Kajak w Luwrze, rower do Van Gogha. Muzea przyszłości już są
17 maja 2026
Architektura, materiał, światło, dźwięk – to wszystko jest częścią wystawy, zanim jeszcze widz dotrze do pierwszego dzieła. Dlatego warto patrzeć nie tylko na to, co wisi na ścianach, ale też na same ściany i ich otoczenie.
Parafrazując wielkiego architekta Le Corbusiera, który ponad sto lat temu chciał, żeby budynek był „maszyną do mieszkania”, najlepsze muzea stały się czymś więcej: maszynami do przeżywania. Silnikiem jest architektura.
Przykładów jest coraz więcej, ale przyjrzyjmy się kilku wybranym. Może to jakiś pomysł na weekendową wycieczkę?
Podróż za jeden bilet
Czasem role się zamieniają i muzea – cytując kolejnego klasyka – stają się twórcą i tworzywem; sama ich bryła jest dziedzictwem. Najlepszym przykładem chyba jest kampus Vitra w Weil am Rhein, gdzie stoi pierwsze europejskie dzieło Franka Gehry'ego – Vitra Design Museum z 1989 roku. To kolaż kubistycznych brył, ramp i wież, który wygląda jak losowo ułożone klocki. Ale to dopiero początek architektonicznego safari: obok stoją surowy pawilon Tadao Ando, minimalistyczne Schaudepot duetu Herzog & de Meuron oraz legendarna remiza strażacka Zahy Hadid, jeden z jej pierwszych zrealizowanych projektów. Jeden bilet to immersyjna podróż przez historię nowoczesnej architektury.
Frankowi Gehremu obecność na turystyczno-kulturalnej mapie Europy zawdzięcza też Bilbao. Muzeum Guggenheim Franka Gehry’ego to gigantyczny, futurystyczny obiekt pokryty tytanowymi łuskami, które chwytają i odbijają światło. Wprowadził do języka pojęcie tzw. efektu Bilbao: gdy jedno genialne miejsce ożywia ekonomicznie całe miasto. Sale mają nieregularne, płynne kształty; kuratorzy muszą porzucić tradycyjne metody wystawiennicze i wejść w dialog z architekturą.
Inną wielką rzeźbą Gehry'ego w tej kategorii jest MARTa Herford (Museum für zeitgenössische Kunst, Architektur und Design) w Niemczech. Tu architekt złożył hołd lokalnemu dziedzictwu przemysłowemu: ściany z tradycyjnej czerwonej cegły zostały wprawione w optyczny ruch, a nad całością unosi się pofalowany dach ze stali nierdzewnej. Wewnątrz – żadnych kątów prostych. Ściany płynnie przechodzą w sufit, światło pada pod przedziwnymi kątami przez nieregularne świetliki. Widz traci tradycyjne punkty odniesienia w przestrzeni. Pojawiają się opinie, że MARTa Herford to jeden z najbardziej niezwykłych budynków muzealnych na świecie.
Drugie życie fabryk
Jedna z największych rewolucji muzealnictwa ostatnich dekad rozegrała się nie w centrach miast, lecz w opuszczonych halach przemysłowych. I słusznie, bo nowa bryła rzadko kiedy dorównuje dramaturgii przestrzeni, która już ma historię wypisaną w cegłach i rdzewiejącej stali.
W Essen, w byłej kotłowni kopalni Zollverein wpisanej na listę UNESCO, Sir Norman Foster dokonał czegoś pozornie niemożliwego: zestawił najnowocześniejsze ikony światowego designu – nagradzane znakiem Red Dot – bezpośrednio z autentyczną, zardzewiałą maszynerią przemysłową. Zwiedzający przechadzają się po ażurowych, szklanych pomostach w postindustrialnej hali. Obiekty są wszędzie – od sufitu po zakamarki między starymi rurami. To jak poszukiwanie skarbów.
Na podobnej zasadzie działa belgijskie C-Mine w Genk, gdzie pracownia 51N4E zachowała surową cegłę i monumentalną wieżę szybową dawnej kopalni w Winterslag. Trasa prowadzi podziemnymi korytarzami górniczymi z instalacjami dźwiękowymi i świetlnymi, a kończy się fizyczną wspinaczką na platformę widokową 60 metrów nad ziemią, skąd roztacza się industrialny krajobraz Limburgii w całej okazałości.
