Eskalacja w Iranie pomimo negocjacji. Jak do tego doszło?
1 marca 2026
W rozmowach w Genewie odnotowano znaczące postępy. Jeszcze w piątek (27.02.2026) Badr Albusaidi, minister spraw zagranicznych Omanu – pośrednik w rozmowach między USA a Iranem – mówił w amerykańskiej stacji CBS News, że Iran zobowiązał się w negocjacjach nuklearnych, że nigdy nie będzie posiadał materiałów nuklearnych do produkcji bomby atomowej. W opinii szefa dyplomacji Omanu był to „bardzo ważny przełom”, który wcześniej „nigdy nie został osiągnięty” i dyplomata powtórzył tę opinię także na platformie X.
Podobną ocenę przedstawił irański minister spraw zagranicznych, Abbas Araghtschi, mówiąc o „postępie” w negocjacjach. W komunikacie na platformie X z czwartku wskazał, że strony wypracowały „wzajemne zrozumienie”.
Wczesnym rankiem w sobotę, 28 lutego, Stany Zjednoczone i Izrael przeprowadziły atak na terytorium Iranu. Prezydent Donald Trump uzasadnił naloty „zagrożeniami” ze strony Islamskiej Republiki. Jak wskazał, „Siły Zbrojne Stanów Zjednoczonych rozpoczęły duże operacje bojowe w Iranie”, a celem jest „obrona amerykańskiej ludności poprzez eliminację bezpośrednich zagrożeń ze strony irańskiego reżimu”.
Podobnie argumentował premier Izraela Benjamin Netanjahu. „Nie można pozwolić, by morderczy reżim terrorystyczny uzbroił się w broń jądrową, która pozwoliłaby mu zagrażać całej ludzkości” – powiedział w nagraniu wideo. W sobotę wieczorem pojawiła się informacja o tym, że w uderzeniu zginął Ali Chamenei – duchowy przywódca Iranu.
Niejednoznaczna interpretacja rozmów
W tym kontekście pojawia się pytanie czy przy ocenie rozmów doszło do nieporozumień oraz na ile wiarygodne są oficjalne uzasadnienia ataku.
Marcus Schneider, kierownik regionalnego projektu ds. pokoju i bezpieczeństwa Bliskiego Wschodu z fundacji Friedrich-Ebert-Stiftung w Bejrucie, ocenia, że do nieporozumienia prawdopodobnie nie doszło. Według niego działania Omanu stanowiły „ostatnią próbę powstrzymania wojny, która teraz się rozpoczyna”, podczas gdy strona amerykańska wyrażała wobec negocjacji „znacznie mniej entuzjastyczne” stanowisko.
Diba Mirzaei, ekspertka ds. Iranu w German Institute for Global and Area Studies w Hamburgu, nie dostrzega istotnych różnic w odbiorze negocjacji. – Nie uważam, aby te rozmowy były interpretowane w odmienny sposób – stwierdza. Jej zdaniem fakt, że omański minister spraw zagranicznych mówił wprost o potencjalnie korzystniejszym porozumieniu niż w 2015 roku, pokazuje raczej „rzeczywistą stawkę, o którą toczy się gra”.
Ekstremalnie odmienne stanowiska
Schneider wskazuje, że „W praktyce negocjacje nie mogły zakończyć się sukcesem, ponieważ od samego początku różnice w stanowiskach były ekstremalne”. Według niego postulaty Waszyngtonu dotyczyły „pełnej kapitulacji”, na którą Islamska Republika nie była gotowa.
Mirzaei również uważa, że jest mało prawdopodobne, aby minister spraw zagranicznych Omanu wystąpił publicznie bez solidnych podstaw. – Nie sądzę, by po prostu to wymyślił – mówi. – Raczej poszedł do mediów, aby wyraźnie pokazać, jaką szansę USA zmarnowałyby, atakując Iran – dodała ekspertka. Jak podkreśla, atak nie był dla niej zaskoczeniem. Biorąc pod uwagę, że Stany Zjednoczone od kilku tygodni rozmieszczały w regionie liczne okręty wojenne i sprzęt wojskowy, wydaje się „mało prawdopodobne”, aby miało to charakter wyłącznie pozornej demonstracji siły.
Błąd USA w ocenie
Według Marcusa Schneidera Stany Zjednoczone mogły przystąpić do rozmów z mylną oceną sytuacji. – Wydaje mi się, że popełniono również błąd w ocenie natury i istoty tego reżimu – podkreśla ekspert. Wygląda na to, że w Waszyngtonie oczekiwano, że w obliczu masowej mobilizacji sił wojskowych Teheran ulegnie. Jak podkreślił: „Ale ideologicznie kierowany reżim nie jest gotowy na takie ustępstwa”.
Schneider odrzuca również argumentację przedstawioną przez prezydenta Trumpa o bezpośrednim zagrożeniu ze strony Iranu dla USA. Jego zdaniem „mało prawdopodobne jest, by Teheran planował konkretny atak na amerykańskie terytorium”. W przypadku wybuchu pełnoskalowej wojny będzie to „tzw. wojna z wyboru” („War of Choice”) – konflikt, który USA prowadzą „ponieważ zdecydowały się go prowadzić”.
Demonstracja siły w kontekście dealu
– Były to poważne negocjacje prowadzone w celu osiągnięcia nowego porozumienia – lub używając języka Trumpa, „lepszego dealu” – mówi Diba Mirzaei. Jednocześnie prezydent USA zwykle stosuje strategię eskalacji: poprzez zwiększanie nacisku próbuje wymusić dalsze ustępstwa drugiej strony. Jednakże pozostaje otwarte, czy w obecnych okolicznościach taka logika działania mogłaby prowadzić do wypracowania trwałego porozumienia.
W ocenie Marcusa Schneidera atak najpierw Izraela, a następnie USA był taktycznie przygotowany, politycznie jednak trudny do rozdzielenia. W Waszyngtonie już wcześniej rozważano takie scenariusze, także z uwagi na sceptyczne podejście bazy ruchu MAGA. W praktyce atak był koordynowany: „W zasadzie można przyjąć, że obie strony uderzyły niemal jednocześnie”. Według Schneidera Izraelczycy byli „w pewnym sensie o dwie sekundy wcześniej”.
Tymczasem Diba Mirzaei przewiduje poważne komplikacje w przyszłości. – Problem polega na tym, że Iran nie jest Wenezuelą, ani nie jest Irakiem z 2003 roku – uważa ekspertka. Prezydent Trump „wmanewrował Stany Zjednoczone i region w sytuację, w której osiągnięcie porozumienia będzie możliwe tylko przy znacznym wysiłku”. Obecnie pozostaje otwarte, czy dojdzie do dalszej eskalacji, czy też „logika Trumpa” przyniesie oczekiwane rezultaty.
Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>
Od redakcji: Artykuł ten zawierał pierwotnie zdjęcie agencji SalamPix. Zostało ono usunięte 12 marca 2026 roku po tym, jak agencje Picture Alliance i Imago poinformowały, że wycofują zdjęcia SalamPix ze względu na obawy dotyczące ich pochodzenia i ewentualnej manipulacji.