1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Dziennik: Niemcy mają problem z bunkrami

Monika Stefanek opracowanie
10 marca 2026

Niemcy mają problem nie tylko z siłą militarną i uzbrojeniem, ale także ochroną ludności – pisze dziennik „Die Welt”.

Hamburg, przebudowany bunkier przeciwlotniczy z hotelem i restauracjami
Dawny bunkier przeciwlotniczy w Hamburgu. Obecnie działa tu m.in. hotel i restauracjeZdjęcie: Julie Huehnken/DW

Mieszkańcy niemieckich miast nie mają jasności, jak i gdzie mogliby się schronić w razie ataku na ich państwo – pisze we wtorek, 10 marca, dziennik „Die Welt”. Gazeta przeprowadziła ankietę w 15 największych miastach kraju. Na przykładzie Norymbergi, którą dziennik nazywa reprezentatywnym przypadkiem dla całych Niemczech, opisuje sytuację w ochronie cywilnej kraju.

Jak informuje „Die Welt”, od 2005 roku wszystkie bunkry w Niemczech „zostały zwolnione z obowiązków związanych z ochroną ludności cywilnej. Stopniowo również w Norymberdze wszystkie bunkry zostały wyłączone z eksploatacji, urządzenia techniczne wyłączone, a wyposażenie w wielu przypadkach zutylizowane. Niektóre bunkry zostały wynajęte” – czytamy.

Likwidacja schronów

Podobnie jest w innych miastach: w Essen ponad tysiąc z około 1300 schronów przeciwlotniczych zostało zasypanych lub wyłączonych z użytkowania. Frankfurt nad Menem nie dysponuje obecnie żadnymi aktywnymi publicznymi schronieniami przeciwlotniczymi. W Berlinie zaś wiele schronów zostało sprzedanych lub przeznaczonych do innych celów.

Jak czytamy, w czasach Angeli Merkel zrezygnowano z publicznych schronów, do których w czasie drugiej wojny światowej włączone zostały także prywatne piwnice. Informacje o nich znajdowały się na fasadach domów.

Wnętrze byłego bunkra w pobliżu dawnego lotniska Tempelhof w BerlinieZdjęcie: Schoening/Schoening/picture alliance

Po ataku Rosji na Ukrainę ówczesny rząd Niemiec nakazał przegląd koncepcji budownictwa ochronnego. Dotąd się on nie zakończył. „W skrajnym przypadku Niemcy stałyby się dla potencjalnego agresora łatwym łupem, który wystarczy tylko dobić” – czytamy. „Die Welt” dodaje, że trzy lata po ogłoszeniu przez ówczesnego kanclerza Olafa Scholza„zwrotu epokowego” i rok po objęciu władzy przez rząd Friedricha Merza „są one (instytucje rządowe i landowe – red.) tak intensywnie zajęte tym zadaniem, że na zewnątrz nie przedostaje się ani słowo o planowanych pracach budowlanych związanych z budową schronów” – ocenia gazeta.

Tylko pół miliona miejsc 

Z odpowiedzi Federalnego Urzędu Ochrony Ludności i Pomocy w Przypadku Klęsk Żywiołowych (BBK) na zapytanie „Die Welt” wynika, że obecnie na terenie Niemiec istnieje 579 schronów publicznych z ok. 478 tys. miejsc. 500 tysięcy miejsc w schronach dla 85 milionów mieszkańców? Czy to wystarczające zabezpieczenie dla ludności objętej ochroną, przynajmniej na początek?” – pyta dziennik.

Gazeta dodaje, że kilka miast np. Stuttgart w międzyczasie podjęło własne działania. W razie katastrofy mieszkańcy mieszkańcy mogą znaleźć schronienie w budynkach i na podziemnych stacjach metra. Miasto ma również plany ewakuacyjne i schrony awaryjne, zakupiono także sygnalizatory alarmowe. Podobnie jest w Duisburgu, gdzie mowa jest o piwnicach w budynkach mieszkalnych garażach podziemnych, a nawet sklepach.

Według „Die Welt” to jednak wyjątki. „Wiele miast pokłada tak duże zaufanie w rządzie federalnym w kwestii ochrony ludności, że rezygnuje z własnych badań nad opcjami zakwaterowania dla swoich mieszkańców” – czytamy. Jak podaje gazeta, większość miast powołuje się także na brak aktów prawnych dotyczących ochrony obywateli.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na facebooku! >> 

Pomiń następną sekcję Dowiedz się więcej