1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW
HandelEuropa

„Made in EU”. Bruksela chce wspierać europejską produkcję

Monika Margraf opracowanie
4 marca 2026

Komisja Europejska ogłosiła propozycję nowych przepisów, które wprowadzają zasadę „wyprodukowano w EU” w zamówieniach publicznych.

Fabryka VW w Emden w Niemczech. Nowe prawo UE ma wesprzeć unijnych producentów
Fabryka VW w Emden w Niemczech. Nowe prawo UE ma wesprzeć unijnych producentówZdjęcie: Sina Schuldt/dpa/picture alliance

Zaproponowany dziś (4.03.2026) Akt o akceleratorze przemysłowym (IAA) ma pomóc wzmocnić przemysł unijny w obliczu zaciekłej konkurencji ze strony Chin. Plany te były od miesięcy wstrzymywane na skutek sporów i krytyki m.in. ze strony Niemiec. Niektórzy uważają propozycje za nadmiernie protekcjonistyczne.

Jeśli chodzi o sektory strategiczne, takie jak motoryzacja, zielone technologie i stal, propozycja KE stanowi kluczowy element dążeń Unii do odzyskania przewagi konkurencyjnej, zmniejszenia zależności i zapobieżenia utracie miejsc pracy.

„To, co dziś przedstawiam, to coś więcej niż tylko zmiana procedur operacyjnych. To zmiana doktryny – zmiana, która jeszcze kilka miesięcy temu była nie do pomyślenia” – powiedział w środę  komisarz ds. strategii przemysłowej Stéphane Sejourne.

 

Przepisy mają na celu zapewnienie, że inwestycje publiczne i zagraniczne będą wspierać produkcję w 27 państwach bloku. W tym celu firmy, które chcą otrzymać publiczne środki, muszą spełnić minimalne progi dla części wyprodukowanych w UE, a inwestycje firm zagranicznych uzależnić od spełnienia konkretnych warunków, w tym zatrudniania pracowników z UE.

Komisja Europejska poinformowała, że ​​pakiet ma na celu zwiększenie udziału przemysłu wytwórczego w PKB UE do 20 proc. do 2035 r., w porównaniu z około 14 proc. w 2024 r.

Stawką jest około 600 tys.  miejsc pracy, które według prognoz Brukseli mogą zostać utracone w ciągu następnej dekady, jeśli recesja przemysłowa w UE będzie się utrzymywać na obecnym poziomie.

„Made in EU”. Co to znaczy?

Przepisy miały zostać opracowane już w zeszłym roku. Wspierała je Francja, ale podczas prac pojawiły się spory, m.in. o zasięg geograficzny produktów uznawanych, za wyprodukowane w Europie. Sceptycy, w tym Niemcy, argumentowali, że definicją powinni zostać objęci partnerzy handlowi. Bruksela ostatecznie zdecydowała się na kompromis oparty na zasadzie wzajemności: kraje, które zawarły z UE umowy umożliwiające europejskim firmom dostęp do publicznych pieniędzy na równi z lokalnymi firmami w danych sektorach, zostaną włączone.

Inne kraje – takie jak Kanada – które preferują lokalnych producentów, zostaną pominięte, chyba że zmienią taktykę – zapowiedział komisarz, zauważając, że przepisy będą wykorzystywane jako narzędzie handlowe do negocjowania lepszego dostępu dla firm z UE.

Jeszcze przed publikacją plany wzbudziły obawy wśród partnerów zagranicznych, w tym Wielkiej Brytanii, Japonii i Turcji. Pełna lista państw, które weszły do ​​programu, a które go nie weszły, nie jest jeszcze dostępna.

Nowe rozwiązania mają też na celu przyspieszenie dekarbonizacji przemysłu i miałyby zastosowanie do „sektorów strategicznych”: stali, cementu, aluminium, motoryzacji i technologii o zerowej emisji netto.

Rządy przeznaczające środki na projekty infrastrukturalne będą musiały się upewnić, że obejmują one minimalny udział europejskiej stali niskoemisyjnej, cementu i aluminium, między innymi.

Producenci pojazdów elektrycznych będą musieli zagrawarantować, że co najmniej 70 proc. podzespołów ich samochodów jest produkowanych w UE, jeśli zechcą uzyskać dostęp do środków publicznych.

Podobne zasady będą miały zastosowanie do akumulatorów, energii słonecznej, wiatrowej i jądrowej.

Obrona przed agresywną konkurencją z Chin

Akt ma również na celu zapewnienie, że zagraniczne firmy będą współpracować z europejskimi firmami, jeśli zechcą założyć działalność w Unii.

W tym celu nakłada ona warunki na zagraniczne inwestycje przekraczające 100 mln euro (116 milionów dolarów) w „rozwijające się sektory strategiczne”, takie jak akumulatory i pojazdy elektryczne i dotyczące inwestorów z kraju, który posiada ponad 40 procent globalnych mocy produkcyjnych w danym sektorze (czyli Chin). Aby takie projekty mogły zostać zrealizowane w UE, zagraniczni inwestorzy muszą spełnić cztery z sześciu warunków, w tym zatrudniać co najmniej 50 procent pracowników z UE, posiadać nie więcej niż 49 procent udziałów w powiązanej firmie w UE oraz przekazywać know-how.

Chiny budują farmy wiatrowe w Europie. Co na to Unia?

03:23

This browser does not support the video element.

Ma to na celu przeciwdziałanie przypadkom, w których chińskie firmy tworzyły w UE zakłady zatrudniające głównie chińskich pracowników, z „bardzo niewielką lokalną wartością dodaną” – wyjaśnia w rozmowie z AFP jeden z unijnych urzędników. Plany te mają też pobudzić rozwój unijnych zielonych technologii i chronić producentów przed nieuczciwą konkurencją ze strony mocno dotowanych chińskich rywali. A także zapewnić pieniądze podatników w UE były „strategicznie wykorzystywane do wzmocnienia europejskiej bazy przemysłowej – a nie do subsydiowania chińskiej nadwyżki mocy produkcyjnych” – mówi Neil Makaroff z think tanku Strategic Perspectives.

Niektórzy eksperci kwestionują działania UE. „Jeśli celem polityki jest zapewnienie, że nasz przemysł nie zostanie zniszczony przez Chiny, myślę, że dysponujemy lepszymi instrumentami” – powiedział Niclas Poitiers, specjalista ds. handlu międzynarodowego w think tanku Bruegel.

Akt przyspieszenia przemysłu musi być ostatecznie zatwierdzony przez państwa członkowskie UE i europarlament.