„Nie tylko nasz kraj stoi przed próbą”. Merz w Bundestagu
24 września 2025
Friedrich Merz opuścił rocznicową sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ 22-23 września w Nowym Jorku, aby wziąć udział w debacie budżetowej w Bundestagu. Odbyła się ona w środę (24.9) – tydzień po zeszłotygodniowej opóźnionej debacie nad planem wydatków na rok 2025. W ONZ Niemcy reprezentował szef MSZ. Nieobecność Merza w Nowym Jorku skrytykowali Zieloni, jednak o wiele ostrzej opozycja zareagowała na bieżące plany jego rządu: zadłużenie dla pobudzenia gospodatkii wydatki na zbrojenia (krytyka ze strony AfD) i odejście – według Zielonych – od ambitnych planów ws. klimatu i silnego wsparcia dla OZE.
Friedrich Merz odrzucał te zarzuty, wcześniej powtórzył jednak dwa piorytety swojego rządu: pobudzenie gospodarcze Niemiec i bezpieczeństwo. – Nie tylko nasz kraj, ale cała zachodnia wspólnota wartości stoi przed być może największą próbą – powiedział kanclerz podczas debaty nad budżetem Niemiec na rok 2026. Przestrzegał, że napędzana eksportem gospodarka Niemiec jest zależna od otwartego i opartego na regułach prawa porządku światowego.
– Jestem głęboko przekonany że polityki krajowej i tej dotyczącej zagranicy nie da się już rozdzielić. Nasze zaangażowanie (na świecie – red.) – również moje osobiste – służą zachowaniu wolności, pokoju i dobrobytu również i przede wszystkim w kraju, panie i panowie – mówił. Odpowiedziały mi brawa posłów. Jak podkreślał kilka razy w prawie półgodzinnym przemówieniu, zamęt i niepewność w skali globu to zagrożenie dla bezpieczeństwa i dobrobytu Niemiec.
Merz: chodzi o trwanie państwa socjalnego
– Żeby nasza gospodarka znów kwitła, musimy dużo w tym celu zrobić – mówi, przechodząc to wyliczenia planu reform. Jak podkreślał, w ostatnim tygodniu rząd konsultował je nie tylko wewnętrznie, ale i m.in. ze związkami zawodowymi.
– Tylko gospodarka nastawiona na wzrost generuje zasoby, których potrzebujemy do finansowania infrastruktury, okazywania solidarności i zapewnienia trwałego bezpieczeństwa socjalnego – powiedział Merz. Przypomniał, że zarówno związki zawodowe, jak i pracodawcy są głęboko zaniepokojeni o miejsca pracy i inwestycje: – Dlatego musimy działać, i to działać szybko.
Podkreślił też, że w konieczność kompromisu ws. reform jest konieczna, bo po trudnej kampanii i niepewnym wyniku lutowych wyborów żadna partia nie zdobyła absolutnej większości. A także że umiejętność osiągania kompromisu i zachowania balansu między różnymi interesami to ważna cecha niemieckiej polityki.
Wyliczał najważniejsze plany rządu – to odciążenia podatkowe przedsiębiorców, reforma prawa migracyjnego (tu słychać było pokrzykiwania z ław AfD), pakiet emerytalny, zaostrzenie warunków otrzymywania i cięcia zasiłku obywatelskiego (dla bezrobotnych). Kilka razy podkreślał – odpowiadając na krytykę ze strony partii Lewica i Zielonych – że reformy wspierające wzrost gospodarczy i innowacyjność biznesu są konieczne dla utrzymania niemieckiego państwa opiekuńczego: – To nie rozmontowanie państwa socjalnego, ale jego zachowanie.
Jak mówił Merz, jego rząd zamierza zapewnić większe wsparcie, zwłaszcza przemysłowi stalowemu i motoryzacyjnemu, aby „otworzyć im dobre perspektywy w Niemczech” – powiedział Merz. Jak dodał, w najbliższych dniach rząd ma odbyć w tej sprawie rozmowy z przedstawicielami branży.
Merz vs Zieloni: poruszenie na sali
Podczas debaty kanclerz ostro krytykował Zielonych, oskarżając ich o prowadzenie ideologicznej polityki klimatycznej w ramach poprzedniej koalicji rządu Scholza: – Ochrona klimatu, która zagraża dobrobytowi naszego kraju, nie ma akceptacji społeczeństwa.
Odrzucił zarzuty, że to jego rząd odchodzi od ochrony klimatu. – Nic nie jest dalsze od prawdy – powiedział Merz. Podkreślił, że chce ochrony klimatu „bez ideologii: – Na tym polega różnica między nami a poprzednim rządem.
Klika razy powtarzał, że jego rząd jest otwarty na wsparcie różnych technologii – od elektrowni gazowych po wychwytywanie i składowanie dwutlenku węgla – w celu osiągnięcia neutralności gazowej i ochrony kluczowych gałęzi przemysłu.
Uwagi te wywołały żywiołową – jak na niemiecki parlament – reakcję sali: brawa koalicji, pokrzykiwania i śmiech w ławach Zielonych. Gdy przewodnicząca Bundestagu Julia Klockner prosiła salę o opanowanie emocji, Merz stwierdził: – Dziękuję, ale ja to wytrzymam. Dla widzów te reakcje mówią więcej niż przemówienia wygłoszone z tej mównicy.