Prasa o „polityce siły”: ambicje Berlina a realia Europy
30 stycznia 2026
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” zauważa: „O rozbieżnościach między ambicjami a rzeczywistością niemieckiej polityki świadczy to, że w dniu, w którym kanclerz wzywa do nauki 'języka polityki siły', infrastruktura krytyczna musi zostać najpierw usunięta z pola widzenia szpiegostwa, wojny hybrydowej i ekstremistów. (...) A to, w jaki sposób w poszczególnych przypadkach zostanie ustalone, która elektrownia, szpital lub centrum obliczeniowe ma być eksploatowane zgodnie z określonymi zasadami bezpieczeństwa, będzie sprawą Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Oczywiste jest, że w tym kontekście konieczne będzie dostosowanie nie tylko prawa UE, ale także prawa planowania i prawa ochrony środowiska. (...) Niemieccy politycy muszą zadać sobie pytanie, skąd mają się wziąć rycerze, którzy obudzą Śpiącą Królewnę i będą posługiwać się językiem polityki siły. (...) Ochrona infrastruktury krytycznej to litera A. Do litery Z jest jeszcze długa droga”.
„Stuttgarter Zeitung” zaznacza: „Problemów Niemiec nie da się sprowadzić do jednego nazwiska: Donald Trump. Ten uparty, pozbawiony zasad, nieobliczalny prezydent USA sprawia wiele kłopotów, ale nie jest odpowiedzialny za wszystko, co nas dręczy. Kto chce się od niego uniezależnić i utrzymać swoją pozycję pomimo jego znanych na całym świecie wybryków politycznych, musi skupić się na własnych mocnych stronach. Kanclerz Friedrich Merz podsumował to w swoim expose w czwartek jednym zdaniem: Musimy przywrócić konkurencyjność naszej gospodarce. Ma to tylko marginalny związek z Donaldem Trumpem, jest raczej pracą domową dla Merza, której dotychczas nie odrobił. Wręcz przeciwnie: na początku tego tygodnia rząd Niemiec był zmuszony skorygować w dół (i tak już skromną) prognozę wzrostu gospodarczego na ten rok; to fatalny znak dla planów kanclerza”.
„Augsburger Allgemeine” przypomina: „Były niemiecki minister spraw zagranicznych Sigmar Gabriel zaproponował kiedyś przyjęcie Kanady do UE lub przynajmniej rozpoczęcie negocjacji w tej sprawie. Kraj ten jest przecież bardziej europejski niż wiele państw europejskich. No cóż, dlaczego nie? Również w sprawie ostatnich propozycji przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej w PE Manfreda Webera, że Europa potrzebuje prezydenta, aby zyskać większą władzę oraz wpływy, z rządu Niemiec niewiele słychac. W końcu oznaczałoby to dla niego oddanie części władzy. Wszystko to pokazuje, że gdy chodzi o wspólne przeciwstawienie się Stanom Zjednoczonym i poświęcenie własnych wpływów, zazwyczaj mało się dzieje”.
„Saarbruecker Zeitung” podkreśla: „Najważniejsze pytanie pozostaje bez zmian. Jak długo utrzyma się jedność w unijnej polityce zagranicznej w kwestii ceł? Nie zależy to tylko od europejskich przywódców, z wyjątkiem Węgier. Zależy to również od najpotężniejszej kobiety Europy, Ursuli von der Leyen. W Berlinie wielu polityków uważa, że przewodnicząca Komisji Europejskiej może nie być już odpowiednią osobą, aby zapewnić naszemu kontynentowi stałą i zjednoczoną pozycję w nowej polityce siłowej. Gdy zatem Merz w swoim oświadczeniu rządowym wzywa do nauczenia się wreszcie 'języka polityki siły' i wzięcia bezpieczeństwa w swoje ręce, a nawet mówi o 'chwili kształtującej kierunek polityki', nie jest to tylko jasna odpowiedź na działania Trumpa i ich odrzucenie. Jest to również sygnał skierowany pod adresem jego koleżanki partyjnej z CDU w Brukseli. Nie można tego w żadnym wypadku zignorować. Von der Leyen też musi teraz przejść do działania”.
„Volksstimme” z Magdeburga analizuje: „Pewność siebie, suwerenność, bezpieczeństwo – także Friedrich Merz przyjmuje to nowe europejskie słownictwo za swoje. Nawet jeśli niemiecki kanclerz należy do tej pory do nielicznych przywódców państwowych, których Donald Trump traktuje poważnie, nie mógł uniknąć tego zwrotu. Jeszcze raz dla jasności: kto by pomyślał dziesięć lat temu, że konserwatywny szef rządu Niemiec pożegna się w parlamencie z niezachwianą przyjaźnią ze Stanami Zjednoczonymi? Być może amerykańska piechota morska zbudowałaby już igloo na Grenlandii, gdyby UE nie wyciągnęła z zanadrza swoich celnych gróźb. Europa może stworzyć swoją przyszłość tylko sama. W przeciwnym razie najpierw zostanie rozszarpana przez Stany Zjednoczone i Rosję, a następnie pożarta przez Chiny”.
Zdaniem „Maerkische Oderzeitung” z Frankfurtu nad Odrą:
„Można odnieść wrażenie, że w koalicji rządowej zapanowała nowa, prawdziwa rzeczowość i powaga. Po szoku przed objęciem urzędu, wywołanym sposobem, w jaki Donald Trump potraktował prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Białym Domu, nastąpił jeszcze większy szok: groźba prezydenta USA, że zaanektuje Grenlandię. Ma to wpływ również na postawę szeroko pojętego zaplecza politycznego rządu Niemiec. Podczas debaty plenarnej w Bundestagu poseł SPD wyraźnie pochwalił wysiłki kanclerza w zakresie polityki zagranicznej i otrzymał za to nawet szerokie oklaski. Nie zdarzało się to dotąd zbyt często, co dobrze opisuje dotychczasowe nastroje w koalicji. Koalicja CDU/CSU i SPD rzeczywiście miała szansę uświadomić sobie, że nie można dalej działać tak jak dotychczas i że samo dokręcenie kilku śrubek w polityce bezpieczeństwa, polityce gospodarczej i społecznej już nie wystarczy”.
Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!