Karnawałowy biznes
19 lutego 2009
W największym w Niemczech domu towarowym dla fanów karnawału w Kolonii, ma się wrażenie, że odżyły słynne wyprzedaże: tłumy grzebią w stosach pluszu, workach cekinów i na stoiskach z perukami w poszukiwaniu tej właśnie kreacji, tak wyjątkowej, że aż takiej samej. 15 tysięcy klientów pojawia się tu aż po Rosenmontag - szalony poniedziałek, jak nad Renem zwą ów dzień.
Branża pracująca na potrzeby przebierańców osiąga obroty w wysokości 300 milionów euro. Tendencja rosnąca.
- Fan karnawału to emocjonalny klient. Kolończyk zrobi wszystko dla karnawału, to dla niego niemal religia. Dlatego dużo się na nich zarabia - mówi Frank Schröder, dyrektor Domu Towarowego Karnevalwierts.
Słodycze i gastronomia
Obok kostiumów krocie wydaje się w tych dniach na słodycze. W szalony poniedziałek, z karnawałowych wozów podczas wielkiej parady w Kolonii, rzuca się w rozentuzjazmowany tłum 150 ton pralinek, cukierków i czekolad, zwanych w miejscowym slangu kamelami. W Dusseldorfie - 60 ton. W Bonn połowę tego.
- Przemysł cukierniczy to branża sezonowa, a zatem każdy sezon produkcyjny jest bardzo ważny. Na karnawał jednak przypada zaledwie 1 procent obrotów - o wiele wyższe są one w Wielkanoc czy Boże Narodzenie. Są firmy, które wyspecjalizowały się w produkcji słodyczy na karnawał. Innymi słowy dla branży karnawał nie jest ważnym czynnikiem gospodarczym, ale dla pewnych zakładów, produkujących w połowie na jego potrzeby, niewątpliwie tak - mówi Torben Erbrath, rzecznik Federalnego Zrzeszenia Przemysłu Cukierniczego.
Podobnie jak w branży cukierniczej, karnawał tylko sezonowo zwiększa obroty gastronomii. Zrzeszenie Niemieckiego Karnawału utrzymuje, że w piątej porze roku - od listopada, do lutego, sezonowo powstaje 12 tysięcy miejsc pracy. Najwięcej z nich w gastronomii, zwłaszcza na starówkach w Kolonii i Düsseldorfie, gdzie podczas apogeum karnawału panuje tłok i ścisk nie do opisania. Z kolei na obrzeżach miast knajpy pustoszeją, ku utrapieniu restauratorów.
Podobnego zdania są hotelarze: jedynie w Kolonii w okolicy szalonego poniedziałku nocuje 20 procent gości więcej - w Dusseldorfie już raczej nie, z czego cieszą się oczywiście kolończycy, konkurując ze stolicą landu.
- Do Kolonii przyjeżdża wielu turystów, w szalony poniedziałek do półtora miliona. Z zagranicy przyjeżdżają zwłaszcza Belgowie, Francuzi i Holendrzy. W te dni Kolonia zarabia 330 milionów euro, z tego 8 milionów trafia do kasy miasta - mówi Thorsten Helwig, rzecznik branży hotelarskiej.
- Karnawał to złota żyła dla miasta, bowiem to naprawdę piąta pora roku. I dodatkowy biznes, bez karnawału niemożliwy - cieszy się Josef Sommer, dyrektor Kolońskiego Biura Turystyki.