Niemiecka prasa: akcja Trumpa ostrzeżeniem dla Chin i Rosji
3 stycznia 2026
Stołeczny dziennik „Tagesspiegel” pisze, że obalenie dyktatora Nicolasa Maduro jest, pomimo wątpliwości co do motywów, jakimi kierował się Trump, powodem do radości. Uzasadniony sceptycyzm wobec prezydenta USA nie powinien przysłonić nadziei na powrót demokracji – uważa autor komentarza Christoph von Marschall.
Zbrojna przemoc nie jest powodem do radości, ani do satysfakcji, ale jeżeli przemoc służy obaleniu dyktatury, co jest uzasadnionym celem, i doprowadzi w najlepszym wypadku do zakończenia bezprawia i ucisku, to na zakończenie tego procesu odczujemy radość – tłumaczy Marschall.
Maduro był dyktatorem, uciskał swój naród, utrzymywał się przy władzy dzięki fałszerstwom wyborczym, destabilizował cały region szmuglując narkotyki i obchodził sankcje przeciwko Rosji – czytamy w „Tagesspieglu”.
W idealnym świecie ONZ uznała by Maduro za pozbawionego legitymacji władcę, a koalicja demokratycznych państw, dysponująca mandatem ONZ, wymusiłaby zmianę władzy. Ale dzisiejszy świat tak nie funkcjonuje. Atak nastąpił na rozkaz Trumpa, który nie raz pokazał, że nie chodzi mu o demokrację, wolność ani sprawiedliwość, lecz o prywatne biznesowe interesy.
Marschall przypomniał, że Wenezuela dysponuje największymi na świecie złożami ropy naftowej. Nie jest też najważniejszym ogniwem w łańcuchu państw szmuglujących narkotyki.
Moralna ocena pierwszej nowej wojny w tym roku powinna zależeć od tego, czy się ona skończy dla mieszkańców Wenezueli. Czy opozycja poprowadzi kraj ku lepszej przyszłości? Potrzebne są zmiany strukturalne w społeczeństwie. Wenezuela potrzebuje wsparcia w budowie demokracji i włączenia w światowy system ekonomiczny – pisze w konkluzji Marschall.
Polityka faktów dokonanych
„Trump tworzy fakty dokonane i przesuwa geopolityczny porządek świata” – pisze Nico Lange w „Die Welt”.
„Trump nie działa z pobudek humanitarnych, nie chodzi mu też o rzekomy kartel narkotyczny ‘Cartel de los Soles', który jakoby kontroluje Wenezuelę” – pisze komentator. Wenezuela nie produkuje kokainy, a gros narkotyków, które przechodzą przez ten kraj, ląduje w Europie, a nie w USA.
„Trump tworzy fakty dokonane, ponieważ może tak postępować i ponieważ chce wysłać sygnał, który ma dotrzeć daleko poza Amerykę Łacińską” – tłumaczy Lange przypominając, że Chiny zwiększają obroty handlowe z tym regionem, a Iran i Rosja wspierają Maduro. „Waszyngton odpowiada teraz nową wersją Doktryny Monroe – USA roszczą sobie prawa do traktowania zachodniej hemisfery jak swojej strefy wpływu. Wenezuela jest do tego idealnym miejscem” – czytamy w „Tagesspieglu”.
Pojmanie Maduro nie jest końcem, lecz początkiem nowej fazy. Amerykańska inwazja na Wenezuelę byłaby za droga, za ryzykowna i zbyt niepopularna, dlatego jest mało prawdopodobna. Rzeczywistością jest natomiast długofalowa strategia presji, kontroli i geopolitycznego odstraszania. Trump pokazał Chinom, Rosji i Iranowi, że jest gotowy do militarnego działania, bez oglądania się na międzynarodową krytykę.
Europa jest świadkiem przesunięcia geopolitycznych priorytetów. Kto sądził, że Waszyngton może równocześnie stabilizować Ukrainę, Bliski Wschód, Sahel, Indo-Pacyfik i teraz jeszcze Wenezuelę, ten jest w błędzie.
Skutki dla Niemiec są łatwe do przewidzenia – ceny energii staną się jeszcze bardziej niestabilne, migracje z Ameryki Łacińskiej będą liczniejsze, uzależnienie od USA w dziedzinie polityczno-wojskowej stanie się jeszcze bardziej ryzykowne. „Niemcy muszą wzmocnić swoje własne zdolności – polityczne, gospodarcze i wojskowe” – pisze w konkluzji Nico Lange.
Trump ośmiela Rosję i Chiny
„Trump chce za pomocą bomb doprowadzić do zmiany władzy w Ameryce południowej” – pisze „Sueddeutsche Zeitung”.
„Podobne interwencje USA kończyły się w przeszłości katastrofalnie” – ostrzegła gazeta dodając, że nakazana przez Trumpa akcja spowoduje, że Rosja i Chiny będą w przyszłości działać z jeszcze większą śmiałością. Peter Burghardt nazwał akcję Trumpa „awanturniczą”. Przypomniał o wcześniejszych interwencjach – w 1989 r. w Panamie i 2003 r. w Iraku. W obu przypadkach interwencje skończyły się katastrofę i śmiercią niewinnych ludzi.
Polityka za pomocą kanonierek nie jest dobrze widziana w Ameryce Łacińskiej. „Trump i jego ludzie życzyliby sobie widocznie reakcji łańcuchowej, która obejmie także Kubę, Nikaraguę i Kolumbię” – czytamy w „SZ”. Atak na Wenezuelę zwiększa niepokój w Ukrainie i na Tajwanie – Rosja i Chiny raczej nie ograniczą swoich działań w Europie Wschodniej i na Morzu Południowochińskim.