Czy kopiowanie jest grzechem?
6 czerwca 2011
Zgodnie z najnowszymi szacunkami kopie stanowiące podróbki produktów markowych stanowią około 10 procent handlu światowego - od zegarków do samochodów elektrycznych. Oczywiście proceder najbardziej uderza w projektantów produktów. Kozłem ofiarnym są Chiny, w których powstaje najwięcej plagiatów.
Podczas Festiwalu DMY kurator Beijing Design Week 2011 Aric Chen próbował podejść do sprawy z pewnym dystansem. Jego zdaniem im częściej produkt jest kopiowany, tym wartościowszy wydaje się oryginał. Chiny stały się największym rynkiem produktów luksusowych koncernu LVMH obejmującego takie firmy, jak: Louis Vuitton, Dior i Kenzo. Ich produkty, a zwłaszcza niektóre znaki firmowe, są tam podrabiane masowo, a oryginały są o 30 procent droższe niż w Stanach Zjednoczonych lub w Europie. To logika, której nie podziela światowej sławy niemiecki projektant pisma Erik Spiekermann. W jego opinii ktoś, kto zarabia na pomysłach innych ludzi, popełnia przestępstwo i powinien stanąć przed sądem.
Kopiowanie jako innowacja?
Jednak "copyright" jest stosunkowo młodym wynalazkiem. Dopiero w XVIII wieku zaczęto się zastanawiać nad tym, jak należy chronić prawnie własność duchową. Kopie istniały w zasadzie zawsze: zarówno wśród artystów, jak i inżynierów. Czy rzeczywiście w kopiowaniu nie można się doszukać odrobiny innowacji? Gdyby po wynalezieniu rower byłby chroniony prawem autorskim, postęp techniczny w zakresie przemieszczania się zachodziłby bardzo wolno.
W sztuce i technice trudno jest uniknąć powielania pomysłów, ich dzielenia. Choć wydaje się, że dzielenie oznacza więcej niż fałszowanie i tworzenie plagiatów. W ten sposób holenderski profesor filozofii Henk Oosterling reklamuje kreatywność, która rodzi się nie w jednostce, lecz w grupie: "Nie indywiduum, lecz związki między ludźmi powinny być podstawą społeczeństwa". Dlatego należałoby ponownie stworzyć nową definicję pojęcia copyright.
Mashup i remix
Na wyraźne przesunięcie wartości w ostatnich latach zwrócił uwagę amerykański medioznawca Aram Sinnreich. Od kiedy Internet udostępnia prawie wszystko i wszędzie, można mówić o tzw. "configurable culture", czyli kulturze, której zadaniem jest konfiguracja dostępnych jej elementów. To, co w muzyce było remixem czy samplingiem, stało się "mashupem" w Sieci. Wystarczy wspomnieć o videos, grach i designie, wszystkim, co można na nowo zmiksować. Coraz więcej ludzi widzi w tym innowację, a nie - jak jeszcze niedawno - plagiat. Prawo autorskie musiałoby się zatem wyzwolić od dawnego sposobu myślenia o oryginale i podróbce. Pozostaje jeszcze znalezienie odpowiedzi na pytanie, komu to wszystko wolno kopiować.
Aya Bach / Monika Skarżyńska
red. odp.: Bartosz Dudek