1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Friedrich Merz jedzie do Chin. Ma ważny cel

23 lutego 2026

Kanclerz Niemiec poszukuje globalnych partnerów po tym, jak USA częściowo zrezygnowały ze swojej dotychczasowej roli. Jego pierwsza wizyta w Chinach jako kanclerza następuje z opóźnieniem.

Flagi Chin i Niemiec
Friedrich Merz jedzie do Chin. Ma ważny celZdjęcie: Thomas Koehler/photothek/picture alliance

​W ostatnich dniach nie brakuje ponurych opisów sytuacji na świecie. – W erze wielkich mocarstw nasza wolność nie jest już czymś oczywistym. Jest zagrożona – powiedział kanclerz Niemiec Friedrich Merz niedawno na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. Wskazał przy tym wyraźnie także na Chiny. Kraj ten rości sobie globalne prawo do kształtowania porządku. W dającej się przewidzieć przyszłości Pekin mógłby militarnie dorównać Stanom Zjednoczonym.

Jednak także w USA kanclerz nie widzi już niezawodnego partnera. W Monachium chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi zaoferował dokładnie to, czego niemieckiemu rządowi zaczyna brakować pod rządami Donalda Trumpa – multilateralizm, oparty na zasadach porządek światowy i wolny handel.

Merz zdaje się dostrzegać w tym szansę. Zapowiedział tuż przed rozpoczęciem swojej podróży, że w Pekinie będzie mówił o „partnerstwach strategicznych”.

Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa: szef chińskiej dyplomacji Wang Yi (po lewej) i kanclerz Niemiec Friedrich Merz pozują do zdjęcia Zdjęcie: Michael Bihlmayer/CHROMORANGE/picture alliance

Ile jest warta chińska oferta? – Nie wszystko, czego chcą Chiny, leży automatycznie w interesie Niemiec – o tym trzeba będzie rozmawiać i negocjować – mówi w rozmowie z DW prof. Eberhard Sandschneider, ekspert ds. Chin, wykładowca na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie. – Ale taka oferta jest i stanowi wyraźny kontrast wobec tego, że z zachodniej perspektywy niezwykle trudno zaakceptować fakt, iż Stany Zjednoczone stają się niszczycielem porządku światowego, który same współtworzyły – dodaje.

Stary model gospodarczy już nie działa

Kanclerz Niemiec jedzie we wtorek, 24 lutego, do Chin z liczną delegacją gospodarczą. Chiny są najważniejszym partnerem handlowym Niemiec, a wymiana handlowa osiągnęła w 2025 roku wartość ponad 250 mld euro. W ubiegłym roku Chiny ponownie wyprzedziły Stany Zjednoczone, które na krótko były na pierwszym miejscu. Handel z Chinami znacząco jednak się zmienił. Niemiecki deficyt handlowy osiągnął w 2025 roku rekordową wysokość – według analiz Instytutu Gospodarki Niemieckiej wyniósł około 90 mld euro; tylko w porównaniu z poprzednim rokiem wzrósł o 30 mld.

Merz mówił ostatnio w Bundestagu o „luce wzrostowej” wobec Chin i podkreślił, że Niemcy muszą stać się bardziej konkurencyjne.

Jeszcze kilka lat temu niemiecki przemysł motoryzacyjny bardzo skutecznie obsługiwał rynek chiński. Jednak wraz z przejściem obu krajów na samochody elektryczne stary model biznesowy przestał działać: duże niemieckie auta elektryczne są w Chinach za drogie, podczas gdy Chiny eksportują do Europy niezwykle tanie pojazdy.

– Zbyt długo spoczywaliśmy na laurach – stwierdza Eberhard Sandschneider. – My, Niemcy, jesteśmy dumni, że budujemy samochody, a nie jeżdżące telefony komórkowe, jak to kiedyś określił jeden z menedżerów motoryzacyjnych. A właśnie takie auta budują Chińczycy i odnoszą dzięki temu sukcesy- dodał. Zdaniem eksperta Chiny stały się dziś „technologicznym mocarstwem” i dotrzymanie im kroku nie będzie proste.

Silne uzależnienie od metali ziem rzadkich

Już poprzedni rząd Olafa Scholza postanowił zmniejszyć zależność od Chin. W przypadku niektórych surowców, zwłaszcza metali ziem rzadkich używanych m.in. w samochodach elektrycznych, Chiny mają niemal światowy monopol. Chińskie ograniczenia eksportowe doprowadziły w 2025 roku nawet do czasowych przestojów produkcji u niemieckich producentów samochodów. Eksperci wskazują też na zagrożenia bezpieczeństwa – np. dostęp do danych przez chińskie firmy w sieciach komunikacyjnych.

Metale ziem rzadkich. Jutro transformacji energetycznej?

04:20

This browser does not support the video element.

Także rząd USA ostrzega przed takimi zależnościami. Szef amerykańskiej dyplomacji Marco Rubio zaapelował w Monachium do europejskich sojuszników, by zjednoczyli się z USA. Eberhard Sandschneider widzi ryzyko powstania nowego bipolarnego świata, w którym Waszyngton mógłby żądać od Niemiec wyboru między USA a Chinami. – To stawia wiele państw – nie tylko Niemcy – w trudnym położeniu – mówi. Kanada już odczuwa presję ze strony USA.

Wizyta w Chinach z poślizgiem

Merz już jesienią zapowiadał, że podczas wizyty w Chinach będzie apelował do prezydenta Xi Jinpinga o zakończenie wsparcia dla Rosji w wojnie w Ukrainie. Znawca Chin prof. Sandschneider jest sceptyczny. – Kto nie zrozumiał, że chiński interes geostrategiczny nie polega na tym, by Rosja przegrała, powinien przysiąść i zastanowić się – mówi. Według niego „niemieckiemu kanclerzowi i tak nie uda się przekonać Xi, który do Chin jedzie zdecydowanie za późno”. 

Rzeczywiście, Merz będzie w Pekinie późno – i to na dwojaki sposób. Późno po objęciu urzędu w maju 2025 roku, w międzyczasie odwiedził już szereg innych krajów, w tym Indie. Ale późno także dlatego, że przed nim byli w Chinach inni zachodni liderzy: prezydent Francji Emmanuel Macron, brytyjski premier Keir Starmer i kanadyjski premier Mark Carney. Wszyscy oni mieli ten sam cel, który teraz przyświeca Merzowi: dzięki Chinom odzyskać pole manewru w polityce gospodarczej, które USA wcześniej zawęziły.

Merz chciał pojechać do Chin już w październiku ubiegłego roku, ale doszło do napięć dyplomatycznych: minister spraw zagranicznych Niemiec Johann Wadephul zarzucił Chinom agresję w regionie Indo-Pacyfiku, a następnie odwołał swoją wizytę, gdy okazało się, że oprócz szefa chińskiej dyplomacji Wanga Yi nie spotka tam innych wysokich rangą rozmówców. W Pekinie odebrano to bardzo negatywnie.

Tymczasem sam Merz niedawno również użył ostrych słów. – Nagle widzimy, że Chiny agresywnie rozbudowują bazy na Morzu Południowochińskim, otaczają Tajwan i jasno deklarują, że w razie potrzeby są gotowe przy użyciu siły militarnej doprowadzić do tzw. zjednoczenia Chin – powiedział, odnosząc się do Tajwanu, który Pekin uważa za zbuntowaną prowincję.

Te słowa padły na kilka dni przed jego wyjazdem do Chin. Pozostaje pytanie, czy krytyka zaszkodzi tej wizycie.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na facebooku! >>