1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Drżyj, neonazisto!

15 marca 2005

Wydarzenia ostatnich miesięcy jak sukces skrajnej prawicy w wyborach do landtagów Saksonii i Brandenburgii oraz jej obeność w mediach zmobilizowały niemieckie elity do walki z neonazizmem. Są już pierwsze pierwsze wyniki. W ubiegłym tygodniu politycy i sądy wyraźnie pokazali, że problem rosnącej ekstremistycznej prawicy traktują poważnie.

Sól w oku niemieckiej demokracji - neonaziści demonstrują pod Bramą Brandenburską w styczniu 1999 roku
Sól w oku niemieckiej demokracji - neonaziści demonstrują pod Bramą Brandenburską w styczniu 1999 rokuZdjęcie: AP

W poniedziałek wyższy sąd krajowy w Poczdamie po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat uznał organizację skrajnej prawicy za ugrupowanie terrorystyczne i skazał jej członków na kilkuletnie kary pozbawienia wolności. Uznani za terrorystów nie są wprawdzie porównywalni z działającymi międzynarodowo terrorystami El Kaidy, jednak także ich działalność spełnia kryteria terroru – argumentował oskarżający prokurator, a sąd w Poczdamie przychylił się do tej opinii. Kryteria, jakie decydują o uznaniu organizacji za terrorystyczną, to chęć zastraszenia społeczeństwa oraz szkody dla państwa. Celowe zamachy na cudzoziemców szkodzą wizerunkowi Niemiec zagranicą – brzmiało uzasadnienie wyroku. Zdaniem Oskara Niedermayera, politologa z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie, aktualna decyzja sądu w Poczdamie nie jest przypadkowa:

"Sędziowie są neutralni, jednak również oni mają swoje polityczne poglądy. Dostrzegają, co się wokół nich dzieje. I jeżeli panuje odpowiedni klimat w społeczeństwie, jeżeli skrajna prawica postrzegana jest powszechnie jako zagrożenie dla społeczeństwa, to ma to oczywiście wpływ na wyroki sądów. Naturalnie w ramach, jakie wyznacza prawo. W przeszłości widzieliśmy jednak, że możliwości prawne pozostawały często niewykorzystane" – uważa Oskar Niedermayer.

Proces w Poczdamie nie był wyjątkiem. Trzy dni później Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe odrzucił wniosek 39-letniego wokalisty i autora tekstów neonazistowskiej grupy "Landser". Domagał się on rewizji wyroku sądu w Berlinie, który skazał go na cztery i pół roku pozbawienia wolności za podżeganie do rasizmu i nawoływanie do waśni na tle narodowościowym. Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że wolność artystyczna muzyków ma swoje granice. A piosenkarze, którzy w swoich piosenkach nawołują do rasizmu, mogą być traktowani jak zwykli przestępcy. W uzasadnieniu wyroku sąd napisał, że teksty neonazistowskich piosenek zachęcają do popełniania przestępstw. Potwierdza to Oskar Niedermayer:

"Muzyka ma dla skrajnej prawicy bardzo duże znaczenie. Jest często bramą, przez którą młodzież wchodzi do tego środowiska. Wokół muzyki tworzy się swoista subkultura, która identyfikuje się z tekstami neonazistowskich piosenek, nierzadko to te teksty podawane są w procesach za motyw do działania, do dokonywania zamachów. Dla młodzieży, która jest podatna na wpływy z zewnątrz, muzyczne nawoływanie do rasizmu nie jest mniej niebezpieczne niż inne formy podżegania do nienawiści".

Bundestag zaostrza przepisy

Symboliczne decyzje zapadły także ze strony polityków. W ostatni piątek Bundestag zmienił ustawę o zgromadzeniach tak, by uniemożliwić w przyszłości neonazistom maszerowanie w pobliżu historycznie wrażliwych i symbolicznych miejsc. Za takie uznano Pomnik Holokaustu. Landy mają teraz zdecydować o tym, jakie inne miejsca na ich terenie będą niedostępne dla marszów skrajnej prawicy. Nie osiągnięto natomiast kompromisu w sprawie Bramy Brandenburskiej. Socjaldemokraci nie zgodzili się bowiem na ograniczenie prawa do manifestacji w tym miejscu. Mimo to wypracowany w Bundestagu kompromis uchodzi za sukces. Oznacza on w konsekwencji rozszerzenie paragrafu 130. Dotychczas karze pozbawienia wolności do lat trzech podlegało podżeganie do rasizmu, nienawiści oraz nawoływanie do waśni na tle narodowościowym. Teraz takiej samej karze podlega również, kto publicznie aprobuje, gloryfikuje lub usprawiedliwia zbrodnie reżymu nazistowskiego.

Zaostrzenie ustawy o zgromadzeniach było długo dyskutowane, gdyż wiązało się z ograniczeniem prawa do zgromadzeń. Podczas ostatniej debaty parlamentarzyści byli jednak co do jednego zgodni: Zagwarantowane konstytucyjnie prawo do wolnego gromadzenia się kończy się tam, gdzie jest naruszana godność ofiar.

"Demokracja musi wiele wytrzymać. Musi akceptować, że niektórzy propagują skrajne poglądy, po części wrogie naszym zasadniczym wartościom. Jednak wrogom demokracji trzeba wyznaczyć granice, to nie tylko nasze prawo, ale i obowiązek” - wyjaśnia poseł Wolfgang Bosbach z CDU.

Zdaniem ekspertów wyroki sądowe ostatniego tygodnia oraz ograniczenie prawa o zgromadzeniach przez Bundestag to ważne sygnały polityczne ważne dla wizerunku Niemiec zagranicą.

"To, że walka ze skrajną prawicą staje się tak widoczna, jest nie tylko, ale jest również skutkiem obaw, jakie panują w Niemczech. Wiadomo, że jeżeli neonaziści mogą manifestować wszędzie, gdzie chcą, to powstaje wrażenie, że Republika Federalna nie robi nic, by temu zapobiec. Ze względu na historię Niemiec ma to zdecydowanie negatywne skutki dla wizerunku niemieckiej demokracji. Podejmując te kroki państwo demonstruje również, że aktywnie przeciwdziała skrajnie prawicowym tendencjom" – ocenia Oskar Niedermayer z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie.

Róża Romaniec, Deutsche Welle Berlin