1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Fundusze UE. Co dalej z pieniędzmi dla Polski?

10 listopada 2023

Polska powinna wkrótce uzyskać prawo do 5 mld euro zaliczki z funduszu REPowerEU. Może dość łatwo zyskać dostęp do funduszy spójności. Ale droga do odmrożenia miliardów euro z KPO jest bardzo skomplikowana.

Unijne miliardy dla Polski wciąż czekają
Unijne miliardy dla Polski wciąż czekająZdjęcie: Beata Zawrzel/IMAGO

Polska obecnie negocjuje z Brukselą program REPowerEU, który formalnie stanie się nowym rozdziałem Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Chodzi o dodatkowe pieniądze na politykę energetyczną, które Unia uzgodniła w odpowiedzi na wstrząsy związane z gwałtownym uniezależnianiem się od surowców z Rosji. Rząd Mateusza Morawieckiego złożył 31 sierpnia w Komisji Europejskiej swój projekt rozdziału REPowerEU z wnioskiem o 25,76 mld euro, na co składa się 23 mld euro tanich pożyczek (to reszta należnych Polsce kredytów z Funduszu Odbudowy) oraz 2,76 mld euro dotacji rozdzielanych wedle odgórnego unijnego klucza między państwa UE z dodatkowej puli subsydiów REPowerEU.

– Rozporządzenie o Funduszu Odbudowy nie uzależnia wypłat zaliczkowych od spełnienia tak zwanych „superkamieni milowych” – potwierdza Komisja Europejska. W przypadku Polski „superkamienie” to warunki praworządościowe. Zatwierdzenie polskiego rozdziału REPowerEU dałoby zatem Polsce prawo do 20 proc. zaliczki, czyli do ponad 5 mld euro bez warunków wstępnych. Kiedy? Polski wniosek o REPowerEU wpłynął niemal w ostatniej chwili – 31 sierpnia swe dokumenty złożyły również Węgry, Grecja i Chorwacja, a w ostatnim możliwym dniu, czyli 1 września swój projekt przekazał Cypr (Niemcy zrezygnowały z rozdziału REPowerEU). Do wszystkich stosuje się ten sam termin końcowy – jeśli do końca grudnia Komisja Europejska nie da swego zielonego światła, a potem tej decyzji nie zatwierdzi Rada UE (ministrowie krajów Unii), pieniądze przepadną.

Niemcy szykują się do zimy bez gazu z Rosji

01:22

This browser does not support the video element.

Komisja Europejska w ostatnich tygodniach zwracała się do Warszawy o spore poprawki w REPowerEU (zmienianie projektów w negocjacjach z Brukselą to standardowa praktyka, ale na razie trudno ocenić, o jak duże korekty chodzi w porównaniu z innymi państwami Unii). Jednak Bruksela – niezależnie, kto będzie wówczas sprawować rządy w Polsce – stanowczo zmierza do zatwierdzenia polskiego REPowerEU w terminie, czyli przed końcem tego roku (podobnie jak w przypadku pozostałych państw Unii). Ostatnie regularne obrady unijnych ministrów finansów odbędą się 7 grudnia, ale programy z Funduszu Odbudowy bywały już zatwierdzane na doraźnych telekonferencjach Rady UE.

Zaliczka nie będzie wypłacona od razu w grudniu. Komisja Europejska ma do dwóch miesięcy od dopełnienia prawnych obowiązków (zawarcie „umowy o finansowaniu” z Polską), czyli wypłata pierwszej transzy nastąpiłaby w pierwszym kwartale 2024 roku. A reszta zaliczki z REPowerEU mogłaby wpłynąć jeszcze przed połową 2024 roku, choć teoretycznie Komisja Europejska na tę wypłatę ma aż dwanaście miesięcy. – Nie spodziewam się, żeby Komisja chciała teraz zwlekać z tą zaliczką dla Polski. Będzie przeciwnie. Zwłaszcza, że problemu KPO [bez REPowerEU] nie da się tak szybko rozwiązać – przekonuje jeden z unijnych dyplomatów w Brukseli.

Co z pieniędzmi KPO?

Gdyby rząd Morawieckiego wynegocjował z Komisją Europejską treść polskiego KPO (22,5 mld euro dotacji oraz 11,5 mld euro tanich pożyczek) przed końcem 2021 roku, to Polska – bez wstępnych warunków praworządnościowych – dostałaby 13 proc. KPO w formie zaliczki. Jednak to prawo do prefinansowania Polsce przepadło, a wszelkie wypłaty z KPO są nadal zablokowane przez „superkamienie” milowe związane z wymiarem sprawiedliwości.

