Niemiecka prasa z podziwem o Chwalińskiej: żywe srebro
7 czerwca 2026
„Wspaniała tenisowa bajka skończyła się w finale w Paryżu” – pisze „Die Welt”. 24-letniej tenisistce nie udało się jako kwalifikantce zdobyć tytułu w turnieju Wielkiego Szlema, co dotychczas wydarzyło się tylko raz w historii. Dokonała tego Brytyjka Emma Raducanu w US Open w 2021 roku.
„Granica fizycznych możliwości”
„Silny wiatr utrudniał grę obu tenisistkom. (…) Chwalińska sprawiała początkowo swoim niezwykłym stylem gry duże problemy faworytce Mirze Andriejewej. Wysokimi piłkami, często granym slajsem i drop shotami prowadziła urozmaiconą grę. Wraz z upływem czasu jej przeciwniczka coraz lepiej odpowiadała i w rezultacie wygrała zasłużenie pierwszego seta” – czytamy w komentarzu.
Chwalińska, która rozegrała trzy mecze więcej od Andriejewej, w drugim secie doszła do granicy swoich fizycznych możliwości.
„Popełniała więcej błędów, a wyraźnie dominująca Rosjanka potrafiła to wykorzystać” – podsumował „Die Welt”.
„Wbrew wszystkim przeciwnościom”
Zdaniem tygodnika „Der Spiegel“ Chwalińska odniosła sukces „wbrew wszystkim przeciwnościom”. Redakcja tłumaczy, że mierząca 164 cm zawodniczka nie przystaje do światowego trendu preferującego wysokie tenisistki. Andrejewa jest wyższa od niej o 11 centymetrów. „Wielki skok“ uniemożliwiały dotychczas przeszkody fizyczne i mentalne, ale w czerwcu 2026 roku talent Chwalińskiej wreszcie doszedł do głosu na korcie.
„Sueddeutsche Zeitung” określiła Chwalińską mianem „kopciuszka”. „Andriejewa okazała się być dla kopciuszka o jedną przeciwniczką za dużo” – czytamy w relacji z Paryża. Pojedynek pomiędzy ósmą zawodniczką świata, czyli Andriejewą, a kopciuszkiem tego turnieju, Chwalińską, był „wydarzeniem, które od początku porwało i oczarowało 15000 widzów na głównym korcie Roland Garros, chociaż w finale nie było żadnej Francuzki”.
Chwalińska „przez długi czas trzymała się dobrze, pokazywała wspaniałe akcje, jednak Andrejewa była przeciwniczką, której nie mogła swoim sprytem przechytrzyć”.
„Fundamentalne różnice między finalistkami”
Gazeta zwraca uwagę na fundamentalne różnice między obu finalistkami. Andriejewa od dawna jest uważana za wysoce utalentowaną, dwa lata temu doszła do półfinału w Paryżu, amerykańska firma-gigant IMG przechwyciła ten talent. Jej historia jest historią stałego awansu.
Natomiast Chwalińska, „z wyjątkiem tych trzech zwariowanych tygodni”, walczyła o to, aby jakoś poradzić sobie ze swoim tenisem i móc go sfinansować. W wieku 18 lat musiała przezwyciężyć depresję, na krótki czas odeszła od tenisa, żeby poddać się terapii.
Pod względem stylu gry trafiły na siebie dwie różne szkoły, dlatego mecz zmienił się w „grę w kotka i myszkę”. Andriejewa za pomocą klasycznej ofensywnej gry z linii końcowej próbowała znokautować Chwalińską, ale ta wciągała przeciwniczkę w zupełnie inną wymianę piłek. Andriejewa nie była początkowo w stanie wdrażać bez problemów swoich kombinacji uderzeń z lewej i prawej strony. Widzowie oglądali drop shoty, woleje, crossy, piłki z linii końcowej, minięcia, bezpośrednio zdobyte punkty. Chwalińska sięgała po „stare dobre wysokie balony grane kilka metrów nad siatką”.
„Żywe srebro” kontra „zadziwiający spokój”
Zdaniem „SZ” Andriejewa zastosowała „genialną strategię” – grała spokojny, cierpliwy tenis chcąc pokonać przeciwniczkę jej własną bronią. Gdy poczuła, że jej taktyka może się sprawdzić, stała się odważniejsza, używała częściej forhendu, zdobywając punkty. Jej zwycięstwo było zasłużone – oceniła redakcja.
Frankfurter Allgemeine Zeitung” zwraca uwagę na „zadziwiający spokój” Andrejewej oraz jej większą siłę uderzenia. W przeciwieństwie do wcześniejszych pojedynków, Chwalinskiej w finale rzadziej udawało się prowadzić konsekwentnie jej „odważny, wyprowadzający przeciwniczki z równowagi styl gry”.
Jak pisze „Bild”, widzowie przyszli na stadion, żeby zobaczyć wielką sensację. Jednak w finale „wspaniały i zadziwiający bieg” Mai Chwalińskiej dobiegł końca. „Cudu nie było”. Redakcja podkreśliła, że Chwalińska dotychczas nie miała sponsora. „Wkładam to, co mi się podoba” – cytuje niemiecki tabloid. Zdaniem gazety ta sytuacja wkrótce się skończy, a sponsorzy ustawią się w kolejce do tenisistki będącej „żywym srebrem”.