1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Korea Płn. Skąd bierze się nienawiść do USA?

Matthias von Hein
12 sierpnia 2017

Społeczeństwo Korei Płn. od 60 lat żyje w nienawiści do USA. Propaganda działa, ponieważ wciąż żywa jest pamięć wojny koreańskiej, zakonserwowana w latach 50.

Nordkorea Anti-USA Propagandaposter
Zdjęcie: picture-alliance/CPA Media Co. Ltd

Korea Płn. to kraj niewyobrażalnego, notorycznego niedostatku. Ale jedno, co bezbłędnie tam działa, to skuteczna maszyneria propagandowa. Już w przedszkolu i podręcznikach szkolnych podsyca się nienawiść do Stanów Zjednoczonych połączoną ze strachem przed „imperialistycznym agresorem” z Waszyngtonu. Skutecznie pomaga to propagandzie opierającej się na kolektywnym doświadczeniu wojny koreańskiej. Wojna ta wyciska piętno na realiach życia i świadomości ludzi w Korei Płn. do dziś, także z tego względu, że wcale się nie skończyła. Nigdy nie zawarto traktatu pokojowego. Na 38. równoleżniku od ponad 60 lat mówi się tylko o zawieszeniu broni.

Granica podzielonego krajuZdjęcie: picture-alliance/D. Kalker

Ale wracając do początków trzeba podkreślić, że wojna ta została wywołana przez Północ Korei. Wojska północnokoreańskie 25 czerwca 1950 przekroczyły 38. równoleżnik. Pjongjang chciał w ten sposób wymusić zjednoczenie półwyspu podzielonego od czasów II wojny światowej. Jeżeli obecnie amerykański prezydent Donald Trump grozi Korei Płn. „ogniem, gniewem i nieokiełznaną potęgą”,  podkreślając że z Koreą Płn. „mogą stać się rzeczy, których nawet sobie nie wyobraża”, to słowa te wpisują się zarówno w narrację Pjongjangu jak i w historyczne doświadczenia tego państwa.

Kiedy amerykański szef departamentu obrony James Mattis ostrzega północnokoreańskich przywódców przed „wyniszczeniem własnego narodu”, zrozumiałe jest, że odnawia się podsycana przez propagandę narodowa trauma.

Dywanowe naloty

Południowokoreańscy jeńcy wojenni w obozie w Korei Płn.,1950 Zdjęcie: picture-alliance/dpa

Wyniszczenie narodu Północni Koreańczycy już raz przeżyli w latach 1950-53. Były to trzy lata nalotów dywanowych. Korea Płn. była bezustannie atakowana z powietrza przez amerykańskie myśliwce, bez cienia litości dla ludności cywilnej – jak podkreśla amerykański historyk Bruce Cumings, klasyfikujący te działania jako zbrodnię wojenną. W tamtym czasie na Koreę Płn. Amerykanie zrzucili więcej bomb i napalmu niż w II wojnie światowej w walce z Japończykami w regionie Pacyfiku. Na skutek tych ataków zginęło około 20 proc. ludności. Te dane szacunkowe pochodzą od generała Curtisa LeMaya, który w czasie wojny koreańskiej kierował strategicznym dowództwem sił powietrznych. Jak sam powiedział w wywiadzie z 1984 r., „bombardowaliśmy każde miasto na ten czy inny sposób, także kilka miast w Korei Płd. Przez pomyłkę zniszczyliśmy nawet Pustan w Korei Płd.”.

Ówczesny szef departamentu stanu Dean Rusk, który w czasie wojny koreańskiej w departamencie stanu odpowiedzialny był za Azję Wschodnią, stwierdził, że pomiędzy 38. równoleżnikiem i chińska granicą bombardowaliśmy każdą cegłę i wszystko co się poruszało. Mieliśmy totalną przewagę sił powietrznych i zrównaliśmy Koreę Płn. z ziemią”.

MacArthur chciał rzucić bombę atomową

Amerykanie bombardowali dywanowoZdjęcie: AFP/Getty Images

Północni Koreańczycy słyszeli także już groźby użycia broni atomowej z ust amerykańskiego generała Douglasa MacArthura. Głównodowodzący wojsk alianckich w obszernym wywiadzie z 1954 r. wyraził rozczarowanie faktem, że nie pozwolono mu zrealizować planu zakończenia wojny w ciągu 10 dni. Plan ten przewidywał użycie 30 do 50 bomb atomowych. Dodatkowo jeszcze MacArthur chciał na granicy Korei Płn. z Chinami zrobić zakazaną strefę. W pasie szerokości 5 km na granicznej rzece Yalu chciał rozrzucić radioaktywny kobalt, co miało powstrzymać Chiny przed dalszym wspieraniem Korei Płn. Departament Stanu i ONZ udaremniły jednak ten plan.

Do kłopotliwych historycznych prawd, o których na Zachodzie chętnie się zapomina, należy pamięć, która żywa jest w Korei Płn., m.in. o masakrach dokonywanych przez amerykańskich żołnierzy w No Gun Ri. Świat dowiedział się w roku 1999, że pod mostem rozstrzelano tam setki uciekających ludzi.

Jednak jeszcze gorsze były antykomunistyczne czystki w południowokoreańskiej armii. Tuż po rozpoczęcie wojny w południowej części Korei dokonywano egzekucji prawdziwych lub domniemanych komunistów i sympatyków Korei Płn. – Za wiedzą i na oczach amerykańskich oficerów. Relacje i zdjęcia dokumentujące te zbrodnie przez całe dziesięciolecia były trzymane pod kluczem. Udostępniono je dopiero w roku 2008 r. Komisja Prawdy i Pojednania powołana przez byłego prezydenta Roh Moo-Hyuna, który był wcześniej działaczem obrony praw człowieka, oszacowała liczbę ofiar tych czystek na prawie sto tys. Niektóre z tych masakr przypisywano Północnym Koreańczykom, którzy sami też dokonywali brutalnych czystek.

Matthias von Hein / Małgorzata Matzke

 

Pomiń następną sekcję Dowiedz się więcej