach więcej mandatów od PiS, to w głównych unijnych międzynarodówkach pojawiłaby się myśl, by promować opozycyjnych europosłów dobrymi stanowiskami w Parlamencie Europejskim. To miałoby pokazać, że to obecna opozycja daje skuteczną reprezentację w Brukseli – mówi Agata Gostyńska-Jakubowska z Centre for European Reform.

Z drugiej strony nie można jednak wykluczyć, że duża delegacja PiS – pomimo prognozowanych słabych wyników jej obecnych sojuszników z partii torysowskiej – zdoła wejść w taki europarlamentarny alians ugrupowań na prawo od Europejskiej Partii Ludowej (m.in. CDU, CSU), że też będzie to wzmagało siłę PiS. Czy dobry wynik eurosceptyków, populistów i innych partii spoza głównego nurtu nie sprawiłby, że główne międzynarodówki spuszczą z tonu np. co do praworządności ze strachu przed dalszym wzrostem „krytyki wobec Brukseli”? – Przeciwnie. Moim zdaniem ich reakcją byłaby konsolidacja, czyli znacznie bardziej stanowcza obrona tego, co te prounijne ugrupowania uważają za podstawę działania UE – tłumaczy Gostyńska-Jakubowska.

Budżet już za kilka miesięcy

Przywódcy krajów Unii powinni tej jesieni uzgodnić budżet Unii na okres 2021-27 (nie można wykluczyć przedłużenia rokowań do początku 2020 r.), ale ten musi być zatwierdzony także przez Parlament Europejski. Dyskusja o unijnej kasie będzie – jak zwykle – zarazem dyskusją o polityce unijnej, jej priorytetach oraz tempie integracji. To będą zatem także decyzje m.in. o współfinansowaniu nakładów na walkę z globalną zmianą klimatu, a być może też o kierunku integracji strefy euro i jej relacjach z krajami unijnej „drugiej prędkości”, które nie zamierzają przechodzić na euro w przewidywalnej przyszłości.

Mocno zapalna będzie zapewne dyskusja o – wstępnie już popartym przez europarlament kończącej się kadencji – wykorzystaniu funduszy UE do walki z naruszeniami praworządności. Komisja Europejska już przed rokiem przedłożyła projekt rozporządzenia w tej sprawie, które musi być zatwierdzone zarówno przez unijnych ministrów w Radzie UE jak i przez europosłów. Ten projekt na pewno stanie się częścią budżetowego pakietu negocjacyjnego. Po doświadczeniach z Polską jest jasne, że np. holenderski parlament byłby bardzo niechętny do zatwierdzenia nowych unijnych składek bez zasady „pieniądze za praworządność”.

Co z migracją?

Ostre konflikty o obowiązkowy rozdzielnik uchodźców z 2015 r., któremu przeciwstawiały się rządy PiS-u, oraz wzmacnianie agencji Frontex (wspomagającej pograniczników w krajach UE) zdominowały unijne dyskusje o migracji w ostatnich latach. Ale wielkim tematem jest też polityka migracyjna obliczona na legalny, a ze względów demograficznych niezbędny napływ przybyszów do Unii.

Wprawdzie „twarda” polityka zagraniczna pozostaje w rękach krajów Unii, ale wzywaniem dla Brukseli – w tym europarlamentu – będzie wykorzystanie potencjału UE w tych dziedzinach, w których ma duże uprawnienia. Jak skoordynować działania z polityki handlowej, pomocy rozwojowej i miękkich (głównie szkoleniowo-finansowych) instrumentów z polityki sąsiedztwa, by kształtować politykę migracyjną, w tym ograniczać niekontrolowany napływ ludzi z krajów Afryki, wspomaganych finansowo przez UE? To zadanie dla następcy szefowej unijnej dyplomacji Federiki Mogherini, Rady UE oraz europarlamentu.

Migranci u wybrzeży Libii Zdjęcie: picture-alliance/AP Photo/F. Heinz

Protekcjonizm?

Jeśli w „głównym nurcie” w nowym Parlamencie Europejskim wzrosłaby waga – rekrutujących się m.in. z zielonych i centrolewicy - przeciwników dalszej liberalizacji w handlu międzynarodowym i pogłębiania unijnego wspólnego rynku usług, to może rozpalić w Brukseli konflikty o protekcjonizm. Europosłowie PiS i PO kończącej się kadencji zgodnie i za pomocą oskarżeń o protekcjonizm zwalczali reformy zasad delegowania pracowników, w tym kierowców ciężarówek w UE. Utrudniają bowiem usługodawcom z młodszej Unii konkurowanie kosztami pracy na Zachodzie. Eurowybory rozstrzygną, czy to nie zaostrzy się w nowym europarlamencie, który wkrótce wróci do tematu kierowców.

Unia obronna

Europarlament kończącej się kadencji zatwierdził przepisy o Europejskim Funduszu Obronnym (wspomagającym unijny przemysł obronny), które wzbudzają wielkie podejrzenia Amerykanów martwiących się m.in. o interesy swych firm zbrojeniowych. Jednak fakt, że wśród głównych negocjatorów europarlamentu w rozmowach z Radą UE byli dwaj Polacy (Jerzy Buzek z PO i Zdzisław Krasnodębski z PiS) był traktowany jako swoiste świadectwo, że Europejski Fundusz Obronny to nie jest ani projekt konkurujący ze współpracą w ramach NATO, ani antyamerykański. Ale UE chce jeszcze bardziej rozwijać wspólną politykę obronną w kolejnych latach, a jej – ważny dla Polski i wschodniej flanki NATO – kształt będzie nadal współtworzony i kontrolowany przez europosłów.