Morderstwo w Polsce. Kim był Siemion Skrepetski?
18 czerwca 2026
Według informacji polskiej prokuratury Siemion Skrepetski został zabity pięcioma strzałami, oddanymi z bliskiej odległości. Do zdarzenia doszło w biały dzień w Białej Podlaskiej.
Jak podała prokuratura w Lublinie,Skrepetski został zamordowany 15 czerwca około godziny 9:50 w pobliżu swojego mieszkania. Trzy z pięciu strzałów padły, gdy leżał już na ziemi. Artysta zmarł na miejscu. Sprawca uciekł, jednak trzy dni później zatrzymano podejrzanego. Posługuje się gruzińskim paszportem.
Na miejscu zabezpieczono pięć łusek oraz jeden pocisk kalibru 9 mm Luger. Jest to ten sam typ amunicji, który wykorzystano m.in. w 2019 roku w Berlinie podczas morderstwa w Tiergarten na czeczeńskim dowódcy Zelimchanie Changoszwilim. Tego samego kalibru użyto także w 2024 roku w Hiszpanii, gdzie zastrzelono rosyjskiego pilota Maksima Kuzminowa, który przeszedł na stronę Ukrainy.
Motyw polityczny?
Premier Polski Donald Tusk powiedział w czawrtek, 18 czerwca, w Brukseli, że sprawe zabójstwa oraz zatrzymanie domniemanego sprawcy traktuje "bardzo, bardzo poważnie". – Bo nie ukrywam, że istnieje podejrzenie, iż za tym potencjalnym zabójcą stoją zleceniodawcy – dodał. – Nie muszę nikogo przekonywać, że ta obawa dotyczy ewentualności państwowego terroryzmu. To byłby pierwszy przypadek – nie w Europie, bo mieliśmy do czynienia w Europie z takimi przypadkami – ale w Polsce byłby to pierwszy przypadek zabójstwa na zlecenie polityczne ze strony obcego państwa.
– To są na razie hipotezy, ale musimy je bardzo poważnie traktować – oświadczył Tusk, sugerując w ten sposób rosyjski trop w tej sprawie.
W polskich mediach Skrepetski jest określany jako krytyk Putina. Według jednego z urzędników morderstwo wyglądało „jak egzekucja”. Podobnego zdania jest białoruski artysta Wład Bochan, który pozostawał w kontakcie ze Skrepetskim. Jego zdaniem to morderstwo miało nie tylko usunąć jedną osobę, ale także zastraszyć innych – to sygnał dla tych, którzy zajmują się podobną działalnością – mówił w rozmowie z Onetem.
Groźby przed śmiercią
Siemion Skrepetski naprawdę nazywał się Robert Kuzowkow. Urodził się w 1981 roku w Rosji i do 2021 roku mieszkał w regionie Ałtaj. Następnie uciekł do Polski w obawie przed prześladowaniami politycznymi i uzyskał w Polsce ochronę.
Zyskał rozpoznawalność dzięki politycznym karykaturom, m.in. przedstawiającym Władimira Putina, Ramzana Kadyrowa, Aleksieja Nawalnego czy Aleksandra Łukaszenkę. Organizował również akcje protestacyjne w różnych miastach Europy.
Ostatni wpis, jaki opublikował na swoim kanale Telegram kilka godzin przed śmiercią, zawierał zrzuty ekranu z groźbami otrzymanymi po jego akcji przed ambasadą Rosji w Berlinie 12 czerwca. Podczas tej akcji prezentował karykaturę przedstawiającą Józefa Stalina trzymającego w ramionach małego Władimira Putina. Z jego spodni wystawała rosyjska flaga, którą ciągnął po ziemi, a następnie wrzucił do kosza.
Otrzymywał groźby
Według znajomych i współpracowników Skrepetski regularnie otrzymywał groźby. Aktywista białoruskiej diaspory w Białej Podlaskiej przypuszcza, że po akcji w Berlinie ktoś mógł zdecydować o jego śmierci. W ostatnich dniach przed śmiercią artysta miał odczuwać pewien niepokój. Mieszkał z rodziną, miał pięcioro dzieci, a jego żona jest w ciąży z szóstym.
Po tej akcji w Berlinie ktoś wydał rozkaz zamordowania Skrepetskiego – przypuszcza w rozmowie z Deutsche Welle jeden z działaczy białoruskiej diaspory w Białej Podlaskiej. Ze względów bezpieczeństwa chce pozostać anonimowy. Poznał Skrepetskiego w 2021 roku. W tamtym czasie artysta wielokrotnie brał udział w antywojennych protestach organizowanych w mieście przez Białorusinów i Ukraińców.
Po raz ostatni widział artystę w ubiegłym tygodniu. Miał wrażenie, że był „trochę przestraszony”. Biała Podlaska to spokojne miasto i właśnie dlatego Skrepetski wybrał je na miejsce zamieszkania – uważa znajomy zamordowanego artysty. – Tu nie ma tajemnic. Znasz każdy samochód, każdą osobę – mówi.
Planował nowe akcje
Według białoruskiego artysty Włada Bochana Skrepetski ostatnio szczególnie intensywnie zajmował się organizowaniem nowych akcji ulicznych. – Rozmawialiśmy mniej niż 24 godziny przed morderstwem. Mówił o nowych pomysłach i proponował, by zrobić coś razem – w Warszawie albo w Berlinie. Chciał dalej działać i snuł plany – mówi.
Cały czas jednak otrzymywał groźby – z różnych stron. Ponieważ nie szczędził także krytyki pod adresem władz ukraińskich, jego dane osobowe, w tym adres i konta w mediach społecznościowych, trafiły do kontrowersyjnej ukraińskiej bazy danych. Platforma internetowa „Myrotworec” (Rozjemca) od lat prowadzi publiczny rejestr osób uznawanych za „zagrożenie dla suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy”.
Współpraca: Michał Gostkiewicz
Artykuł ukazał się pierwotnie na stronach Redakcji Niemieckiej DW.
Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na facebooku! >>