Jak podróżuje sztuka?
25 września 2009
Dziesiątki ciężarówek przewożących dzieła sztuki pędzą codziennie po autostradach, stoją w korkach i manewrują w wąskich uliczkach. Pieczołowice zapakowane, dokładnie zabezpieczone, delikatne dobra kultury wymagają specjalnego traktowania podczas przewożenia z miejsca A do miejsca B, o czym doskonale wie Jörg Oettermann z Kolonii. Od 20 lat prowadzi firmę specjalizującą się w transportowaniu dzieł sztuki. "Zaczynałem od furgonetki mercedesa - wspomina - i nieśmiałych propozycji składanych właścicielom galerii. Pytałem, czy nie potrzebują transportu". Z czasem zyskał renomę w tym środowisku i rozwinął skrzydła.
Zaufanie przede wszystkim
Dziś firma liczy siedmiu pracowników, którzy czterema samochodami wożą dzieła sztuki po całej Europie. Przede wszystkim są to obiekty małe i średniej wielkości - płótna o maksymalnej szerokości czterech metrów i rzeźby ważące nie więcej niż pół tony. Wielkie figury z brązu, czy wrażliwe na warunki atmosferyczne rzeźby z wosku Jörg Oettermann chętnie kieruje do konkurencji - wielkich firm, które dysponują klimatyzowanymi pojazdami przystosowanymi do wielkich ładunków. Ale to branża, w której liczy się przede wszystkim zaufanie. "My, mali przedsiębiorcy żyjemy przede wszystkim dzięki stałym klientom, którzy wiedzą, że mogą nas polegać".
Jak z jajkiem
Każda rzecz wymaga specjalnego sposobu pakowania, dostosowanego do jej specyfiki. Takie opakowanie czasem samo w sobie jest dziełem sztuki. Kartony, których używa się podczas przeprowadzki nie są odpowiednie. Każde tworzywo wymaga innego sposobu pakowania. Obrazów nie można podczas podróży narażać na nacisk z żadnej strony, przedmioty ze szkła należy z kolei przykleić do podłoża. "W tej pracy trzeba przywiązywać wagę do najmniejszych detali i lubić to. Trzeba pokochać przedmioty, które się przewozi".
Wyjątkowo cenne eksponaty właściciel może dodatkowo ubezpieczyć u przewoźnika. "Nawet, jeśli przewozimy rzecz wartą miliony, nie można popadać w panikę - mówi Andreas Blankenstein z firmy Oettermanna - jeśli zdarzy się wypadek trzeba pamiętać, że najważniejsze jest ludzkie życie, a to, co akurat wieziemy zawsze w drugiej kolejności".
Od haka do haka
Przewoźnicy poznają świat sztuki od kuchni. Są na targach, gdzie dochodzi do ważnych transakcji i w muzeach, w miejscach, do których zwykły miłośnik sztuki nigdy nie może zajrzeć. Mimochodem poznają tajniki technik restaurowania i kulisy wielkich transakcji na rynku sztuki. "Nasza praca pozwala nam na najbliższy kontakt z eksponatami. Zdejmujemy je z haków, pakujemy a potem wieszamy w innym miejscu. Zapewniamy serwis od haka do haka" - śmieje się Andreas Blankenstein.
Właściciel firmy Jörg Oettermann kiedyś sam woził eksponaty po Europie, dziś zajmuje się logistyką. Planuje trasy, układa grafik i działa podobnie do centrali korporacji taksówek. Jest ze swoimi kierowcami stale w kontakcie dzięki sieci radiowej i może na bieżąco zlecać im kolejne zadania. Najbardziej cieszą go zaproszenia na kolejne wystawy od artystów, kórych poznał w pracy. Zapytany o to, czy sztuką interesuje się także prywatnie odpowiada: "Ujmijmy to tak, że gdyby nie ta praca byłbym dziś jeszcze większym ignorantem w dziedzinie sztuki, niż jestem".
Matthias Mayr/Agata Kwiecińska
red. odp. Bartosz Dudek