Maryja Kalesnikawa w Berlinie: nowe życie na wolności
16 lutego 2026
Maryja Kalesnikawa otwiera drzwi swojego berlińskiego mieszkania. Uśmiech, charakterystyczna czerwona szminka, całkowicie czarny strój i serdeczny uścisk – tak wita dziennikarzy, których zaprosiła na rozmowę. Jest wśród nich również reporterka DW. – Czy przeszkadza wam muzyka klasyczna? – pyta Białorusinka i zostaje poproszona o ściszenie stacji radiowej nadającej muzykę klasyczną, aby umożliwić nagrywanie rozmowy.
W 2020 roku Kalesnikawa wraz ze Swiatłaną Cichanouską i Weroniką Cepkałą przewodziła protestom przeciwko reżimowi Aleksandra Łukaszenki na Białorusi. W szczytowym momencie protestów została zatrzymana przez siły bezpieczeństwa i przewieziona do granicy z Ukrainą. Kalesnikawa jednak podarła swój paszport, wyskoczyła z samochodu przez otwarte okno i pieszo wróciła na Białoruś. Ostatecznie została oskarżona o „spisek w celu przejęcia władzy” i skazana na 11 lat więzienia.
W połowie grudnia 2025 roku Kalesnikawa została zwolniona z białoruskiego więzienia w wyniku negocjacji między rządem USA a Łukaszenką. Łącznie uwolniono 123 więźniów politycznych. Ponad 1100 osób nadal przebywa w areszcie.
Sankcje uderzają w zwykłych ludzi
Obecnie flecistka mieszka w mieszkaniu przyjaciół, ale szuka swojego lokum w Berlinie. Była więźniarka polityczna przybyła na zaproszenie rządu do stolicy Niemiec, gdzie najpierw otrzymała pomoc medyczną. – Są problemy zdrowotne, które z czasem ustąpią. Czuję się znacznie lepiej niż przez ostatnie pięć lat – mówi. W więzieniu, gdzie spędziła miesiące w izolacji, ciężko zachorowała, a jej życie było zagrożone. Kobieta musiała przejść operację w szpitalu. Przed aresztowaniem była zdrowa.
Obecnie jest zależna finansowo od swojej rodziny, nie otrzymuje wsparcia od państwa niemieckiego. – Mam jednak możliwość podjęcia pracy i oczywiście zamierzam to zrobić – mówi. Maryja Kalesnikawa jeszcze nie załatwiła wszystkich formalności urzędowych. Ma już paszport dla cudzoziemców z wizą i będzie mogła z nim podróżować. Nie ma białoruskiego dowodu osobistego. Po nagłym zwolnieniu więźniowie polityczni zostali wydaleni z kraju bez dokumentów.
– Wszystkie pozostałe dokumenty są w trakcie przygotowywania. Strona niemiecka bardzo mnie wspiera, za co jestem bardzo wdzięczna. Trwają również prace nad rozwiązaniem problemów z bankiem – mówi. Podczas pobytu w więzieniu jej niemieckie konto zostało zablokowane, ponieważ jako obywatelka Białorusi również podlega sankcjom. W związku z napastniczą wojną Rosji przeciwko Ukrainie i wsparciem Białorusi dla rosyjskiej agresji Unia Europejska wprowadziła szereg sankcji wobec obu krajów.
Co Europa może zrobić dla Białorusinów?
Jak podkreśla Maryja Kalesniakawa, sprawa jej konta bankowego pokazuje, że sankcje dotykają przede wszystkim zwykłych obywateli. Nie dotkną Aleksandra Łukaszenki, Władimira Putina, ani ich przedstawicieli. – Nie mogę narzekać, otrzymuję wsparcie od tak wielu osób. Ale tysiące Białorusinów go nie otrzymują. Politycy w Europie i Niemczech nie znają cierpień Białorusinów. Między nimi a białoruskim uchodźcą istnieje ogromna przepaść – żali się.
