Kijów: „Jesteśmy wyczerpani, ale nie poddajemy się”
13 lutego 2026
Setki bloków w Kijowie zamieniły się tej zimy w betonowe, lodowate pułapki. Po masowych rosyjskich atakach na ukraińskie elektrownie w stolicy brakuje prądu i ogrzewania. To najtrudniejszy kryzys energetyczny w Ukrainie od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na ten kraj.
Zamarznięte budynki próbują ożywić energetycy i instalatorzy, zarówno ci pracujący dla ukraińskich firm energetycznych, jak i ci określani mianem „energetycznych bohaterów”, ludzie, którzy wykonują heroiczną pracę w lodowatych piwnicach.
W stolicy Ukrainy, podczas surowych mrozów i rosyjskich bombardowań, niezwykle trudno znaleźć specjalistów, którzy mogliby wymienić przepalony kabel elektryczny lub spuścić zimną wodę z rur grzewczych.
Ogrzewania sieciowego nie mają już całe dzielnice. Tam, gdzie to możliwe, hydraulicy, instalatorzy ogrzewania i elektrycy pracują nad przywróceniem dostaw wody, ciepła i prądu do gospodarstw domowych. Reporterom Deutsche Welle udało się porozmawiać z niektórymi z nich.
„Jesteśmy wyczerpani, ale jedziemy do akcji”
Oleg Karpow prowadzi firmę zajmującą się instalacjami sanitarnymi i grzewczymi. Wraz z zespołem na zlecenie wspólnot mieszkaniowych próbuje przywrócić prąd w wieżowcach.
Jak mówi, ten rok jest dla niego prawdziwym sprawdzianem. Dzień pracy zaczyna o czwartej lub piątej rano, kiedy większość miasta jeszcze śpi, a kończy długo po północy.
Od początku roku zespół Karpowa pracuje całą dobę. Jak mówi przedsiębiorca, jego pracownicy są wyczerpani emocjonalnie i fizycznie. Jednak nawet z 39-stopniową gorączką chodzą do pracy. – Czasami udaje się przespać dwie lub trzy godziny. Wczoraj wróciłem do domu, nawet się nie umyłem, położyłem się spać o drugiej w nocy, a o 5:30 rano mnie obudzono. Jesteśmy zmęczeni i chorzy, ale jedziemy do akcji – mówi Karpow. „Wiemy, że w przeciwnym razie stan budynku i jego mieszkańców jeszcze się pogorszy”.
Karpow jest weteranem wojennym. Został zwolniony z wojska ze względów zdrowotnych. Większość członków jego zespołu to starsi mężczyźni. Niektórzy z nich wrócili z frontu z ciężkimi obrażeniami i borykają się z ograniczeniami fizycznymi.
– Z moich 25 pracowników pozostało ośmiu. Niektórzy są na froncie, inni za granicą. Pracownicy prywatnych firm nie mogą zostać zwolnieni ze służby w armii, tak jak pracownicy przedsiębiorstw państwowych lub komunalnych. Mamy ogromny niedobór personelu. Mam spawacza, który ma 62 lata, i elektryka, który ma ponad 60 lat. Do tego dochodzi osoba z poważną niepełnosprawnością i instalator, który jest uchodźcą wewnętrznym z terenów okupowanych przez Rosję i również ma problemy zdrowotne. Młodzi ludzie nie chcą wykonywać tej pracy, więc my ją wykonujemy – mówi przedsiębiorca.
Zespoły ratownicze złożone z mechaników i elektryków pracują zazwyczaj w bardzo szybkim tempie, aby pomóc jak największej liczbie mieszkańców Kijowa. – Nie ma wystarczającej liczby służb ratowniczych. Dlatego ludzie pracują dwa lub trzy dni bez przerwy. Są bliscy załamania. Dwóch ślusarzy zmarło z przeciążenia. Wielu cierpi na wyczerpanie psychiczne lub odmrożenia – pisze na Facebooku Ołeksij Kuczerenko, poseł i wiceprzewodniczący Komisji ds. Energii, Mieszkalnictwa i Usług Komunalnych.
Burmistrz stolicy, Witalij Kliczko, potwierdził, że w styczniu podczas akcji w mieszkaniu zmarł 60-letni ślusarz. Rada miasta planuje przyznać rodzinom pracowników, którzy zginęli podczas akcji w budynkach mieszkalnych i obiektach komunalnych, jednorazową pomoc finansową w wysokości 50 tysięcy hrywien (ok. 1000 euro).
„Ludzie nas nie doceniają”
Prywatni przedsiębiorcy, tacy jak Oleg Karpow, zajmują się głównie budynkami należącymi do wspólnot mieszkaniowych. Nie otrzymują wyższych wynagrodzeń, ponieważ są związani długoterminowymi planami gospodarczymi. Umowy takie są zawierane na określoną liczbę interwencji, ale nie uwzględniają ekstremalnych sytuacji po rosyjskich nalotach. – Dlatego sam przejmuję prace elektryków lub hydraulików, oszczędzając ich i dając im czas na odpoczynek – mówi.
Najtrudniejsze w tej pracy nie jest jednak całkowite wyczerpanie, stare rury czy przepalone kable. Jak zauważa Karpow, jest to brak podstawowego uznania.
– Ludzie obrażają nas, wyzywają, są agresywni i wymagają od nas zniesienia praw fizyki. W budynku z 300 mieszkaniami może jedna osoba podziękuje. Wszyscy inni twierdzą, że źle wykonujemy pracę. W takich sytuacjach traci się odwagę i człowiek ma ochotę się poddać – przyznaje.
„Wykonuję pracę najlepiej, jak potrafię”
Leonid Kulickij ma 59 lat. Od prawie 30 lat pracuje jako elektryk. Jednak, jak sam mówi, ta zima jest najtrudniejsza w całej jego karierze. Udaje mu się wrócić do domu tylko na kilka godzin, aby odpocząć.
Ponieważ wielu mieszkańców Kijowa nie ma ogrzewania w swoich mieszkaniach z powodu zniszczonych elektrociepłowni, wykorzystują kilka godzin, kiedy jest prąd. Jednak sieci energetyczne nie są przystosowane do jednoczesnej pracy tak wielu energochłonnych urządzeń. – Gdy tylko pojawia się prąd, ludzie włączają wszystko naraz: bojlery, grzejniki i czajniki. W rezultacie przepalają się kable, przewody i skrzynki rozdzielcze. Musimy jednak jeździć do ludzi, ponieważ marzną i bez prądu nie mają nic. Musimy coś zrobić, aby mogli się ogrzać – mówi Kulickij.
Pomimo przeciążenia nie uważa się za bohatera. Jest to obowiązek wobec ludzi, mówi Kulickij, którego syn walczy na froncie. W okopach ukraińscy żołnierze mają jeszcze trudniej. – Rosja doprowadza nas do wyczerpania. Ale my wytrzymujemy – podkreśla. I dodaje: „Wykonuję swoją pracę najlepiej, jak potrafię. Najważniejsze jest to, aby nasze dzieci wyszły z wojny żywe i zdrowe”.
Artykuł ukazał się pierwotnie na stronach Redakcji Niemieckiej DW.
Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na Facebooku! >>