Moda przeciw faszyzmowi
13 lipca 2026
W ostatnich latach sprzedaż gadżetów związanych z prawicowym ekstremizmem stała się w Niemczech dochodowym biznesem. Niektóre osoby działające w tym środowisku osiągają znaczne zyski ze sprzedaży odzieży, akcesoriów i innych produktów. Często są one opatrzone symbolami lub hasłami, które dla osób z zewnątrz wydają się nieszkodliwe, lecz w kręgach prawicowych ekstremistów niosą ze sobą jasny, konkretny przekaz.
Ponieważ wiele symboli z czasów nazistowskich jest w Niemczech zakazanych, sprzedawcy coraz częściej sięgają po zakodowane określenia, by obejść prawo. Nazwisko „Hitler” zastępowane jest skrótem „HTLR”, a słowo „Hakenkreuz” (swastyka) – zapisem „HKNKRZ”.
Kampania „Recht gegen rechts” (Prawo przeciw prawicy) znalazła nietypowy sposób na walkę z tą luką prawną: przejmuje ona prawa do symboli nazistowskich, zakodowanych haseł ekstremistycznych oraz nazw firm związanych z prawicowym ekstremizmem, rejestrując je jako znaki towarowe w europejskim urzędzie patentowym. Inicjatywa „Prawo przeciwko prawicy” została zainicjowana w 2021 roku przez niemiecką agencję reklamową Jung von Matt we współpracy z hamburską organizacją non-profit „Laut gegen Nazis” (Głośno przeciw nazistom).
Sklepy prawicowych ekstremistów
Jeśli sprzedawcy związani z prawicowym ekstremizmem będą nadal bez zezwolenia oferować produkty opatrzone nowo chronionymi nazwami lub hasłami, mogą narazić się na konsekwencje prawne – w tym na odpowiedzialność odszkodowawczą za każdy sprzedany egzemplarz. – Te sklepy internetowe nie działają w darknecie; funkcjonują w zwykłym internecie. Wystarczy tylko znaleźć odpowiednie adresy URL – wyjaśnia Simon Knittel z agencji Jung von Matt.
Jednak osobom spoza środowiska skrajnej prawicy niełatwo jest trafić na te sklepy. W trakcie badań zespół wspierali Jörn Menge – założyciel inicjatywy „Głośno przeciwko nazistom”– oraz Philip Schlaffer, były neonazista i właściciel sklepu internetowego, który obecnie działa jako prelegent i aktywista walczący z prawicowym ekstremizmem.
– W zasadzie można znaleźć te sklepy, jeśli wie się, jakich słów kluczowych użyć. Wiele z nich ma obecnie siedziby za granicą – powiedział Schlaffer w rozmowie z DW. – Przekształciło się to w globalny biznes, w którym obracane są ogromne sumy pieniędzy.
Kreatywnie i skutecznie
Zespół zidentyfikował ponad 35 sklepów internetowych, z których każdy oferował przeszło tysiąc produktów, a następnie ustalił, które znaki towarowe najlepiej będzie wykorzystać.
Zdaniem Schlaffera przyjęte w kampanii podejście jest zarówno kreatywne, jak i skuteczne. – Neonaziści nie powinni czuć się bezpiecznie; muszą mieć świadomość, że ich pomysły – te, które sprzedają – mogą zostać im odebrane, a produkty usunięte z sieci. To pozbawia ich poczucia bezpieczeństwa – twierdzi.
I rzeczywiście, dokładnie to zaobserwowano w praktyce po zarejestrowaniu pierwszego znaku towarowego. – Gdy opublikowaliśmy pierwszy komunikat prasowy informujący o rejestracji znaku, wystarczyło zaledwie 30 minut, by marka zniknęła ze wszystkich sklepów internetowych. Nie musieliśmy nic robić – wyjaśnił Knittel. – Zrobili to dobrowolnie, wiedząc, że mamy nad nimi realną przewagę i nie chcąc przegrać ewentualnego procesu sądowego.
Każde kolejne zgłoszenie znaku towarowego spotykało się z taką samą reakcją: produkty były natychmiast usuwane z oferty. – Z czasem wystarczyło już tylko dziesięć minut, a nie trzydzieści. Dla nas był to dowód na to, że znaleźliśmy rozwiązanie, które naprawdę działa – powiedział Knittel.
