Fałszywe euro
20 lipca 2007
Banknoty euro zaprojektowano tak, żeby każdy szybko i łatwo mógł sprawdzić ich autentyczność. Biorąc do ręki banknot o dowolnym nominale, wyczuć można opuszką palca wypukły nadruk, a oglądając je pod światło widoczny jest znak wodny, pasek zabezpieczający oraz cyfry uzupełniające się i nachodzące na siebie. I wreszcie można obejrzeć podejrzany banknot pod kątem. Wtedy motyw graficzny na hologramie zmienia się w zależności od kąta patrzenia. Wszystko to jest, a raczej powinno być, znane użytkownikom banknotów i jest, niestety, także doskonale znane ich fałszerzom, którzy nie zasypiają gruszek w popiele. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku z obiegu wycofano 265 tysięcy fałszywych euro. Tyle samo, co przed rokiem. W stosunku do 11 miliardów prawdziwych banknotów euro, będących w stałym obrocie, nie jest to wiele, ale zdaniem banków i policji to dużo za dużo. Najwięcej podróbek wykrywa się w krajach UE. W Niemczech w pierwszym półroczu zgłoszono policji niemal 20 tysięcy podrobionych banknotów euro; to siedem procent mniej niż w ubiegłym roku. Jak informuje Bank Federalny - Deutsche Bundesbank - ilość podróbek spadła już po raz piąty z rzędu. Najwięcej fałszywych euro wykrywają czujni sprzedawcy siedzący przy kasie.
- Jest wiele doskonałych testerów banknotów, ale chyba najlepszym przyrządem do sprawdzania ich autentyczności są czujne oczy doświadczonej sprzedawczyni siedzącej przy sklepowej kasie, mającej bez przerwy do czynienia z gotówką. Nie należy też zapominać o fachowcach- kasjerach z banku, którzy potrafią wykryć nawet najstaranniej podrobione pieniądze - mówi prezes zrzeszenia handlu detalicznego w Hesji, Frank Albrecht.
Ulubione 50 euro
Wśród fałszerzy największym powodzeniem cieszą się banknoty o nominale 50 euro. Stanowią one blisko połowę wszystkich podróbek. Na drugim miejscu są banknoty o nominale 200 euro – prawie 24%, a na trzecim banknoty o wartości stu euro – niespełna 17% fałszywek.
Zdarzyło się już jednak też, że ktoś usiłował puścić w obieg banknot namalowany ręcznie kredkami, a w pewnej piekarni sprzedawczyni wydała resztę klientowi płacącemu banknotem o wartości … 300 euro, którego - jak wiadomo – nie ma. Ale to są wyjątki. Prawdziwi, to jest: zawodowi fałszerze pieniędzy, zamiast kredek mają do dyspozycji doskonałe kopiarki i skanery i nie bawią się w produkcję banknotów nieistniejących w rzeczywistości.
Do tej pory najlepiej wyposażone drukarnie fałszywych pieniędzy policja wykryła w Bułgarii, na Litwie i we Włoszech. Liczba fałszerstw i fałszerzy w Niemczech jest dużo poniżej europejskiej średniej. Dość powiedzieć, że szkody spowodowane fałszywymi banknotami euro wyniosły w Niemczech w pierwszym półroczu zaledwie milion 800 tysięcy euro. Nie wynika to jednak z lenistwa niemieckich fałszerzy – Gotówka stanowi bowiem tylko sześć do siedmiu procent pieniędzy będących w obiegu. Reszta, a więc ponad 90%, to dziś pieniądze elektroniczne. Fałszerze banknotów nie mogą więc zakłócić dziś na większą skalę transakcji i przepływów finansowych.