Monachium - metropolia nad Izerą
20 stycznia 2006
„Od Monachium bije blask. Ponad placami i białymi kolumnadami świątyń, wzorowanymi na starożytności monumentami i barokowymi kościołami, fontannami, pałacami i ogrodami rozpina się niebo mieniące się niczym jedwab” - tak o Monachium pisał w 1902 roku Tomasz Mann. I blask ten pozostał do dziś – pomimo wszystkich złośliwych epitetów, jakimi określa się to miasto: „mega-wsi”, „koloni artystów”, „federalnej gospody” czy shopping-mall dla miłośników skórzanych spodenek i piwnych kufli. Lecz fakty mówią same za siebie: Monachium jest trzecim co do wielkości niemieckim miastem, z największym zagęszczeniem „singli” i najbardziej słonymi czynszami. Ale to nie tylko miasto czerpiące swą sławę z tradycji i folkloru: to także baza dla BMW i Siemensa i 4000 innych firm z branży inżynierii genetycznej, zbrojeń, mikroelektroniki czy nano-technologii. W skali całej Europy to tu skupia się najwięcej firm high-tech. Tu nie tylko zarabia się pieniądze – tu także się je wydaje.
Monachium nazywane jest także najbardziej wysuniętym na północ miastem włoskim – i pod względem architektury, stylu życia i konsumpcji. Nawet na ulicy czy w lokalach zauważa się panującą tu pogodną, rozbawioną i luźną atmosferę. Wobec obcych jest się pobłażliwie tolerancyjnym w myśl tradycji „liberalitas Bavarica”. Mówi się, że tu to nie pory roku dyktują rytm życia - lecz gatunki piwa, jakie są akurat w wyszynku : Starkbier, Maibock czy Oktoberfest-Bier.
Z niemieckich miast najwięcej gości odwiedza z pewnością Berlin, lecz bezsprzecznie Monachium faworyzowane jest przez cudzoziemców: przyjeżdżają tu chętnie Amerykanie i Anglicy, Włosi, Francuzi, i Hiszpanie , Japończycy Koreańczycy, Chińczycy i Rosjanie.
Karola Graf z Monachijskiego biura obsługi turystów zaobserwowała, że każda z tych nacji odwiedza Monachium w innym celu:
Włosi przyjeżdżają tu chętnie na zakupy - mamy tu słynne ulice handlowe jak Maximilianstrasse i sklepy dla najwybredniejszych klientów. Turystów z Wielkiej Brytanii, Irlandii i Stanów przyciąga kultura : opera, teatr. Goście z Chin zainteresowani są przede wszystkim techniką – dla nich celem jest muzeum BMW czy Deutsches Museum . A wszyscy spotykają się potem w słynnej piwiarni Hofbraeuhaus . Jest to stereotyp, ale to prawda. Wszyscy chcą tę piwiarnie chociaż zobaczyć.
Monachium jako miasto kultury chlubi się przede wszystkim swymi pałacami, kościołami , teatrami i muzeami - od gotyku po współczesność. Za czasów Albrechta V i Wilhelma V miasto to było centrum kultury renesansowej, Maximilian I wprowadził barok na południu Niemiec, Za czasów Karola Albrechta kwitło w Monachium rokoko, król Ludwik I Bawarski przysporzył mu obiektów klasycystycznych – to z tamtych właśnie czasów wzięły się urbanistyczne projekty szerokich ulic i planowa rozbudowa przedmieści. Jako miłośnik sztuki Ludwik I kazał budować muzea – udostępniając sztukę szerokiej publiczności.
Dwa barokowe obiekty : pałac Nymphenburg i Theatinerkirche Bawarczycy mają do zawdzięczenia włoskiej księżniczce, o czym opowiada Karola Graf
Po wojnie 30-letniej Książę bawarski Ferdynand Maria został zaślubiony z zaledwie 16-letnią włoską księżniczką.
Miasto jej się nie podobało, książęca kiesa była nadwyrężona wojną – dlatego księżniczka kazała sprowadzić budowniczych z Włoch .
Serce miasta bije na Placu Mariackim: Marienplatz
Już w XII wieku odbywał się tu targ solny. Sól przysporzyła miastu znaczenia i bogactwa. Na środku rynku stoi Kolumna Mariacka – wzniesiona w podzięce za to, że miasto uchowało się przed zburzeniem podczas wojny 30-letniej- opowiada Krola Graf
O ile Plac Mariacki jest sercem miasta , o tyle pobliski Viktaulienmarkt – jest jego żołądkiem i to już od 200 lat . Zakupy robią tu i panie domu i szefowie restauracji:
Wiktuały są dosłownie z całego świata: czosnek z Argentyny, imbir z Brazylii, pataty ze Stanów Zjednoczonych, karczochy z Włoch i Hiszpanii, awokado z Meksyku - arbuzy z Hiszpanii , mango z Kostaryki i pierwsze czereśnie z Hiszpanii. Mamy też świeżutkie dojrzałe ananasy – które sprowadzane są samolotami a nie te niedojrzałe i kwaśne, które tygodniami jechały w ładowniach statków.
Nawet, jeżeli nie ma się w planach zakupów – ciekawie jest się o nim przejść: obejrzeć stragany, zjeść na stojąco ciepłego serdelka , popić go piwem i wtopić się w tłum Monachijczyków