1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

"Niemcy nas potrzebują"

3 listopada 2010

W Urzędzie Kanclerskim odbywa się dziś (03.11.) IV Szczyt Integracyjny. W związku z nim imigranckie związki i stowarzyszenia gospodarcze wystosowały do kanclerz Angeli Merkel płomienny apel o powrót do rzeczowej debaty.

80 tysięcy mniejszych i większych firm prowadzą w Niemczech sami tylko TurcyZdjęcie: picture-alliance/dpa

W opublikowanych w berlińskim "Die Welt" fragmentach apelu jego sygnatariuszy niepokoi szarżowanie przez niektórych niemieckich polityków w debacie o imigracji i integracji populistycznymi hasłami typu: "Napływ imigrantów powoduje, że Niemcy głupieją" albo "Niemcy nie potrzebują dodatkowej imigracji z innych kręgów kulturowych".

Autorzy apelu podkreślają, że oni, zintegrowani cudzoziemcy, mają takich debat dość. Nie życzą sobie utożsamiania ich z członkami gangów młodzieżowych czy osobami żyjącymi z zasiłku Hartz IV. Przyznając, że i tacy ludzie żyją w Niemczech, przypominają również o spokojnej większości imigrantów, "którzy o 5 rano kupują w hurtowniach warzywa do własnych sklepów albo o 9.00 otwierają własne praktyki lekarskie".

Autorzy sygnalizują, że nie zgadzają się ze sformułowaniem, iż "cudzoziemcy zabierają Niemcom pracę", ponieważ oni sami kierują w Niemczech ponad 600 tys. firm i w ponad 90 branżach zatrudniają do 2,5 mln osób.

Czekanie na uznanie

Przykład polskiej firmy Comarch w DreźnieZdjęcie: DW-TV

"W Niemczech żyje prawie 16 mln osób o różnych korzeniach etnicznych, kulturowych i religijnych. Debata i sposób jej prowadzenia, szkodzi im i ich rani. Osłabia również motywację naszych dzieci do integracji" - piszą autorzy apelu. Dlatego domagają się od niemieckiej polityki, by wreszcie uświadomiła sobie ich obecność i zaczęła ich bronić przed krzywdzącymi słowami populistów: "Chcemy, by uznano nasze osiągnięcia i żądamy, by polityka niemiecka zaakceptowała imigrantów jako integralną część niemieckiej tożsamości. "Potrzebujemy Niemiec, ale i Niemcy nas potrzebują". "Chcemy być jeszcze bardziej dumni z naszego kraju".

Pod apelem podpisali się między innymi przedstawiciele Federalnego Związku Niemiecko-Rosyjskich Przedsiębiorców, Niemiecko-Greckiego i Chorwackiego Stowarzyszenia Gospodarczego, Polskiej Przedsiębiorczości, Turecko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej, Stowarzyszenia Polskich Przedsiębiorstw Usługowych oraz Związku Portugalskich Firm w Niemczech.

Integracja w Niemczech po polsku

Słownik: nieodzowny atrybut na kursach integracyjnychZdjęcie: picture-alliance/dpa

Problem imigracji i integracji porusza w aktualnym wydaniu również hamburski tygodnik Der Spiegel. W Kolonii, pisze, pewna Polka uczy, jak z powodzeniem integrować imigrantów. Renata Kraus nie ma zrozumienia dla dyskusji na temat integracji w Niemczech. Nie podobają jej się ani słowa szefa CSU Horsta Seehofera, który powiedział, że "nie potrzebujemy dodatkowej imigracji z innych kręgów kulturowych" ani też słowa Julii Kloeckner, czołowej kandydatki CDU z Nadrenii-Palatynatu, która oświadczyła, że "ten kto odmówi uczestnictwa w kursach językowych, musi się liczyć z sankcjami".

Politycy nie wiedzą, o czym mówią

W przekonaniu Renaty Kraus politycy rozprawiający o integracji nie znają cudzoziemców i ich problemów. Uważa, że powinni więcej rozmawiać z ludźmi, którzy coś na ten temat wiedzą; na przykład z nią - zintegrowaną cudzoziemką. Do Niemiec przybyła z Polski przed 20 laty. Była i jest nauczycielką. Dziś kieruje szkołą "Benedict School", gdzie prowadzi też kursy dla cudzoziemców. Mówi, że jej pracownicy (wykładowcy) prowadzą dziennie 35 kursów; że jeden składa się z 645 godzin; że przez 600 godzin cudzoziemcy uczą się niemieckiego i przez 45 godzin nauki o społeczeństwie oraz, że kurs kończy się egzaminem, który prawie wszyscy (ponad 90 proc.) zdają - i to przed Komisją Federalnego Urzędu ds. Migracji i Uciekinierów.

Widzi się tylko to, co złe

Kursy integracyjne są szansą na zaistnienie w pełni w społeczeństwieZdjęcie: dpa

Renata Kraus ubolewa, że pozytywne aspekty integracji prawie nigdy nie pojawiają się w aktualnych dyskusjach. Przemilcza się również to, że znacznie więcej osób interesuje się kursami, niż jest miejsc; że ludzie niekiedy trzy miesiące czekają na przyjęcie na kurs.

Kraus przyznaje, że ma bardzo zróżnicowane grupy: "Obok osób, nie legitymujących się żadnym wykształceniem, siedzą: ambitny Peruwiańczyk, który ma za sobą 13 klas i staż w zawodzie technika dentystycznego, oraz inżynier z Izraela. Z punktu widzenia stopnia wykształcenia i okresu pobytu w Niemczech tacy ludzie są wyjątkiem".

Nauczycielka zaznacza też, że większość żyje w Niemczech od lat i że niektórych Seehofer na pewno określiłby jako imigrantów odmawiających integracji. Jako przykład podaje dwie osoby z Turcji - kobietę Gaze Sahin i mężczyznę Muharrema Kanyela. Sahin jest samotną matką, musi się troszczyć o dwójkę dzieci, Kanyel żyje od 23 latw Niemczech, obecnie jest bez pracy, przyjaźni się tylko z rodakami, jego niemiecki pozostawia wiele do życzenia. Obydwoje twierdzą, że nie bez powodu żyli na uboczu niemieckiego społeczeństwa. Kanyel twierdzi, że praca na zmiany w fabryce tak go wyczerpała, iż nie miał sił na nawiązywanie kontaktów. Teraz fabryka splajtowała, a on jest bezrobotny i na kursie: "Przyjaciele mówią, że jestem za stary, żeby się czegoś nauczyć. Uważam, że to bzdura". Na tym kursie nie ma osoby opornej wobec integracji, na pozostałych też nie" - mówi zintegrowana Polka.

Die Welt, Spiegel / Iwona Metzner

Red. odp.: Magdalena Szaniawska-Schwbe / MM