Niemiecka gazeta: to nie wschodnia flanka, ale front
29 września 2025
„Niemcy uczą się właśnie nowego słowa: flanka. Tak jak w wyrażeniu ‚flanka wschodnia NATO’” – pisze w poniedziałek (29.09.2025) niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung” (SZ). Termin ten – jak wyjaśnia autor komentarza Hubert Wetzel – oznacza wschodnią granicę terytorium Sojuszu, „z grubsza linię biegnącą od Finlandii przez kraje bałtyckie, Polskę i Słowację aż po Węgry, Bułgarię i Rumunię”. „Jeśli spojrzeć na to szerzej, do wschodniej flanki Sojuszu można zaliczyć również Morze Bałtyckie i sąsiadujące z nim Szwecję i Danię” – tłumaczy.
Zdaniem Wetzela kraje te łączy położenie w pobliżu Rosji lub Białorusi a także to, że są one „regularnie prowokowane przez Rosję”. „Wschodnia flanka jest również częścią terytorium NATO, na której dochodzi do bezpośrednich kontaktów między siłami zbrojnymi sojuszu a siłami zbrojnymi przeciwnika” – pisze autor. I dodaje, że do niedawna kontakty te nie były spektakularne, a Sojusz reagował na różne incydenty przeważnie ze spokojem.
„Jednak w ostatnich tygodniach sytuacja na wschodniej flance uległa eskalacji” – zaznacza Wetzel, przypominając o ostatnich przypadkach wtargnięcia rosyjskich dronów nad Polskę oraz naruszeniu przestrzeni powietrznej Estonii przez rosyjskie myśliwce. „Po raz pierwszy od początku wojny w Ukrainie NATO zostało zmuszone do obrony swojego terytorium w sposób określany w żargonie wojskowym jako ‚kinetyczny' – siłą: holenderskie samoloty zestrzeliły część dronów” – zaznacza dziennikarz „SZ”.
Złe skojarzenia
Zdaniem niemieckiego dziennikarza prowadzi to do wniosku, że „wschodnia flanka NATO w rzeczywistości już dawno przestała być flanką”. Wetzel powołuje się na nomenklaturę wojskową, zgodnie z którą flanka oznacza boczne skrzydło formacji wojskowej, gdzie – „o ile wróg nie przeprowadza tam tzw. manewrów skrzydłowych i nie atakuje tych stron – sytuacja tam jest raczej spokojna”.
„Natomiast strona zwrócona w stronę przeciwnika, zwłaszcza jeśli panuje tam dynamiczna sytuacja, nazywana jest frontem” – dodaje Wetzel.
„Można zrozumieć, dlaczego politycy i generałowie niechętnie mówią o wschodniej granicy NATO jako o ‚froncie wschodnim’. Słowo ‚front’ kojarzy się z wojną, krwią i śmiercią. Słowo ‚flanka’ brzmi bardziej nieszkodliwie, technicznie, odlegle” – ocenia.
I podkreśla: „Ale prawda jest inna. NATO może mieć flankę północną, na którym leżą Wielka Brytania i Norwegia. Lub flankę południową, które rozciąga się od Turcji po Hiszpanię. Kraje NATO na wschodzie, które mają do czynienia z agresywną Rosją, wysyłającą groźby i samoloty bojowe, nie mają jednak wrażenia, że stoją jakoś z boku i mają spokój. Postrzegają się jako to, czym są w rzeczywistości: państwami frontowymi” .