Czar korbki
6 lipca 2004
Tylu kataryniarzy w jednym miejscu na raz – tego jeszcze nie widział świat. Aż 120 zjechało się z wszystkich zakątków świata do Berlina, aż 90 katarynek, z których każda jest budzącym zachwyt unikatem. Przez dwa dni wypełniali dwukilometrową aleję Unten den Linden od Bramy Brandenburskiej do Alexanderplatz, by wreszcie wokół fontanny Neptuna dać koncert, którego nie sposób zapomnieć.
Spiritus movens tego wydarzenia to pani Christa Hohnhäuser znana w Berlinie pod artystycznym imieniem Jäulchen, która przed dwudziestoma laty porzuciła dobrze płatną posadę w berlińskim ratuszu, by poświęcić się katarynce. "Pracowałam w wydziale ruchu i turytsyki, kiedy odwiedził nas znany berliński kataryniarz i zaproponował, by zaprosić do Berlina kataryniarzy z całego świata. Uznaliśmy to za znakomity pomysł i mnie w udziale przypadła organizacja tego przedsięwzięcia. Wówczas, przebywając wśród tych ludzi zaraziłam się miłością do katarynki. Kataryniarze to bardzo szczególnie ludzie, mają w sobie ogromnie dużo optymizmu i radości życia. Właśnie to ujęło mnie najbardziej" – opowiada.
Tradycyjnie kataryniarze ubrani są w wymyślne kostiumy, mężczyźni z przesadną elegancją,w melonikach , panamach i cylindrach, kobiety w falbankach i wstążkach. Niegdysiejsze małpki na łańcuszku zastąpiły zwierzęta z pluszu, ale dźwięk pozostał i wszyscy – dzieci, starzy i młodzi ulegają niezmiennie jego urokowi. Ostatnimi ofiarami katarynkowego szaleństwa są ... Japończycy, którzy – jak twierdzi kataryniarz Daniel Widmer z Bazylei – kochają muzykę mechaniczną a katarynek jak dotąd w ogóle nie znali.
Joanna Wiórkiewicz, DW Berlin