Europa po wyborach
8 czerwca 2009
Niemiecki komisarz UE, wiceszef Komisji Europejskiej, Guenter Verheugen uważa, że przyczyną spadku zainteresowania obywateli polityką na szczeblu europejskim jest brak „dramaturgii i emocji" w prezentowaniu problemów Unii Europejskiej. Obywatele poszczególnych krajów UE wiedzą wprawdzie, że ich głos decyduje o składzie Parlamentu Europejskiego, ale nie zdają sobie do końca sprawy z tego, jak daleko idące kompetencje posiada to gremium. Jedną z możliwości przybliżenia Europy obywatelom mogłoby być zdaniem Verheugena przyznanie Parlamentowi w Strasbourgu prawa bezpośredniego wyboru Komisji Europejskiej.
„Europa rozwiązuje konkretne problemy”
W imię zbliżenia Europy do obywateli komisarz Verheugen opowiada się także za większą „personalizacją” polityki europejskiej. Jedną z możliwości mogłoby być wyłonienie przez poszczególne partie polityczne własnych liderów, konkurujących w toku kampanii przedwyborczej o urząd szefa Komisji Europejskiej.
Obecny przewodniczący Komisji brukselskiej Jose Manuel Barroso tuż po ogłoszeniu wyników głosowania skierował apel do czołowych polityków poszczególnych krajów UE, by w nadchodzących miesiącach i latach koncentrowali się nie tylko na sprawach własnego kraju, lecz starali się także zrozumieć i przekazać dalej europejski wymiar tego czy innego problemu. Europa musi pokazać, że służy obywatelom i rozwiązuje konkretne problemy – podkreślił Barroso, nawiązując do niskiej frekwencji w tegorocznych eurowyborach.
Globalne wyzwania: UE chce ogrywać „kluczową rolę”
Do pierwszoplanowych zadań UE szef Komisji Europejskiej zaliczył w obecnej fazie zwalczanie następstw kryzysu finansowego i gospodarczego, w tym stabilizację rynków pracy i wspieranie najsłabszych grup społeczeństwa. Nie mniej ważne wyzwanie dla Europy stanowi ochrona klimatu. Nowo wybrany Parlament Europejski odgrywać będzie i na tym polu „kluczową rolę” – stwierdził Jose Manuel Barroso.
Zasadniczej zmiany układu sił w Parlamencie Europejskim wybory nie spowodowały. Najsilniejszą grupą polityczną jest nadal konserwatywno-liberalna Europejska Partia Ludowa. Tyle że jej przewaga nad plasującymi się na drugim miejscu socjaldemokratami i socjalistami wzrosła. W wielu krajach UE, w tym w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii, partie o tym profilu politycznym notowały dalszy spadek głosów. Na trzecim miejscu utrzymali się, mimo lekkich strat, liberałowie. Pozycję czwartą umocnili, zwiększając nieznacznie stan posiadania, Zieloni.
Przeciwko populistom, ekstremistom i eurosceptykom
Największą niespodzianką tegorocznych eurowyborów jest wejście do Parlamentu UE przedstawicieli licznych ugrupowań anty-europejskich i skrajnie prawicowych z różnych krajów. Łączy ich wspólna walka przeciwko dalszej integracji Europy. To skłoniło przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej Wilfrieda Martensa do zaoferowania socjalistom i liberałom współpracy, by wspólnymi siłami rozwijać dalej projekt europejskiej integracji. „W obliczu wzrostu wpływów populistów, ekstremistów i eurosceptyków musimy bardziej niż dotąd współdziałać” – podkreślił Martens.
Słabnące zainteresowanie
Powyborcze nastroje politykom w Brukseli najbardziej psuje jednak spadająca z roku na rok frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego. W skali UE wyniosła tym razem zaledwie około 43 procent. W niektórych krajach nie przekraczała 30 procent. Niektórzy europolitycy mają wątpliwości, czy w takim wypadku można jeszcze mówić o obywatelskim mandacie. - „To zakrawa na ironię, że publiczne zainteresowanie Parlamentem w Strasbourgu spada, mimo iż jego kompetencje i realne wpływy od roku 1979 systematycznie rosną” – ubolewa szef grupy liberałów w Europarlamencie, Graham Watson.
(bs/du/dpa/rtr/ap/afp/dw)