1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW
HandelNiemcy

Niemieckie firmy i ich taktyka wobec Trumpa

Dirk Kaufmann
19 stycznia 2026

Rok temu Donald Trump po raz drugi został prezydentem USA. Jego kurs i groźby stały się znacznie ostrzejsze. Niemieckie przedsiębiorstwa reagują na to niepewnością i na razie działają w myśl zasady „wszystko po staremu”.

Cła amerykańskie obciążają niemiecki przemysł motoryzacyjny
Cła amerykańskie obciążają niemiecki przemysł motoryzacyjny. Nie tylko ta branża poszukuje nowych rozwiązań.Zdjęcie: Frank Hoermann/SvenSimon/picture alliance

Początek drugiej kadencji Donalda Trumpa okazał się niezwykle burzliwy: tempo jego prezydenckich rozporządzeń i gróźb znacznie wzrosło. Niemal co tydzień atakuje nowych „przeciwników” w kraju i za granicą. Nie zwalnia także w 2026 roku, na co wskazują jego najnowsze zapowiedzi dotyczące ceł.

Zdjęcia, na których Trump pokazuje przed telewizyjnymi kamerami tabliczki z nazwami krajów, które zamierza ukarać „cłami wzajemnymi”, obiegły świat w 2025 roku. Jednak zagrożone nimi mogą być również przedsiębiorstwa. Na przykład firmom działającym w Stanach Zjednoczonych mogą zostać postawione zarzuty dotyczące przestrzegania wewnętrzzakładowych programów równości. Związane z nimi zasady, zdecydowanie odrzucane przez Trumpa, mają na celu między innymi zapobieganie dyskryminacji ze względu na religię, kolor skóry, a przede wszystkim tożsamość płciową.

Rok 2025 pokazał jednak, że nie wszystkie zarzuty i groźby są realizowane. Jednak już samo ich wysunięcie spełnia swój cel. Wzbudzają niepewność wśród konkurencji, wzmacniając tym samym stronę amerykańską. Dotyczy to również niemieckich przedsiębiorstw. Co groźby te oznaczają dla ich działalności? Jak sobie z nimi radzą?

Miejsca pracy w USA

To pytanie zadają sobie również zagraniczne przedstawicielstwa niemieckich przedsiębiorstw. Zagraniczne izby handlowe (AHK) wspierają w szczególności interesy rynkowe niemieckich firm w kraju, w którym te działają. Ich ocena sytuacji na jesieni 2025 roku jednoznacznie stwierdza, że „Nastroje w niemieckich przedsiębiorstwach w USA pozostają napięte”. Do największych czynników obciążających należą cła.

Christoph Schemionek z AHK w Waszyngtonie wyjaśnia w rozmowie z DW, że Stany Zjednoczone są nadal bardzo ważne dla niemieckich przedsiębiorstw: – Prowadzimy tu duże inwestycje, Niemcy są obecnie w USA trzecim co do wielkości inwestorem zagranicznym, po Japonii i Kanadzie – mówi.

Najważniejsze są miejsca pracy, które dzięki nim powstają w Stanach Zjednoczonych. To prawie milion miejsc pracy, jak twierdzi Christoph Schemionek. Temat ten jest „interesujący, ponieważ jest to dokładnie to, czego chce prezydent Trump, do czego dążył”.

Jednak jego polityka celna jest częściowo kontraproduktywna. Obecnie trudno jest sprowadzać z zagranicy do USA maszyny objęte wysokimi cłami: „To oczywiście spowalnia reindustrializację kraju”.

Trump może nie lubi niemieckich samochodów, ale to właśnie BMW tworzy tysiące miejsc pracy w USA.Zdjęcie: Sven Hoppe/dpa/picture alliance

Zgęstniała atmosfera

Germany Trade and Invest (GTAI) jest czymś w rodzaju agencji rządowej do spraw wspierania rozwoju gospodarczego Niemiec. Roland Rohde, ekspert GTAI ds. Stanów Zjednoczonych, podkreśla w rozmowie z DW, że Stany Zjednoczone pozostały „największym odbiorcą eksportu” z Niemiec.

Mimo to, jak mówi: – Ogólnie warunki handlowe uległy znacznemu pogorszeniu”. Według Federalnego Urzędu Statystycznego niemiecki eksport do USA w pierwszych dziesięciu miesiącach ubiegłego roku „spadł o 7,5 procent w porównaniu z analogicznym okresem roku 2024 – stwierdza. Dlatego Roland Rohde zwraca uwagę, że „nastroje wśród niemieckich przedsiębiorstw znacznie się pogorszyły w ubiegłym roku”.

