Guenter Grass o Gdańsku
2 lipca 2004
Po raz pierwszy pojechałem do Gdańska w roku 1958- opowiada Guenter Grass , używając tylko i wyłącznie polskiej nazwy miasta. Nigdy nie mówi o nim "Danzig", kiedy mówi o czasach obecnych.
Pojechałem tam szukając śladów miasta Danzig. Pracowałem wtedy nad "Blaszanym Bębenkiem" , jeździłem do Gdańska mniej więcej co dwa lata i łączyłem te pobyty z gromadzeniem dokumentacji potrzebnej mi do pisania.
Ten pierwszy pobyt w 1958 roku różnił się tym od moich wizyt w Warszawie , że jako Niemiec w latach 50. w Warszawie przyjmowany byłem z dużą dozą nieufności. W Gdańsku wręcz przeciwnie : mieszkańcy miasta w większości byli uchodźcami - podobnie jak ja - zostali wypędzeni z Wilna, z Grodna, z terenów litewskich , ukraińskich i w Gdańsku znaleźli dla siebie nowe miejsce. Byli w tym mieście obcy i od razu doskonale zrozumieli moje uczucia i moje położenie - człowieka, który przybywa do swojego rodzinnego miasta i spotyka tam zupełnie innych mieszkańców.
Z biegiem lat to się zmieniło , ja sam także powoli zapoznałem się z Gdańskiem, z jego historią były to ważne wydarzenia historyczne ja kstrajk stoczniowców w roku 1970 - co znalazło oddźwięk w mojej książce "Turbot". Nie byłem zainteresowany tylko i wyłącznie dawną historią lecz także współczesnym losem tego miasta. aż do czasów Solidarności. Jest to bardzo żywy kontakt, który nie bazuje tylko na wspomnieniach.
Zapytany o to, jak czuje się doceniany przez Gdańszczan Guenter Grass odpowiada anegdotą, że kiedy w Ratuszu Gdańskim nadawany był mu tytuł honorowego obywatela , w przemówieniu, jakie wygłaszał z tej okazji zaznaczył, że gdyby Gdańsk pozostał niemiecki, prawdopodobnie nigdy nie spotkałby go taki zaszczyt. Nie oznacza to oczywiście, że utrata ojczyzny musi odbywać się na tak radykalnych warunkach, ale to była refleksja, która mu się przy tej okazji nasunęła.
Generalnie w Gdańsku czuję się bardzo dobrze, przyjmowany jest bardzo serdecznie. Kiedy ma w mieście wieczory autorskie, przychodzi na nie wielu czytelników. W czasach, kiedy w Polsce niemiecki okres historii Gdańska traktowany był jak tabu, młodzi czytelnicy przy pomocy właśnie moich książek mogli się zapoznać z tą historią Pod koniec lat 70. z początkiem 80. powstał nawet nurt literatury w Polsce reprezentowany przez młodszych autorów jak Paweł Huelle, który sam o sobie mówi, że jest "postgrassistą". Jego powieść "Weiser Dawidek" jest jakby ciągiem dalszym utworu "Kot i mysz" , tyle że powstałą na polskim gruncie. W ten sposób powstało jakby płynne przejście i młode pokolenie nie bez racji stawia pytania: "Kto siedział kiedyś przy tym stole? Jaka to była rodzina? Gdzie są teraz? Co tu się wydarzyło?" Dziś jest to możliwe, jest to bardzo ważny krok w stosunkach polsko-niemieckich , że dziś możemy o tym otwarcie rozmawiać bez przyjmowania nacjonalistycznych stanowisk.
Nikt nie mówi po stronie niemieckiej, o utracie rdzennie niemieckich terenów a Polacy nie twierdzą, że odzyskali odwiecznie polskie miasto. Są to nacjonalistyczne bzdury. To my Niemcy kiedyś rozpoczęliśmy wojnę i dopuściliśmy się zbrodni i musieliśmy za to gorzko zapłacić. Ceną była także utrata ważnych niemieckich prowincji w tym także mojego rodzinnego miasta . jakby to nie było gorzkie trzeba to uznać i ponieść tego konsekwencje. - powiedział Guenter Grass.