Również w belgijskim Hornu kryje się jeden z najbardziej zaskakujących obiektów na tej liście – CID Grand-Hornu. XIX-wieczny kompleks przemysłowo-mieszkalny, wpisany na listę UNESCO, zbudowany został na planie wielkiego owalu, przypominającego rzymskie amfiteatry. W surowych wnętrzach dawnych hal maszyn eksponuje się najbardziej radykalny współczesny design i awangardową modę. Kontrast formy i treści jest tu głównym tematem.
To napięcie między starym a nowym widać też w niemieckim Duisburgu, gdzie szwajcarski duet Herzog & de Meuron – twórcy między innymi Stadionu Olimpijskiego w Pekinie – przebudował elewator zbożowy na Museum Küppersmühle. Nowe skrzydło z rudawej cegły połączono ze starym za pomocą mostów przerzuconych przez wnętrza gigantycznych stalowych silosów. Wewnątrz klatka schodowa w kolorze terakoty wije się przez wąską szczelinę budynku jak autonomiczne dzieło sztuki, po której przechodzi się do białych, idealnie symetrycznych sal wystawowych. Czasem sprawia to wrażenie stacji kosmicznej, czasem – wnętrz medytacyjnych.
Inaczej rozwiązano to we francuskiej Miluzie, gdzie dawna XIX-wieczna przędzalnia wełny skrywa największą wystawioną kolekcję samochodów i największą i najbardziej wszechstronną kolekcję pojazdów silnikowych Bugatti na świecie. Ale są też i trabant oraz mały fiat. Studio Milou zawiesiło pod szklanym baldachimem autentyczne samochody wyścigowe, a całą gigantyczną halę – 17 000 metrów kwadratowych – rozświetliło 800 replikami paryskich latarń. Jeśli kogoś rozbolą nogi, zwiedzanie można kontynuować małą kolejką wagonikową, jeżdżącą wśród eksponatów.
Ze sztuką po kolei
A propos kolei… dworce to budynki zaprojektowane z myślą o ruchu, pośpiechu i tłumie. Może właśnie dlatego, paradoksalnie, tak świetnie sprawdzają się jako muzea.
Podręcznikowym przykładem jest paryskie Musée d'Orsay: architektka Gae Aulenti zachowała całe stalowo-szklane sklepienie wiktoriańskiego dworca, zamieniła perony w galerię rzeźby, a dawne poczekalnie – w sale impresjonistów. Widok na Sekwanę i Montmartre przez gigantyczne, ażurowe tarcze zegarów dworcowych na piętrze to najbardziej oblegane miejsce na zdjęcie.
Warto zajrzeć też do Arp Museum Bahnhof Rolandseck w Remagen koło Bonn. To jedyny czynny dworzec kolejowy w Niemczech, który jednocześnie pełni funkcję światowej klasy muzeum sztuki. Amerykański architekt Richard Meier połączył XIX-wieczny dworzec z modernistycznym pawilonem za pomocą podziemnego tunelu i szklanej windy, która wynosi widza ponad korony drzew, prosto do zalanego słońcem pawilonu z kolekcją Hansa Arpa i Sophie Taeuber-Arp i oszałamiającym widokiem na płynący obok Ren.
Z kolei (!) Hamburger Bahnhof, jedyny zachowany neoklasycystyczny budynek dworcowy w Berlinie z XIX wieku, nocą rozbłyskuje neonowo-niebieską instalacją świetlną Dana Flavina. W dzień zaś – w dawnej hali peronowej z łukowym żelaznym dachem – można obejrzeć kolekcję sztuki od drugiej połowy XX wieku do współczesności (m.in. Andy Warhol, Joseph Beuys, Anselm Kiefer). Przestrzeń ma tu 50 metrów długości i zero ścian działowych. Tu sztuka bierze głęboki oddech.
Muzea, które zrewolucjonizowały zwiedzanie
Holenderska pracownia MVRDV zaprojektowała Depot Boijmans Van Beuningen w Rotterdamie jako lustrzaną misę z lasem brzóz na dachu. Wewnątrz – żadnych kuratorowanych wystaw, tylko szklane kładki, futurystyczne atrium i bezpośredni wgląd w magazyn ze 150 tysiącami dzieł sztuki. Konserwatorzy pracują na oczach widzów. To pierwsze takie miejsce na świecie i być może zapowiedź tego, czym muzea będą w przyszłości.
