1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Koniec przytakiwania. Friedrich Merz krytykiem Trumpa?

Christoph Hasselbach | Nina Werkhäuser
18 marca 2026

Kanclerz Niemiec długo wykazywał zrozumienie dla działań prezydenta USA. W sprawie Iranu dystansuje się jednak od Donalda Trumpa.

Donald Trump i Friedrich Merz podczas rozmowy w Waszyngtonie
Donald Trump i Friedrich Merz podczas rozmowy w WaszyngtonieZdjęcie: Guido Bergmann/BPA/dts Nachrichtenagentur/IMAGO

Stosunek Friedricha Merza do prezydenta USA przeszedł już podwójną przemianę. Rok temu Merz prezentował się jako ostry krytyk Donalda Trumpa. Potem nastąpił długi okres zbliżenia, który przeciwnicy polityczni nazwali wręcz podlizywaniem się. Kulminacją tego procesu była wizyta w Białym Domu na początku marca. Kanclerz wyraził tam zrozumienie dla amerykańsko-izraelskich ataków na Iran, w wyniku których celowo zabito również ajatollaha Ali Chameneiego. Merz wyraźnie nie chciał pouczać Trumpa w kwestiach prawa międzynarodowego.

Teraz niemiecki kanclerz robi krok wstecz i otwarcie mówi, że Trump posuwa się w sprawie Iranu zdecydowanie za daleko.

Merz: nie weźmiemy udziały w tej wojnie

W ostatnich dniach polityczny Berlin zadawał sobie jedno pytanie: Czy Bundeswehra weźmie udział w zabezpieczaniu Cieśniny Ormuz? Kanclerz udzielił jednak jasnej odpowiedzi: – Stany Zjednoczone Ameryki i Izrael nie konsultowały się z nami przed tą wojną. W sprawie Iranu nigdy nie podjęto wspólnej decyzji dotyczącej tego, czy w ogóle należy to robić – powiedział Merz.
– Dlatego też nie pojawia się pytanie, w jaki sposób Niemcy zaangażują się w to militarnie. Nie zrobimy tego.

Trump, żądając pomocy europejskich sojuszników, ostrzegał, że NATO czeka ponura przyszłość, jeśli nie pomoże w zabezpieczeniu Cieśniny Ormuz, która ma kluczowe znaczenie dla transportu ropy.

Ale rząd w Berlinie odpowiada jasno. Zadaniem NATO jest obrona terytorium sojuszu – podkreślił rzecznik Merza. Jak dodał, Cieśnina Ormuz nie leży na tym terytorium.

Stanowisko to potwierdził minister obrony Boris Pistorius. – To nie jest nasza wojna, to nie my ją rozpoczęliśmy. Chcemy rozwiązań dyplomatycznych i szybkiego zakończenia konfliktu, ale wysłanie kolejnych okrętów wojennych do regionu w żadnym wypadku nie przyczyni się do tego – powiedział.

Pistorius uważa również, że istniejąca misja UE „EUNAVFOR ASPIDES”, o której wspomnieli przedstawiciele UE, nie jest odpowiednia. Misja ta ma na celu zabezpieczenie szlaków morskich na Morzu Czerwonym. Sytuacja w Cieśninie Ormuz jest natomiast zupełnie inna pod względem geopolitycznym i militarnym, zaznaczył niemiecki polityk.

Wysokie ceny ciążą gospodarce

Już od kilku dni Merz jest na kursie konfrontacyjnym z Trumpem. – Z każdym kolejnym dniem wojny pojawia się coraz więcej pytań. Przede wszystkim niepokoi nas fakt, że najwyraźniej nie ma wspólnego planu (USA i Izraela) dotyczącego tego, jak szybko doprowadzić tę wojnę do przekonującego zakończenia – powiedział.

Merz dodał, że niekończąca się wojna nie leży w interesie Niemiec. Ostrzegł przed daleko idącymi konsekwencjami dla Europy, między innymi w obszarach bezpieczeństwa, zaopatrzenia w energię i migracji.

Szczególnie gwałtowny wzrost cen ropy pokazuje, jak bezpośredni wpływ wojna ma również na Niemcy. I właśnie to uderza Merza w czuły punkt, ponieważ ożywienie gospodarcze jest obecnie jego najważniejszym celem politycznym. Nawet bez wojny w Iranie, wychodzenie Niemiec z recesji przebiega z trudem i jest możliwe jedynie dzięki ogromnemu nowemu zadłużeniu. Firmy upadają jedna po drugiej, przenoszą swoją działalność za granicę, a bezrobocie rośnie.

Ceny na niemieckich stacjach benzynowych biją rekordyZdjęcie: Rene Traut/IMAGO

Instytut Ifo przedstawił właśnie prognozę dotyczącą potencjalnego wpływu wojny w Iranie na niemiecką gospodarkę. Wojna spowolni ożywienie gospodarcze i podsyci inflację. Instytut Ifo uważa, że w przypadku szybkiego zakończenia wojny wzrost gospodarczy w bieżącym roku spadnie o 0,2 proc., osiągając wówczas poziom 0,8 proc. Gdyby wojna trwała dłużej, należałoby odjąć 0,4 proc. od prognozowanego wzrostu.

Dylemat Merza

Merz zdaje sobie sprawę, że sytuacja gospodarcza może zadecydować o sukcesie lub porażce jego rządu – a także odegra ważną rolę w zbliżających się wyborach lokalnych. Po wyborach w Badenii-Wirtembergii na początku marca, gdzie jego chadecka CDU nieznacznie przegrała z Partią Zielonych, 22 marca odbędą się wybory w Nadrenii-Palatynacie, a we wrześniu wybory w Saksonii-Anhalt i Meklemburgii-Pomorzu Przednim we wschodnich Niemczech.

W obu tych landach, według sondaży, znacznie prowadzi skrajna Alternatywa dla Niemiec (AfD), która i tak opowiada się za zniesieniem sankcji wobec Rosji. Fakt, że teraz również Donald Trump chce zawiesić sankcje w sektorze energetycznym, aby złagodzić presję na ceny, działa na korzyść AfD w kampanii wyborczej.

Oznacza to podwójny dylemat dla Friedricha Merza. Chce on utrzymać sankcje wobec Moskwy, aby nadal wywierać presję na Rosję w związku z wojną w Ukrainie. Jednak znaczna większość społeczeństwa niemieckiego oczekuje od rządu przede wszystkim podjęcia działań w sprawie wysokich cen energii.

Europa myśli podobnie

Sondaże wskazują ponadto na zdecydowany sprzeciw społeczeństwa Niemiec wobec udziału ich kraju w wojnie z Iranem. To drugi dylemat dla kanclerza: pragnie on bowiem prezentować się jako niezawodny sojusznik Stanów Zjednoczonych. Po tym, jak z trudem – i być może dużym politycznym kosztem – zbudował dobre relacje z Trumpem, teraz znów czuje się zmuszony do wycofania się.

Odmawiając udziału wojskowego, Merz nie jest jednak osamotniony w Europie. Wielka Brytania i Francja, dysponujące potężnymi siłami morskimi, jak dotąd też są powściągliwe. Gotowość do pójścia u boku USA na wojnę, którą Trump rozpoczął samodzielnie, jest tam, podobnie jak w Niemczech, bardzo niewielka.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>

Artykuł ukazał się pierwotnie na stronach Redakcji Niemieckiej DW

Pomiń następną sekcję Dowiedz się więcej