NATO bez USA. Europa rozważa taką opcję
8 kwietnia 2026
– NATO jest rozbite – stwierdził bez ogródek Ivo Daalder. Ten były ambasador USA przy Sojuszu Północnoatlantyckim jest zdania, że napięcia między Donaldem Trumpem a europejskimi sojusznikami w sprawie wojny z Iranem pchnęły NATO, które w tym miesiącu obchodziło 77. rocznicę powstania, w najgorszy kryzys w historii paktu.
Sygnały alarmowe rozbrzmiewają już od jakiegoś czasu. Ivo Daalder rok temu opublikował artykuł, w którym napisał, w jaki sposób europejskie państwa członkowskie mogłyby przebudować NATO, aby funkcjonowało bez USA, skupione wokół idei przywództwa, na którym ta organizacja została oparta.
Jak do tego doszło?
Ów były ambasador USA przy NATO, dziś starszy pracownik naukowy w ośrodku badawczym Belfer Center na Uniwersytecie Harvarda, powiedział DW, że kilka czynników doprowadziło NATO do tego najgorszego momentu. Nie chodzi tylko o obelgi, którymi Trump obrzuca sojusz i jego europejskich członków, do których ci już się przyzwyczaili. W poniedziałek Trump powtórzył swoją opinię, że NATO to „papierowy tygrys”, który nie wesprze USA w wojnie z Iranem.
Zdaniem Daaldera nie chodzi tu nawet także o powtarzające się groźby Trumpa dotyczące wycofania się USA z NATO, którym towarzyszy bardziej praktyczna obawa, że nie będzie on skłonny uczestniczyć w zbiorowej obronie, gdyby inny sojusznik został zaatakowany, co gwarantuje art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Ekspert uważa, że wynika to z agresywnej postawy Trumpa oraz z faktu, że wiele europejskich rządów poszło o krok dalej niż tylko odmowa udziału w wojnie USA z Iranem. Nie zgadzają się bowiem na używanie amerykańskich baz i swojej przestrzeni powietrznej do działań ofensywnych.
– Działania Europy odzwierciedlają fakt, że NATO jest głęboko nadszarpnięte – dodał były ambasador USA przy NATO – i potwierdzają podstawową rzeczywistość, że Europa już nie ufa Stanom Zjednoczonym, uważa je za niewiarygodnego sojusznika i w związku z tym nie jest już skłonna uczestniczyć w tego rodzaju operacjach. Dlatego jest to najgorszy kryzys Sojuszu.
Tymczasem sekretarz generalny NATO Mark Rutte poparł postępowanie USA i Izraela i zbagatelizował ten spór. „W sojuszu zawsze będą różne poglądy”, powiedział 26 marca. „Ale jeśli chodzi o nieakceptowanie posiadania przez Iran zdolności nuklearnych i rakietowych, to wszyscy się zgadzamy... To, co robią teraz Stany Zjednoczone, osłabia te zdolności. Tak, pochwalam to”.
Czy Trump może po prostu wyjść z NATO?
Sam Trump rozważa publicznie wyjście z sojuszu, mówiąc ostatnio, że perspektywa ta „nie podlega ponownemu rozpatrzeniu”. Nikt jednak nie wie na pewno, czy pewnego dnia spróbuje wycofać się z sojuszu.
Wiadomo, że nie byłoby to łatwe, częściowo dzięki jego obecnemu sekretarzowi stanu. Marco Rubio, jako senator wprowadził ustawę, przyjętą w 2023 roku, zgodnie z którą do wycofania się wymagana jest zgoda dwóch trzecich członków Senatu.
Trzy lata później Trump twierdzi, że i tak byłby w stanie to zrobić, a Daalder zgadza się z nim, mówiąc, że spór konstytucyjny, jaki mogłoby to wywołać, prawdopodobnie rozstrzygnąłby się na korzyść uprawnień prezydenta. Tymczasem Rubio, jak się wydaje się, stał się sceptykiem wobec NATO.
W Traktacie Waszyngtońskim z 1949 roku znajduje się artykuł opisujący proces wystąpienia z NATO, ale nigdy nie został on wykorzystany. Artykuł 13 mówi, że po 20 latach obowiązywania Traktatu każda ze stron może z niego wystąpić, zgłaszając to rządowi USA z rocznym wyprzedzeniem.