Komisja Europejska przyznaje, że sporą część tych warunków (skromniejszych niż wymogi z wyroków TSUE) spełniła ustawa sądowa obowiązująca od lipca 2022 roku i zaproponowana przez prezydenta Andrzeja Dudę. Natomiast brakujące minimum, które Komisja określiła w rozmowach z Polską jesienią 2022 roku, to pełne prawo sędziów do przeprowadzenia – zgodnego z prawem unijnym – testu niezależności innego sędziego, czyli do zbadania niezależności z urzędu. A także, choć to było na drugim planie, zapewnienie sędziom dostępu do niezależnego sądu w ich postępowaniach dyscyplinarnych. Te dwa brakujące elementy wprowadził projekt ustawy wstępnie i nieformalnie uzgodnionej z Komisją Europejską w grudniu 2022 roku („niezależnym sądem dyscyplinarnym” miał stać się Naczelny Sąd Administracyjny). Jednak ten projekt utknął w skłóconym Trybunale Konstytucyjnym, dokąd odesłał go prezydent Duda.

Prezydent Andrzej DudaZdjęcie: Beata Zawrzel/NurPhoto/picture alliance

Jeśli prezydent nie będzie wetować – skrojonych m.in. pod wymogi Brukseli – projektów praworządnościowych nowego rządu, to pierwsze wypłaty z KPO nastąpiłby zapewne już w pierwszym kwartale 2024 roku. Jak zwraca nam uwagę jeden z naszych rozmówców w Brukseli, projekt sądowy samego Dudy z 2022 roku był na pewnym etapie prac legislacyjnych bardzo bliski wymogów KPO, ale pod naciskiem środowiska ministra Zbigniewa Ziobry wycięto pomysły w praktyce umożliwiające pełny sędziowski test niezależności.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>

Jeśli Duda będzie utrudniać zmiany legislacyjne, droga do pieniędzy z KPO będzie się wydłużać. Renegocjacja praworządnościowych warunków z KPO wydaje się skrajnie skomplikowana, bo oznaczałaby dla Komisji utratę wiarygodności w strzeżeniu praworządności w UE, w tym rezygnację z egzekwowania wyroków TSUE. Dlatego nasi rozmówcy w Brukseli skupiają się głównie na rozważaniach, jak doprowadzić – być może prawnie okrężną drogą – do spełnienia wymogów obecnie zapisanych w polskim KPO. Spodziewają się, że działoby się to w kontekście szerszego procesu uzdrawiania praworządności w Polsce, który obejmowałby również – nieobjęte wymogami KPO – kwestie Krajowej Rady Sądownictwa bądź Trybunału Konstytucyjnego.

Końcowym terminem na wypłaty z KPO jest 2026 rok (potem pieniądze przepadną), ale już do końca 2022 roku – pod groźbą przepadnięcia – należało 70 proc. KPO objąć „prawnie wiążącymi zobowiązaniami” (Polska to zrobiła). A pozostałe 30 proc. KPO musi być w taki sam sposób zaprogramowane do końca tego roku. Nie ma sygnałów, by Polska miała z tym kłopot. A zatem na razie fundusze z KPO nie są zagrożone.

Łatwiej z polityką spójności

Obecnie Polska nie ma też dostępu do płatności z polityki spójności, w której polska pula to 76,5 mld euro w budżecie 2021-27 (z prawem do przesyłania faktur do końca 2029 roku). Polsce wypłacono tylko około miliarda euro na prefinansowanie i pomoc techniczną przy opracowaniu projektów z polityki spójności 2021-27. Powodem trudności jest wymagany system monitorowania Karty Praw Podstawowych w projektach z unijnych funduszy. Polski rząd formalnie nie przedstawił Brukseli żadnego projektu tego monitoringu, więc Komisja Europejska nie mogła go ocenić ani pozytywie, ani negatywnie.

Początkowo problem Karty ogniskował się na prawach mniejszości, w tym LGBT+. Jednak potem doszło do politycznego powiązania z praworządnościowymi problemami KPO, choć Komisja Europejska oficjalnie nigdy nie zdeklarowała jasno, o co chodzi.

W całej Unii wypłacono dotychczas niecałe 3 proc. z polityki spójności 2021-27, bo do końca tego roku państwa UE wydatkują resztę pieniędzy z poprzedniej siedmiolatki (2014-20). Do pierwszych poważnych płatności z obecnej siedmiolatki, także w przypadku Polski, powinno dojść dopiero w najbliższych miesiącach. I wydaje się, że Bruksela wspólnie z nowym rządem Polski na czas rozwiąże sprawę monitoringu Karty Praw Podstawowych, którego nigdy nie obwarowała twardymi i oficjalnymi warunkami.

Niemcy zaostrzają politykę azylową

02:10

This browser does not support the video element.