Sposób, w jaki Niemcy podchodzą do kwestii symboliki nazistowskiej, odzwierciedla historię tego kraju oraz podejmowane przez niego starania, by zapobiec odrodzeniu się narodowego socjalizmu. Zgodnie z artykułem 86a niemieckiego kodeksu karnego, publiczne prezentowanie lub rozpowszechnianie symboli organizacji uznanych za niezgodne z konstytucją jest co do zasady zakazane. Dotyczy to symboli związanych z NSDAP – takich jak swastyka, insygnia SS czy salut hitlerowski – z wyjątkiem sytuacji, w których są one wykorzystywane w celach edukacyjnych, badawczych lub dokumentacyjnych. Naruszenie tych przepisów może skutkować grzywną, a nawet karą pozbawienia wolności. Niemcy stosują jedne z najbardziej rygorystycznych na świecie rozwiązań prawnych dotyczących symboliki ekstremistycznej.
Przekształcanie rasistowskich haseł w antyfaszystowskie przesłania
Inicjatywa „Prawo przeciw prawicy” poszła o krok dalej, przekształcając neonazistowskie hasła w wymowne produkty o charakterze antynazistowskim. Kampania doprowadziła również do przejęcia praw do znaku towarowego oraz domeny internetowej sklepu „Druck18” – dużego sprzedawcy neonazistowskich gadżetów, prowadzonego przez prawicowego ekstremistę Tommy'ego Frencka.
Sklep „druck18.com” oferował produkty z ekstremistycznymi i ksenofobicznymi hasłami, w tym artykuły odwołujące się do nostalgii za czasami nazizmu. Inicjatywa „Recht gegen rechts” zastąpiła go własnym sklepem internetowym, sprzedającym produkty antynazistowskie i antyrasistowskie. Można w nim kupić na przykład bluzę z napisem „HKN KRZ” – będącym skrótem od słowa Hakenkreuz (swastyka) – opatrzonym przekreślonymi literami oraz następującym tekstem: „Dzięki prawu o znakach towarowych: zarejestrowaliśmy ten nazistowski kod jako znak towarowy, aby naziści nie mogli go rozpowszechniać”.
Ponieważ zgodnie z prawem nowe znaki towarowe muszą być wykorzystywane komercyjnie w ciągu pięciu lat, zespół musiał wykazać się kreatywnością. – Musieliśmy znaleźć sposób, by wprowadzić (te nazistowskie hasła – przyp. red.) do obrotu handlowego, nie wywołując przy tym skandalu związanego z nazizmem czy czegoś w tym rodzaju. Dlatego odwróciliśmy ich znaczenie i umieściliśmy je na koszulkach – mówi Knittel.
O tym, jak trudno jest powstrzymać handel prowadzony przez środowiska skrajnie prawicowe, świadczy fakt, że sklep internetowy Frencka znów jest dostępny – tyle że pod inną domeną.
Wyzwania prawne
Kampania uzyskała dotychczas prawa do sześciu znaków towarowych i pracuje nad kolejnymi. – To dość skomplikowane: rejestracja znaku towarowego może potrwać nawet sześć miesięcy i kosztuje 1600 euro, a nigdy nie ma pewności, czy uda się go faktycznie zarejestrować – wyjaśnia Knittel. Inicjatywa „Prawo przeciwko prawicy” finansuje swoje działania wyłącznie z darowizn. Agencja Jung von Matt pracuje całkowicie pro bono.
Nękanie w postaci nienawistnych listów i e-maili jest na porządku dziennym, a organizatorzy kampanii poszukują obecnie darczyńców, których nazwiska mogłyby zostać wykorzystane w procesie rejestracji, ponieważ każdy znak towarowy musi być zarejestrowany na konkretną osobę fizyczną.
„Głośno przeciwko nazistom” prowadzi również spór prawny z Tommym Frenckiem, właścicielem oryginalnej marki „Druck 18”. Próbował on uzyskać sądowy zakaz używania przez nich tej nazwy, ale przegrał zarówno w pierwszej instancji, jak i w postępowaniu odwoławczym.
Co więcej, niektórych haseł używanych przez neonazistów nie da się chronić prawem znaków towarowych. – Istnieją więc kody, wobec których jesteśmy bezsilni – tłumaczy Knittel. – Ale ostatecznie chodziło o uświadomienie opinii publicznej i politykom, że takie kody w ogóle istnieją.