W Stuttgarcie Mercedes-Benz Museum holenderskiego UNStudio oparto na strukturze podwójnej helisy, zainspirowanej łańcuchem DNA. Futurystyczną windą kapsułową jedzie się na najwyższy poziom, a stamtąd schodzi dwiema przeplatającymi się, bezstopniowymi rampami. Architektura oferuje dwa niezależne scenariusze zwiedzania – trasę chronologiczną i tematyczną – które krzyżują się w centralnych punktach budynku. Architektura jest tu mapą i przewodnikiem jednocześnie.
Płynność ścian i perspektywa kajaka
Jean Nouvel zaprojektował Luwr Abu Zabi jako arabską medynę na sztucznym archipelagu, przykrytą ażurową kopułą z ośmiu tysięcy metalowych gwiazd. Woda Zatoki Perskiej oblewa galerie i wpływa do wnętrza kompleksu. Spacerując pod kopułą, doświadcza się magicznego „deszczu światła" i kojącego plusku fal morskich u stóp. Można tu zwiedzać z perspektywy kajaka.
Równie dosłownie z żywiołem rozmawia Messner Mountain Museum projektu Zahy Hadid, wbudowane na 2275 metrach n.p.m. w szczyt alpejski Kronplatz w północnych Włoszech. Muzeum chowa się pod ziemią; na zewnątrz wystają jedynie platformy widokowe. Droga przez obiekt wiedzie w głąb góry podziemnymi korytarzami, by na końcu wyjść na taras, który kadruje panoramę Dolomitów jak obiektyw.
Tę samą filozofię płynnej, organicznej formy Hadid przeniosła do rzymskiego muzeum sztuki MAXXI. Nie ma tu początku ani końca i ani jednej prostej sali. Zwiedzający „płynie" przez przestrzeń, oglądając sztukę z góry, z dołu i z boku jednocześnie.
Sztuka pod gołym niebem
Skulpturenpark Waldfrieden w Wuppertalu to prywatna posiadłość Tony'ego Cragga – jednego z najważniejszych żyjących rzeźbiarzy – zamieniona w leśną galerię. Monumentalne, organiczne obiekty z brązu i kamienia samego Cragga, ale i innych artystów, wyłaniają się zza drzew. Kontrast między surowością stuletniego lasu a futurystyczną formą rzeźb jest hipnotyzujący. Absolutnie niepowtarzalnym przeżyciem jest wejście do środka gigantycznej instalacji Anisha Kapoora.
Park rzeźb jest również w Kolonii – kolekcja darmowa, otwarta dla każdego, kuratorowana na nowo co dwa lata. Są tu prace gwiazd pokroju Anisha Kapoora czy Richarda Serry, a zielony labirynt ścieżek za każdym razem oferuje zupełnie inne doświadczenie przestrzenne.
Także boński park Rheinaue to 160 hektarów niespodzianek nad Renem. Od 2017 roku znajduje się pod ochroną jako zabytek architektury krajobrazu. Spacerujący co chwilę trafiają na inną epokę i kulturę. Jest Droga Rzymska, czyli rząd 26 replik starożytnych rzymskich nagrobków, przypominający o antycznych korzeniach Bonn. Po sąsiedzku stoi totem, dar kanadyjskiego rządu, wyrzeźbiony przez indiańskiego wodza z plemienia Kwakiutl. Jest też japoński ogród – oficjalny dar od rządu Japonii; autentyczny zakątek zen z trzynastostopniową pagodą, kaskadami wodnymi, herbaciarnią i drzewkami bonsai. Obok – Ogród Niewidomych, gdzie dotykanie, wąchanie i smakowanie ponad 30 gatunków roślin jest celowo dozwolone i zalecane. Dopełnieniem jest Jezioro Rheinauensee z łódkami wśród drzew, niczym z obrazów impresjonistów. To muzeum bez ścian.
A jeśli Holandia, to rowery. Jak w Kröller-Müller w Otterlo – muzeum z drugą największą kolekcją Van Gogha na świecie, otoczone 25-hektarowym ogrodem rzeźby w sercu parku narodowego. Żeby tam dotrzeć, trzeba wypożyczyć darmowy biały rower i jechać przez wrzosowiska. Sztuka zaczyna się jeszcze przed przekroczeniem progu.
Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na Facebooku! >>
18 maja obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Muzeów - taką datę ustaliła Międzynarodową Rada Muzeów (ICOM). W wielu miejscach święto jednak przenosi się na weekend, np. w Niemczech - na trzecią niedzielę maja (17.05.2026). Z kolei w Polsce Noc Muzeów zaczęła się w sobotni wie czór, ale w wielu placówkach przeciągnęła się na niedzielę.