FilmPolska
7 maja 2007
Ponad sto filmów w dziewięć dni, wśród nich filmy fabularne, dokumentalne, krótkometrażowe, filmy nieme ze zbiorów Filmoteki Narodowej, warsztaty filmowe i spotkania z reżyserami – program tegorocznego wydania festiwalu FilmPolska jest wyjątkowo bogaty. Marcin Zastrożny, rzecznik Instytutu Polskiego w Berlinie:
- " Idea tego festiwalu polega na tym, żeby pokazać niemieckiej publiczności, że kino polskie jest w ruchu, że jest w Polsce bardzo bogata awangarda kinowa, że kino polskie prze do przodu i nie stoi w miejscu. Dlatego podchwytujemy filmy z średniego poziomu, nie komercyjnego, ale też nie z absolutnie offowego, tylko chcemy pokazać, że normalne polskie kino jest na dobrej drodze i szuka nowych dróg."
I tak w programie znajdują się zarówno filmy już uznanych reżyserów, takich jak Filip Bajon, Krzysztof Krauze, czy Marek Koterski, któremu zresztą poświęcony jest duży przegląd jego twórczości; jak i filmy młodszych twórców – studentów łódzkiej Wyższej Szkoły Filmowej, warszawskiej szkoły im. Andrzeja Wajdy, czy odkrycia toruńskiego festiwalu filmu niezależnego TOFFI. Podczas otwarcia festiwalu berlińska publiczność miała okazję zobaczyć też wyjątkową perełkę - animowane filmy Mariusza Wilczyńskiego, pokazywane tu tuż przed ich prezentacją w nowojorskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej.
Ale FilmPolska nie jest tylko “estetyczną konsumpcją”, lecz także miejscem spotkań i dyskusji, o czym świadczy już chociażby lokalizacja festiwalu – w muzeum kina w Poczdamie, kultowym Klubie Polskich Nieudaczników i przede wszystkim w legendarnym, berlińskim kinoteatrze Babylon, projektu Hansa Poelziga, z niedawno odrestaurowaną salą zachowaną z czasów kina niemego. Dyrektor Babylonu, Timothy Grossman:
- " Naszym założeniem jest świętowanie Berlinale przez 365 dni w roku, jeden festiwal po drugim. Właśnie skończyliśmy festiwal filmu piłkarskiego, przedtem był “Uwaga Berlin”, teraz Film Polska, zaraz potem film turecki, południowokoreański, w czerwcu Fassbinder. W ubiegłym roku mieliśmy 100 tys. widzów, w tym roku przypuszczalnie będzie o 20 procent więcej. Uważamy, że kino było w XX wieku, XXI wiek jest czasem kinoteatru. I jak przystało na nazwę Babylon, chcemy poskładać znowu tę wieżę."
Festiwal polskiego kina jest zatem w znakomitym towarzystwie, co wybredna, berlińska publiczność potrafi docenić. Gros widzów stanowią jednak żyjący tu Polacy:
- "Bardzo się cieszę, że w końcu coś takiego powstało, dlatego, że za mało mamy szans, żeby obejrzeć najnowsze rzeczy, które wydarzają się w Polsce, nie każdy może pojechać do Polski, te filmy są rzadko pokazywane i uważam, że coś takiego, spotkania międzyludzkie, międzynarodowe, to jest coś fantastycznego."
Wielkim sympatykiem polskiego kina jest Dieter Kosslick, dyrektor międzynarodowego festiwalu filmowego Berlinale:
- " Mamy z sobą znacznie więcej wspólnego, niż nam się wydaje. Mamy już wieloletnie kontakty z polskim kinem, wiele filmów, które pokazywane są na tym festiwalu prezentowaliśmy na Berlinale, np. “Stranger”, czy niewiarygodny “Dzień świra”, film, który koniecznie trzeba zobaczyć i co trzeba przy okazji podkreślić - Polacy naprawdę mają poczucie humoru. Moim życzeniem jest, żebyśmy lepiej rozumieli wzajemnie nasze kultury. Taki festiwal jak w Babylonie jest ku temu znakomitą okazją."