Kanclerz Merkel w Chinach
27 sierpnia 2007
Zacznijmy od wizyty Angeli Merkel w Chinach. We FRANKFURTER ALLGEMEINE ZEITUNG czytamy, że kanclerz Merkel będzie bez ogródek poruszać zarówno kwestie naruszania praw człowieka jak i pirackiej produkcji oraz ochrony własności intelektualnej. W ostatnich dniach przez niemieckie media przetoczyła się istna nawała wiadomości i komentarzy na temat ataku chińskich piratów na systemy komputerowe niemieckiego rządu. Chińskich hackerów podejrzewa się o szpiegostwo gospodarcze. Wprawdzie niczego nie udowodniono, a chińska ambasada w Berlinie wydała oświadczenie, w którym zarzuca „nieodpowiedzialne spekulacje bez jakichkolwiek dowodów”, ale coś jest na rzeczy skoro zastępca rzecznika rządu - Steg potwierdził, że problem będzie omawiany w czasie wizyty pani kanclerz w Chinach.
SUEDDEUTSSCHE ZEITUNG zauważa, że ” fałszowanie towarów szkodzi rozwojowi całej gospodarki. Wiele chińskich przedsiębiorstw wcale nie stara się o wypromowanie własnej marki czy wprowadzenie na rynek własnego produktu. Po prostu je kopiują. Dlatego inwestycje w chińskie koncerny są tak ryzykowne. Jednak zachodnia debata o naruszaniu praw marki w Chinach często prowadzi do fałszywych wniosków. Tam szkody wyrządzone przez podróbki butów adidasa czy torebek Louis Vuitto są niewielkie. Ponieważ chińskich dziewcząt zwyczajnie nie stać na oryginały i nigdy ich nie kupią”.
FINANCIAL TIMES DEUTSCHLAND dodaje: „Podczas gdy Chiny przystępują do Swiatowej Organizacji Handlu i swoje otwierają granice, Europejczycy konkurują ze sobą o wielki rynek chiński. Również Angeli Merkel towarzyszy spora grupa niemieckich managerów, którzy chcą tam zrobić dobry interes. I to jest uprawnione. Jednak zachodni przedsiębiorcy nie są w stanie bronić się przed pirackimi produktami, jeśli zamiast współpracować będą w Chinach konkurować”.
O stosunkach niemiecko-polskich:
W dzisiejszym wydaniu SUEDDEUTSCHE ZEITUNG Thomas Urban zamieszcza obszerną analizę dowcipów o Niemcach i Polakach. „Niemieckie dowcipy stawiają na głowie obraz własny Polaków jako narodu bohaterów i ofiar. Tak jest także w przypadku powojennych pokoleń. Tymczasem niemieckie wnuki nie identyfikują się ze sprawcami czasów nazizmu, lecz oskarżają i odmawiają Polakom statusu ofiar. Swój ekstremalny wyraz znalazło to w słynnych polenwitzach Haralda Schmidta w połowie lat 90 tych. Po interwencji polskiego ambasadora Andrzeja Byrta i protestach niemieckich mediów, Schmidt usunął je ze swego programu. Jednak szkody jakie poczyniły widać do dzisiaj np. w artykule zamieszczonym w ostatnim Wprost, którego autor uważa, że antypolskie dowcipy są codziennością w Niemczech. Artykuł jest opatrzony wielkim zdjęciem Schmidta, mimo iż od 10 lat nie opowiedział on żadnego antypolskiego dowcipu. Polski czytelnik nie dowie się z artykułu o tym, że żadne poważne niemieckie pismo w RFN nie zamieści takiego dowcipu. Zamiast tego artykuł Wprost daje wrażenie, że poniżanie Polaków jest ogólnie akceptowane w społeczeństwie niemieckim. W rzeczywistości antypolskie dowcipy przeżywają koniunkturę tylko w najgorszych przejawach niemieckiego humoru takich jak koloński karnawał. Niemieckie elity kulturalne i polityczne uważają je za niesmaczne. Najbardziej popularny w Polsce Niemiec – Steffen Mueller twierdzi że więcej mówią one o niedostatkach Niemców niż Polaków”.
Ta sama gazeta zamieszcza również sylwetkę polskiego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro w kontekście zarzutów Janusza Karczmarka i omówienie reakcji marszałka Sejmu Ludwika Dorna na stenogram przesłuchania Janusza Kaczmarka przez komisję sejmową .