Oczywiście istnieje wiele sposobów, dzięki którym Trump mógłby osłabić NATO bez wychodzenia z niego i bez uzyskiwania na takie posunięcie zgody Kongresu. Mógłby po prostu zdecydować się na sprowadzenie amerykańskich żołnierzy do domu, zaprzestanie dostarczania personelu do dowództw i instytucji NATO – co częściowo już ma miejsce – a nawet, by ująć to bardzo dramatycznie, zdecydować się nie obsadzać stanowiska Naczelnego Dowódcy Sił Sojuszniczych w Europie, stanowiska wojskowego, które zawsze zajmuje Amerykanin.
Jak zareagowałoby NATO?
NATO miałoby trudności z wykazaniem swej siły bez Stanów Zjednoczonych, które dysponują największym i najbardziej zaawansowanym arsenałem broni oraz oczywistą przewagą w postaci dużych liczebnie sił zbrojnych. Ale eksperci twierdzą, że sojusz niekoniecznie uległby rozpadowi. Mógłby kontynuować już trwającą transformację zmierzającą w kierunku większego przywództwa europejskiego i dalszego polegania na europejskich zdolnościach obronnych.
Międzynarodowy Instytut Badań Strategicznych (IISS) sprawdził, jak mogłoby to wyglądać, wzywając „europejskich decydentów do rozważenia inwestycji wojskowych, finansowych i w przemysł obronny niezbędnych do zmniejszenia zależności od Stanów Zjednoczonych oraz, w skrajnym przypadku, do przygotowania się na NATO bez udziału USA”.
Okazało się, że taka perspektywa bynajmniej nie jest różowa. Przeprowadzona prawie rok temu ocena IISS wykazała, że wystąpiłyby wtedy poważne braki nie tylko w zakresie zastąpienia „głównych platform wojskowych i siły liczebnej USA”, ale także w zakresie zasobów kosmicznych oraz wywiadowczych, obserwacyjnych i rozpoznawczych: „Konieczne byłoby również zastąpienie znaczącego wkładu USA w system dowodzenia i kontroli NATO oraz obsadzenie wielu wysokich stanowisk wojskowych w organizacjach NATO, obecnie zajmowanych przez personel amerykański”. Z badania IISS wynika też, że wymagałoby to od europejskich członków NATO dodatkowego finansowania w wysokości około biliona dolarów, oprócz już rosnących budżetów obronnych.
Nick Witney, były urzędnik brytyjskiego ministerstwa obrony i współpracownik Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych, powiedział DW, że jego zdaniem Europa poradzi sobie bez Ameryki, ale podkreślił, że obecność wojsk USA w Europie jest korzystna. Mimo to uważa, że nawet gdyby Donald Trump nagle zdecydował o wycofaniu Amerykanów i odebraniu gwarancji nuklearnych, nie oznaczałoby to katastrofy. Wyjaśnił, że wynika to częściowo z ostatnich propozycji prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który zaproponował innym sojusznikom bliższą współpracę nuklearną poza NATO, ponieważ Francja nie udostępnia w tej dziedzinie swoich możliwości sojuszowi.
Zszargane nerwy, zdecydowane stanowisko
Estoński minister spraw zagranicznych jest prawdopodobnie jedynym europejskim przywódcą, który ogłosił, że jego kraj jest gotów pomóc administracji Trumpa w wojnie z Iranem jeszcze przed zakończeniem tej wojny. Jednak pomimo wszystkich amerykańskich zarzutów dotyczących braku wsparcia, stwierdził, że Estonia nie otrzymała żadnej konkretnej prośby w tej sprawie.
Margus Tsahkna wyjaśnił, że powodem jego oferty jest chęć odwdzięczenia się. – Oczywiście ta narracja [antynatowska] nie jest dobra – stwierdził w wywiadzie dla DW: „Estończycy codziennie pytają mnie i wielu innych polityków, czy artykuł 5. Traktatu NATO działa czy nie”. Minister radzi całej Europie, by „zachowała spokój, skupiła się na tym, co możemy zrobić, i oczywiście stale rozmawiała z administracją amerykańską”, przypominając, że Stany Zjednoczone też potrzebują Europy.
Z pewnością będzie to kluczowy temat rozmów Marka Rutte podczas jego dzisiejszej (08.04.2026) wizyty w Białym Domu, gdzie ma nadzieję, podobnie jak poprzednio, uzyskać od Trumpa pozytywną odpowiedź w sprawie NATO. W swoim poniedziałkowym wystąpieniu Trump nazwał go „wspaniałą osobą”, ale po raz kolejny ostro skrytykował Europejczyków i inne kraje za to, że nie przyłączyły się do wojny z Iranem.
Artykuł ukazał się pierwotnie na stronach Redakcji Angielskiej DW.