1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Ekspert: Niemcy powinni płacić za utrzymanie byłych obozów

17 lutego 2026

Dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich Wojciech Konończuk uważa, że miejsca pamięci po byłych niemieckich obozach koncentracyjnych i zagłady w Polsce powinny być finansowane przez Niemcy, a nie przez polskiego podatnika.

Ogrodzenie i wieża strażnicza w byłym niemieckim obozie Auschwitz-Birkenau
Niemcy partycypują już w kosztach utrzymania muzeum Auschwitz-BirkenauZdjęcie: Beata Zawrzel/AP Photo/picture alliance

DW: Proponuje pan, żeby niemiecki rząd przejął i to na zawsze finansowanie miejsc pamięci po niemieckich nazistowskich obozach koncentracyjnych i zagłady znajdujących się na terenie Polski. To kontrowersyjny pomysł, który zapewne nie przyczyni się do poprawy i tak już niełatwych relacji polsko-niemieckich. Czy świadomie otwiera pan nowe pole konfliktu?  

Wojciech Konończuk: – Nie wiem, skąd pomysł, żeby rozpatrywać to w kategoriach konfliktu czy kontrowersji. Przypomnijmy, że najważniejsze niemieckie obozy zagłady i koncentracyjne powstały właśnie na terenie okupowanej Polski. W obozach, o których myślę (Auschwitz-Birkenau, Treblinka, Bełżec, Chełmno nad Nerem, Sobibór, Majdanek, Stutthof i Gross-Rosen), zginęło  ponad 3,2 mln osób, głównie europejskich Żydów. Utrzymanie miejsc pamięci, a także związanych z nimi wielu budynków i setek tysięcy artefaktów pochłania ogromne sumy. Mamy już zresztą precedens – Niemcy partycypują w Fundacji Auschwitz-Birkenau, gdzie w ramach funduszu żelaznego w wysokości 180 mln euro, niemiecki rząd wpłacił 120 mln euro. Z odsetek od tych środków pokrywane są niektóre prace konserwacyjne, m.in. baraków, komór gazowych, czy tysięcy bucików dziecięcych. To, co proponuję,  już się dzieje, ale na zbyt małą skalę.

Czy propozycja jest autorskim pomysłem eksperta doradzającego polskiemu rządowi? A może jest już bardziej konkretną propozycją mającą umocowanie polityczne?

– Jest to moja propozycja autorska.

Pana pomysł może być uznany za kontrowersyjny także w Polsce. Zgoda na finansowanie miejsc pamięci przez niemiecki, a więc obcy rząd, może oznaczać zgodę na co najmniej współdecydowanie donatorów o działalności placówek pamięci. Czy wszyscy w Polsce zgodziliby się na takie ograniczenie suwerenności? Trudno sobie wyobrazić, aby na przykład Francja zgodziła się na finansowanie swoich miejsc pamięci przez Niemcy czy inny kraj.

– Powtarzam, nie widzę nic kontrowersyjnego w tym pomyśle. Fundacja Auschwitz-Birkenau, która powstała dzięki Władysławowi Bartoszewskiemu, jest dowodem, że takie rozwiązanie może dobrze funkcjonować. Na konserwację artefaktów i obozowych budynków polski budżet wciąż przeznacza ogromne pieniądze. Fundacja powstała, żeby chociaż częściowo odciążyć polski budżet.

Stan budynków w Auschwitz-Birkenau i innych obozach bez regularnych prac konserwacyjnych będzie się pogarszał. Podpowiadam rządowi niemieckiemu, że rozwiązaniem jest znaczące zwiększenie wkładu finansowego do Fundacji Auschwitz-Birkenau, aby była w stanie w całości finansować prace konserwacyjne. Podobne rozwiązanie w formie fundacji można przyjąć dla wsparcia innych miejsc pamięci w dawnych niemieckich obozach zagłady i koncentracyjnych. Zaś mówienie o „ograniczeniu suwerenności” jest absurdem. Niemcy wnieśli dwie trzecie wkładu do funduszu Fundacji Auschwitz-Birkenau, ale to organizacja na prawie polskim i przez Polaków zarządzana.

