1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

W Niemczech nie ma zorganizowanej akcji fałszowania historii

Barbara Cöllen
6 lutego 2017

Ta cała dyskusja jest czymś zastępczym. Powstaje wrażenie, że w naszych relacjach jest jakiś głęboki problem, a to nieprawda - mówi Krzysztof Ruchniewicz*.

Konzentrationslager Auschwitz I
Zdjęcie: picture alliance/AP Photo

Deutsche Welle: W 1996 roku dziennik Süddeutsche Zeitung pisał: „Historia to jest to, w co ludzie wierzą, a wierzą w to, co im przekazują media: z prawdą historyczną ma to mało wspólnego”. Ta konkluzja pasuje jak ulał do artykułu historyka Leszka Pietrzaka. Pisał on o operacji, której celem miało być świadome wybielanie niemieckiej odpowiedzialności za II wojnę światową. Miał nią kierować niejaki Benzinger. Jak wpadł Pan na trop rozpowszechniania przez Wikipedię fałszywych informacji, które polski historyk wykreował na „porażającą prawdę”?

Krzysztof Ruchniewicz*: Przeczytałem artykuł Leszka Pietrzaka i oczywiście zainteresowało mnie, że w latach 50-tych zachodnioniemieckie służby (BND) miały zalecić mediom zachodnioniemieckim używanie fałszywego określenia „polskie obozy”. Zajmuję się latami 50-tymi, epoką Adenauera, ale nigdzie wcześniej na to nie natrafiłem. Zacząłem więc szukać w Internecie i znalazłem tę informację również w polskiej wersji „Wikipedii”. W haśle odnoszącym się do pracy wydziału, który miał się zajmować tymi dezinformacjami - kierował nim Alfred Benzinger - pojawiła się informacja, że to on w latach 50-tych zalecił używanie tego fałszywego określenia. Potem natrafiłem na jeden z pierwszych artykułów Pietrzaka na ten temat, który ukazał się w 2011 roku.

Prof. Krzysztof Ruchniewicz - polski historyk, specjalizujący się w historii Niemiec, integracji europejskiej, stosunkach polsko-niemieckich w XX w., Dyrektor CSNE we WrocławiuZdjęcie: Privat

DW: Ale wtedy nikt specjalnie nie zauważył tego artykułu?

KR: Ukazał się w niszowym piśmie, ale został powielony na różnych stronach w internecie. Kiedy autor powtórzył w 2016 roku niemal ten sam tekst, chciałem dowiedzieć się, czy znalazł jakieś nowe materiały. Wtedy pracowała już bowiem niemiecka komisja historyczna, specjalnie powołana przez BND do zbadania historii i związków niemieckich służb z narodowym socjalizmem. Napisałem do szefa komisji, czy spotkał się z tego rodzaju działaniami skierowanymi przeciwko Polsce. Odpowiedź była negatywna. Zwrócił mi uwagę na jedną z najnowszych publikacji komisji, w której zajęto się m.in. działaniami wydziału Benzingera. Opisanych przez Pietrzaka faktów w tej książce nie ma. Napisałem do niego list z prośbą o podanie źródeł rozpowszechnianych przez niego rewelacji. Nie dostałem odpowiedzi. Dlatego zwróciłem się do redakcji „Wikipedii” o skorygowanie hasła lub przynajmniej zaznaczenie, że brak podstaw źródłowych do takich twierdzeń.

Powstrzymać się z kolportowaniem niepotwierdzonych twierdzeń

DW: Podejrzewał Pan też, że informacja ta może mieć związek z działalnością propagandową enerdowskiej bezpieki Stasi.

KR: Autorami, na których powoływano się w „Wikipedii” odnośnie informacji o Benzingerze było dwóch wysokiego stopnia pracowników Stasi. W książce ich autorstwa, która jest przytaczana jako źródło, nie ma jednak ani słowa o „polskich obozach koncentracyjnych”. Zatem twierdzenia p. Pietrzaka nie są nigdzie źródłowo potwierdzone.

Wirtualny model niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-BirkenauZdjęcie: Getty Images/AFP/C. Stache

DW: A co wiadomo o Alfredzie Benzingerze, który miał propagować termin „polskie obozy koncentracyjne”?

KR: Na podstawie informacji, które posiadam, osoba ta nie zajmowała się w ogóle sprawami polskimi. Nota bene w okresie, o którym mowa, komórka ta podlegała zwierzchnictwu amerykańskiemu.

DW: Czy badając tę sprawę natknął się Pan na wątek działań dezinformacyjnych wywiadu zachodnioniemieckiego mających na celu rozmywanie odpowiedzialności Niemiec za obozy koncentracyjne i zagłady oraz ich funkcjonowania?

