Niemcy. Szpitale nieprzygotowane na konflikt zbrojny
16 września 2025
Trwająca od ponad trzech lat rosyjska wojna przeciwko Ukrainie oraz powtarzające się rosyjskie prowokacje wobec państw europejskich ożywiły dyskusję na temat obrony cywilnej w Niemczech.
Jeden z jej głównych elementów – a mianowicie szpitale – wydaje się być nieprzygotowany na ewentualny konflikt zbrojny, informuje niemiecka publiczna telewizja NDR.
„Nikt o tym nie myślał”
Dziennikarze stacji rozesłali zapytania do wszystkich szpitali w północnych Niemczech mających ponad 100 łóżek. Co czwarta placówka odpowiedziała. Z przekazanych informacji wynika, że większość szpitali nie wie, jakimi rezerwami świeżej wody dysponuje. Jak czytamy, przez wiele lat tą sprawą w ogóle się nie zajmowano.
Lepiej wygląda zabezpieczenie przed przerwami w dostawie prądu. To wynika jednak z innych przepisów, które nakazują dużym szpitalom zapewnienie zasilania awaryjnego na 72 godziny.
Tylko 20 procent klinik, które odpowiedziały na ankietę przeprowadzoną przez NDR, zamierza w ciągu najbliższych pięciu lat zmodernizować budynki tak, aby były one bezpieczniejsze w przypadku konieczności obrony.
Nie wiedzą, co robić
Z jednej z odpowiedzi, przekazanych NDR, wynika ponadto, że szpitale nie wiedzą, jaką konkretnie rolę miałyby odgrywać w sytuacji kryzysowej. Dlatego domagają się od rządu przyjęcia jasnych wytycznych co do tego, które placówki mają być przygotowane na sytuację nadzwyczajne i co dokładnie miałyby robić.
Jak czytamy na stronach internetowych niemieckiej telewizji publicznej, jak dotąd brakuje jasnych wytycznych w tej sprawie. „Krytykują to również inne szpitale. Federalny Urząd ds. Ochrony Ludności i Pomocy w Sytuacjach Katastrof (BBK) potwierdza, że jak dotąd w całym kraju istnieje bardzo niewiele wytycznych”.
Z ankiety przeprowadzonej w szpitalach przez NDR wynika, że 41 procent północnoniemieckich szpitali uważa, że ich personel nie jest przygotowany na zadanie związane z obroną cywilną. Powód? Ćwiczenia są drogie, trzeba przesuwać operacje, a personel musi robić nadgodziny.
„W ten sposób koszty dla szpitala szybko przekroczyłyby 100 tys. euro, mówi jeden z ordynatorów. Są to pieniądze, których wiele szpitali najwyraźniej nie chce lub nie może wydać” - czytamy.
(ARD/szym)