W ostatniej dekadzie utrzymanie ośmiu miejsc pamięci kosztowało 270 mln euro, tylko w 2023 r. było to 53 mln euro. Proponuję, aby rząd niemiecki przejął przynajmniej całość kosztów konserwacji artefaktów i budynków obozowych.

Konserwacja artefaktów w byłych niemieckich obozach pochłania duże środki Zdjęcie: Aureliusz M. Pędziwol/DW

Jakie działania zalecałby pan polskiemu rządowi?

– Nie doradzamy rządowi za pośrednictwem mediów.

Jak strona niemiecka zareagowała na ten pomysł?

– Nie zauważyłem publicznych reakcji na moją propozycję. Niemieccy politycy często mówią o niemieckiej winie, o niemieckiej pamięci i odpowiedzialności, ale to się nie przekłada na konkretne działania. Niemcy powinny zatroszczyć się o zachowanie tych historycznych miejsc dla przyszłych pokoleń oraz o możliwie szerokie działania edukacyjne.

Dlaczego naród ofiar, a nie podatnik niemiecki, ma utrzymywać te obiekty? Uważam, że moja propozycja jest sprawiedliwym rozwiązaniem. To paradoksalne, że przez ponad 80 lat, jakie minęły od końca wojny, Polacy wydali na utrzymanie miejsc pamięci po niemieckich obozach zagłady i koncentracyjnych więcej niż otrzymali od Niemiec jako rekompensaty dla ofiar niemieckich zbrodni.

Od lat mowa jest o zadośćuczynieniu dla jeszcze żyjących ofiar wojny i okupacji. W komunikacie po niedawnych konsultacjach międzyrządowych czytamy, że rząd niemiecki „przeanalizuje” możliwości zapewnienia dodatkowego wsparcia dla polskich ofiar. To brzmi mało konkretnie.

– Jak długo jeszcze strona niemiecka będzie analizowała ten problem? Wiemy, ilu poszkodowanych jeszcze żyje. Mamy też dobre rozwiązanie, jakim są coroczne negocjacje władz niemieckich z The Claims Conference, organizacją reprezentującą stroną żydowską,  o wysokości pomocy dla żyjących ocalonych z Holocaustu. Tu potrzebna jest wola polityczna, a nie dalsze analizy. Skoro sprawa wciąż jest nierozwiązana, to nietrudno o wniosek, że tej woli politycznej po stronie niemieckiej nadal nie ma.

W lecie 2024 r. niemiecki rząd oferował 200 mln euro na pomoc dla polskich ofiar wojny. Pan określił tę kwotę mianem skandalicznej, a nawet obraźliwej, naruszającej    elementarne poczucie sprawiedliwości. Czy nie jest to zbyt surowa ocena?  Poszkodowani, których jest obecnie ok. 50  000, dostaliby po ok. 4000 euro. To nie jest wcale taka mała suma.   

– Ale ta symboliczna suma w percepcji niemieckiej miała na zawsze zamknąć sprawę zadośćuczynienia. Biorąc pod uwagę fakt, że Niemcy wypłacają co roku 1 mld dolarów żyjącym ofiarom Holokaustu, to widać tutaj ogromną dysproporcję, nawet jeśli żyjących ofiar Holokaustu otrzymujących pomoc jest ok. trzykrotnie więcej niż polskich.

Od lat 50. Niemcy wypłacili ocalonym z Holokaustu około 100 mld dolarów, w tym tylko w ciągu ostatnich pięciu lat około 4,5 mld dolarów. Suma wypłacona polskim ofiarom stanowi mniej niż 2 proc. tej sumy. Propozycja kanclerza Olafa Scholza z 2024 r. naruszała elementarne poczucie sprawiedliwości.  Minęły prawie dwa lata, a sprawa stoi w miejscu. To nie buduje zaufania wobec partnera niemieckiego.