Aby ją zmniejszyć, zaleca europejskim politykom, aby „w momencie, gdy pojawi się kwestia inicjatyw dyplomatycznych między UE a Łukaszenką”, dążyli do osiągnięcia trzech celów: uwolnienia więźniów, zakończenia represji i zniesienia izolacji Białorusinów.
Według Kalesnikawej najważniejsze jest teraz uwolnienie więźniów politycznych, ponieważ życie ludzkie jest bezcenne. – Wszyscy krytykują mnie za to, że podziękowałam Łukaszence. Podziękowałabym nawet diabłu, gdyby dzięki temu ludzie zostali uwolnieni – powiedziała podczas konferencji prasowej po wyjściu na wolność.
Ostrzega również, że izolacja kraju może spowodować, że Białorusini zwrócą się w stronę Rosji. – Ważne jest, aby położyć kres izolacji kraju. Jak się okazuje, służy ona tylko Putinowi – mówi. Jej zdaniem Białorusini, którzy nie studiują za granicą, nie podróżują do UE i nie mają kontaktu z kulturą europejską, w końcu zwrócą się ku Wschodowi. – To poważny problem, który oznacza nie tylko utratę suwerenności gospodarczej, ale także całkowitą utratę suwerenności – twierdzi opozycjonistka.
Zaskakująca popularność
Przed rokiem 2020 Maryja Kalesnikawa mieszkała przez 13 lat w Niemczech. – Jestem dobrze zintegrowana z niemieckim społeczeństwem i mam tu wielu przyjaciół. Tworzymy dużą społeczność artystów i to jest nasza siła. W ciągu ostatnich sześciu lat pracowali nad dziesiątkami projektów poświęconych mojej osobie, zwracając w ten sposób uwagę na więźniów politycznych na Białorusi – opowiada.
Od czasu wywiadów dla niemieckich mediów Kalesnikawa jest coraz częściej rozpoznawana na ulicach Berlina. – Ludzie podchodzą do mnie i mówią, że wspierają Białoruś i wierzą, że kraj ten będzie wolny. Nie jestem do tego przyzwyczajona. Ale oczywiście miło jest, gdy ludzie mnie rozpoznają i od razu zaczynają rozmawiać o Białorusi – mówi kobieta. Podkreśla, że czuje się bezpiecznie w Niemczech. – Nie mam tu ochroniarzy, ale przestrzegam pewnych zasad.
„Byliśmy bliżej zmiany niż kiedykolwiek”
W rozmowie Kalesnikawa porusza również temat protestów z 2020 roku, które były skierowane przeciwko sfałszowanym wyborom prezydenckim przez przywódcę Białorusi Łukaszenkę. W rezultacie doszło do bezprecedensowych represji ze strony reżimu. Tysiące ludzi zostało aresztowanych, a około pół miliona Białorusinów uciekło za granicę w obawie przed prześladowaniami. Nawet sześć lat później na Białorusi nadal dochodzi do aresztowań za udział w protestach.
Na pytanie, w jakim stopniu czuje się współodpowiedzialna za tamte wydarzenia, Kalesnikawa odpowiada: - Nie żałuję niczego. Wszyscy Białorusini widzieli, że w 2020 roku byliśmy bliżej zmiany niż kiedykolwiek wcześniej – i to nie poprzez krwawą rewolucję, ale drogą demokratyczną. To, że Łukaszenko tak bardzo się przestraszył i uciekł się do takiej przemocy, to już inna sprawa. Nikt z nas nie ponosi za to winy. Decyzję o więzieniu, biciu i maltretowaniu ludzi podejmują niektórzy urzędnicy, siły bezpieczeństwa i Aleksander Łukaszenko.
Po trzech godzinach bardzo osobistej rozmowy, Kalesnikawa pokazuje gościom swój flet. Instrument ten pochodzi jeszcze z czasów, gdy studiowała i grała w Stuttgarcie. Wkrótce da koncert w Berlinie. – Nie mogę się doczekać, aby ponownie spotkać się z wami wszystkimi 9 kwietnia – dodaje opozycjonistka.
Artykuł ukazał się pierwotnie na stronach Redakcji Niemieckiej DW.