KR: Nie. Oczywiście, można powiedzieć, że zbyt mało wiemy. Nie słyszałem, by jakiś polski historyk miał dostęp do akt BND w tym zakresie. Ale jednak trzeba pamiętać, że wspomniana komisja historyków niemieckich bada te akta i sukcesywnie publikuje materiały. Jak na razie problem obozów koncentracyjnych w ogóle się tam nie pojawił. Stąd też mój apel, by powstrzymać się z kolportowaniem twierdzeń p. Pietrzaka do czasu ujawnienia przez niego źródeł, na których miał się oprzeć.

"Polskie obozy": spaczona pamięć

01:29

This browser does not support the video element.

"Pseudohistoryczne przepychanki" 

DW: Sformułowanie „polskie obozy koncentracyjne” pojawiło się w użyciu mediów dość późno. Jak Pan to ocenia?

KR: Proszę zwrócić uwagę, że Jan Karski użył już w 1944 roku sformułowania „Polish deathcamps” i na pewno nie miał na myśli polskiej współodpowiedzialności za ich istnienie. Wielokrotnie używano tego sformułowania jako określenia geograficznego i nie przykładano większej wagi, że w ten sposób może być sugerowany jakiś związek z Polską i działaniami Polaków. Jeżeli wrzuci się do wyszukiwarki hamburskiego tygodnika „Der Spiegel” zwrot „polnisches KZ“ lub „polnische Konzentrationslager", nie pojawi się informacja o jego używaniu ani w latach w latach 50-, 60-, czy 70-tych. Możemy wprawdzie założyć, że w jakiś tytułach gazet czy czasopism w RFN wadliwy kod pamięci mógł się sporadycznie pojawić, ale w poważnych, opiniotwórczych tytułach go nie było. Moim zdaniem nie ma podstaw twierdzić, że Niemcy przodują na tym polu i fałszują własną historię.

DW: Czy trudno było przekonać „Wikipedię” do zweryfikowania zawartości hasła?

KR: Nie, ponieważ już wcześniej ta informacja wywołała wśród redaktorów „Wikipedii” kontrowersje. Podkreśliłem, że konieczne jest podanie weryfikowalnych źródeł informacji. Zresztą sama Wikipedia stara się dbać o swoją wiarygodność i zaufanie czytelników.

DW: Co myśli Pan o karach, które zapowiedziano za używanie określenia „polskie obozy”?

KR: To nie jest najlepsza droga. Przede wszystkim trzeba edukować. Należy tworzyć dobre i atrakcyjne programy edukacyjne, jak pokazuje np. aplikacja „Remember” opracowana przez Miejsce Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau. Inną formą jest krótki film, kreskówka upowszechniana przez polską ambasadę w Waszyngtonie. To są działania, których celem jest informowanie i uwrażliwianie.

Trzeba też szukać sojuszników. Przypomnę, że trzy lata temu Zrzeszenie Historyków i Historyczek Niemiec wystąpiło w tej sprawie do opinii publicznej w swym kraju z odpowiednim apelem. Dzisiaj w polskiej przestrzeni publicznej zapomina się o tego rodzaju działaniach, a one naprawdę przynoszą konkretne skutki. Oczywiście, powinna być kontynuowana działalność polskiej dyplomacji na polu monitorowania i podejmowania interwencji w przypadkach używania wadliwych kodów pamięci.

DW: Niedawno pisał Pan na swoim blogu o polskich mediach narodowych, które stosują uproszczenia, insynuacje, mieszają fakty i wspierają teorie spiskowe. Napisał Pan, że „wszystkim bredniom osoby występujące jako rzeczoznawcy nadają aurę naukowości i zaufania“ i zarzucił Pan, że pojawienie się sformułowania „polskie obozy zagłady” służy do celów politycznych.

KR: Jutro do Polski przyjedzie kanclerz Merkel, a my zamiast dyskutować o tematach ważnych dla obu krajów i Europy, o pomysłach na relacje polsko-niemieckie, dalszą integrację europejską, czy jak się chcemy odnaleźć w nowej konstelacji politycznej, skupiamy się na pseudohistorycznych przepychankach, które niczemu tak naprawdę nie służą. Wydaje się, że ta cała dyskusja jest czymś zastępczym. Powstaje wrażenie, że w naszych relacjach jest jakiś głęboki problem, a to nieprawda.

Rozmawiała Barbara Cöllen

*Prof. Krzysztof Ruchniewicz - polski historyk, specjalizujący się w historii Niemiec, integracji europejskiej, stosunkach polsko-niemieckich w XX w., dziejach Polaków w Niemczech oraz międzynarodowych badaniach podręcznikowych. Dyrektor CSNE. Autor licznych publikacji. Ostatnio wydał: „Krzyżowa (po)nownie odczytana”, wyd. ATUT. Prowadzi popularny blog o tematyce historycznej #bloghistoria.

 

 

 

 

Pomiń następną sekcję Dowiedz się więcej