Wojciech Konończuk przekonuje, że Niemcy powinny w większym stopniu finansować działanie miejsc pamięci po niemieckich obozachZdjęcie: Wojciech Konończuk

Czy Niemcy są świadomi ogromu popełnionych na Polakach zbrodni?

– Niemiecka polityka historyczna, prowadzona szczególnie intensywnie od czasów Helmuta Kohla, budowała nieprawdziwy wizerunek Niemiec jako państwa, które wzorowo rozliczyło się ze swoją przeszłością. Niemcy kreowali się na mistrzów świata w robieniu rachunku sumienia zdobywając bez wątpienia pewien kapitał moralny. Obawiam się jednak, a potwierdzają to liczne badania, że nie przekłada się to na poziom wiedzy społeczeństwa niemieckiego o zbrodniach, w szczególności na Polakach i narodach Europy Wschodniej. O tym społeczeństwo niemieckie niemal nic nie wie.  

Jakie badania mam pan na myśli?

– Chociażby niedawne badania Claims Conference. Wynika z nich, że w grupie wiekowej poniżej 29. roku życia 12 proc. młodych Niemców nigdy nie słyszało o Holokauście. W Polsce tylko 2 proc.

Wiedza w Niemczech o zbrodniach na Polakach, Ukraińcach, Białorusinach jest jeszcze mniejsza. Niemcy nie wiedzą, co się stało podczas wojny z Warszawą, z polską inteligencją, z dziedzictwem materialnym, setkami spalonych wsi. Nie posiadają podstawowej wiedzy o tym, czym była niemiecka okupacja.

Jak to możliwe? Przecież w Niemczech istnieje rozbudowana sieć miejsc pamięci, muzeów, placówek edukacyjnych poświęconych Holokaustowi i III Rzeszy. Programy telewizyjne pełne są filmów dokumentalnych o rządach nazistów w latach 1933-1945. Na rynku wydawniczym ukazują się stale nowe publikacje. Większość niemieckich uczniów odwiedza w ramach edukacji szkolnej obóz koncentracyjny, wielu z nich przyjeżdża do Auschwitz. Być może działania edukacyjne skazane są z góry na niepowodzenie?  

– Wręcz przeciwnie, są kluczowe. Dużą rolę mają do odegrania niemieckie podręczniki szkolne, które pod tym względem pozostawiają wiele do życzenia i przyczyniają się do utrwalanie powszechnej niewiedzy Niemców o zbrodniach z okresu II wojny światowej. Jak można mówić o odpowiedzialności, skoro duża część społeczeństwa nie wie za co. 

Jaka jest w tej sytuacji przyszłość relacji polsko-niemieckich?

– Relacje polsko-niemieckie nie są złe. Spieramy się o rożne sprawy, co jest normalne. Żadne relacje sąsiedzkie nie są wolne od sporów. Oba kraje potrzebują się nawzajem, szczególnie w kontekście obecnej sytuacji bezpieczeństwa w Europie. Mamy wiele wspólnych interesów. Relacje gospodarcze są doskonałe. Warunkiem jest jednak uznanie przez Niemców podmiotowości Polski,   wyzbycie się niemieckiego paternalizmu i zrozumienie polskiej wrażliwości.

*Ośrodek Studiów Wschodnich należy do kluczowych polskich placówek badawczych doradzających rządowi polskiemu w sprawach polityki zagranicznej. Eksperci think tanku uczestniczyli w przygotowaniach do polsko-niemieckich konsultacji międzyrządowych 1 grudnia 2025 r.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>

Tova Friedman: przetrwanie i pamięć

03:29

This browser does not support the video element.

Pomiń następną sekcję Dowiedz się więcej