„Wszyscy przegrywają”. Prasa o skutkach wojny z Iranem
4 kwietnia 2026
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” zauważa: „Uderzające jest to, że przede wszystkim Francja (…) podchodzi sceptycznie do kwestii użycia środków wojskowych. Otwarcie cieśniny 'w porozumieniu z Iranem', jak twierdzi Macron, oznaczałoby jednak, że Europejczycy (i Azjaci) musieliby pójść na ustępstwa wobec władz w Teheranie: finansowe, polityczne i gospodarcze. W obecnym stanie rzeczy nadal byłby to ten sam stary reżim, tak problematyczny dla kraju i świata, nawet jeśli Trump twierdzi coś przeciwnego. Jak dotąd usunięto jedynie część kierownictwa, ale nie ideologię czy system. Militarne osłabienie Iranu, które bez wątpienia osiągną Trump i Netanjahu, leży w interesie Europy. Jest to tutaj najczęściej pomijane. Gdyby jednak reżim stał się strażnikiem arterii życiowej światowej gospodarki, byłby to gorzki wynik tej wojny”.
„Augsburger Allgemeine” pisze: „Iran nadal trzyma stery, nawet gdyby działania zbrojne Izraela i USA dobiegły końca. Prezydent USA Trump wprawdzie zapowiedział takie zakończenie, ale co to właściwie znaczy? Niegodziwy irański reżim okazuje się bardziej oporny, niż się spodziewano. Bomby spadające na infrastrukturę cywilną nie robią na nim wrażenia. A presja na światową gospodarkę rośnie z każdym dniem, w którym transportowana jest zbyt mała ilość ropy, tymczasem ceny paliwa na stacjach benzynowych rosną. Środek podjęty w ostatniej chwili przez rząd federalny nie działa. Wkrótce będzie musiał podjąć dalsze działania. Europa i USA powinny jak najszybciej znaleźć wspólne stanowisko w kryzysie w cieśninie Ormuz, ponieważ obecnie mamy do czynienia z klasyczną sytuacją, w której wszyscy przegrywają”.
„Rhein-Neckar-Zeitung” z Heidelbergu stwierdza: „Oczywiste jest, że winę ponosi tu Donald Trump. Ale to nic nie daje. Ta równie sprzeczna z prawem międzynarodowym, co nieprzemyślana wojna z Iranem jeszcze przez jakiś czas będzie napędzać wzrost cen na stacjach benzynowych. Rachunek za to płaci Europa. (…) Co możemy z tym zrobić? Regulacja wzorowana na Austrii, polegająca na podwyższaniu cen tylko raz dziennie, na początku ferii wielkanocnych w każdym razie zawiodła. Od dawna nie było już tak drogo jak teraz. Wszystko inne – podatek od nadzwyczajnych zysków, obniżki podatków czy ryczałty dla osób dojeżdżających do pracy – mija się z sednem problemu. Dodatkowo trzeba pokonać ogromne przeszkody regulacyjne. (…) Bardzo trafna jest propozycja, aby bardziej elastycznie podchodzić do zasad dotyczących pracy zdalnej – podobnie jak w przypadku pandemii koronawirusa. Każdy nieprzejechany kilometr to najlepszy wkład w oszczędzanie energii. A ci, którzy nie mogą wykonywać swojej pracy z domu, potrzebują przecież ulgi. Wojna Trumpa ostatecznie będzie kosztować wszystkich, także niemieckich podatników”.
„Die Rheinpfalz” z Ludwigshafen analizuje: „Niemcy próbują okiełznać rynek paliw kopalnych za pomocą coraz to nowych przepisów. Rezultatem tych wysiłków jest ciągła seria drobnych działań. Przepis dotyczący cen paliwa pokazuje właśnie ograniczoną skuteczność takich pochopnych decyzji. Kto chce trwale zmniejszyć presję na stacjach benzynowych, potrzebuje polityki energetycznej, która jest mniej zależna od ropy naftowej. Do tego czasu obowiązuje zasada: Kto chce zatankować tanio, musi przyjechać na stację benzynową tuż przed dwunastą. Dla wielu osób pracujących zawodowo jest to mniej więcej tak realistyczne, jak spontaniczny spacer w porze południowej na wyspie Sylt”.
Zdaniem „Maerkische Oderzeitung”: „Z pewnością pojawią się teraz nowe dyskusje, czy nie należałoby wprowadzić limitów cenowych lub podatku od nadzwyczajnych zysków, aby odciążyć kierowców. Prawda jest jednak taka: bez działań na rzecz oszczędzania energii, zwłaszcza w transporcie, nie da się tego osiągnąć. Rząd musi w końcu to zrozumieć. Szef partii Zielonych Felix Banaszak i ekspertka ds. gospodarki Veronika Grimm zaapelowali teraz o wprowadzenie tymczasowego ograniczenia prędkości – co, jak wiadomo, budzi kontrowersje. Według automobilklubu ADAC można by jednak zaoszczędzić nawet 20 procent paliwa, jeżdżąc 130 zamiast 150 km/h. W ujęciu ogólnym mogłoby to mieć znaczenie. Sensowny byłby tu pakiet środków, zawierający zarówno ograniczenia, jak i ulgi – oczywiście na czas określony. Ale jedno jest jasne: świat pogrążony jest w kryzysie energetycznym. Naiwnością byłoby wierzyć, że uda się przetrwać ten czas bez żadnych ograniczeń”.
Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!