Na przykład samochody i maszyny

Największym problemem dla niemieckich przedsiębiorstw prowadzących działalność handlową ze Stanami Zjednoczonymi, lub mającymi tam swoje zakłady produkcyjne, jest polityka celna USA, która wraz z ostatnimi zapowiedziami Donalda Trumpa znów nabiera tempa. Według Rolanda Rohde jest to czynnik dominujący, ale widzi on duże różnice w zależności od branży: – Branża motoryzacyjna jest zwolniona z 50-procentowych ceł na stal i aluminium oraz ich pochodne. Tutaj obowiązują „tylko” 15-procentowe cła na import z krajów członkowskich UE. Jednak niemieccy producenci samochodów nie byli dotychczas w stanie przenieść tych ceł na konsumentów - dodaje.

– W przemyśle maszynowym sytuacja jest dokładnie odwrotna – kontynuuje Roland Rohde. Około połowy dostaw maszyn do USA „podlega cłom na stal i aluminium”. Do tego dochodzą duże trudności natury biurokratycznej, ponieważ „trzeba ustalić zawartość metalu i pochodzenie każdej śruby. Z drugiej strony niemieccy producenci maszyn często dostarczają produkty, które mają niewielką konkurencję na rynku amerykańskim. Dzięki temu mogą przenieść większość kosztów związanych z cłami na swoich klientów”.

Czy zagraniczne przedsiębiorstwa powinny wytwarzać swoje półprodukty w Stanach Zjednoczonych, jak domaga się tego prezydent USA? Christoph Schemionek z AKH w Waszyngtonie ma na ten temat zróżnicowaną opinię. – Częściowo ma to sens, jeśli łańcuchy dostaw są bliżej – mówi. Jednak jest to wykonalne tylko do pewnego stopnia. Po prostu „nie da się kupić wszystkiego w USA, ponieważ między innymi wysoko wyspecjalizowane maszyny, które są wytwarzane w Niemczech, Japonii, Korei Południowej i Włoszech, nie są dostępne w USA”.

Nie można ich również produkować w Stanach Zjednoczonych, ponieważ „brakuje tam łańcuchów dostaw i wiedzy. To dziesiątki, a nawet setki lat doświadczeń doprowadziły nas do tego, że możemy produkować te wysoko wyspecjalizowane maszyny w Niemczech”, jak wyjaśnia Christoph Schemionek.

Roland Rohde podziela jego opinię: zakłady niemieckiego przemysłu maszynowego w USA nie zwiększą swoich mocy produkcyjnych, „ponieważ w USA brakuje wykwalifikowanych pracowników”.

Odladzanie przed odlotem: „Ludzie nadal latają do Ameryki. Wymiana transatlantycka funkcjonuje” – twierdzi Lufthansa w rozmowie z DW.Zdjęcie: Matthias Schrader/AP/dpa/picture alliance

„Przestrzegamy obowiązujących przepisów”

DW zapytała kilka największych niemieckich firm, które są reprezentowane także w Stanach Zjednoczonych, jak ich zdaniem rozwija się ich działalność. Lufthansa odpowiedziała: „Wzrost naszej działalności na linii transatlantyckiej wynosi sześć procent i jest powyżej średniej. Ludzie nadal chcą latać, również do Ameryki”. Na temat swoich programów równości i różnorodności niemiecka  linia lotnicza poinformowała jedynie: „Grupa Lufthansa z zasady przestrzega obowiązujących wymogów prawnych”.

W ubiegłym roku Volkswagen i Deutsche Telekom ogłosiły, że ograniczą lub zakończą swoje programy różnorodności. Inne przedsiębiorstwa, takie jak BMW, Henkel i Siemens, nie widziały wówczas powodu do natychmiastowej reakcji i chciały obserwować rozwój sytuacji.

Wszystkie firmy zapytane przez DW odpowiedziały, że przestrzegają obowiązujących przepisów w zakresie programów różnorodności. Mercedes napisał: „Uważamy, że nasze programy i inicjatywy w Stanach Zjednoczonych są zgodne z obowiązującymi wymogami prawnymi”. Podobnie odpowiedziały koncern chemiczny BASF i T-mobile, amerykańska spółka zależna Deutsche Telekom zajmująca się telefonią komórkową.

Wskazówka dotycząca przestrzegania przepisów prawnych pokazuje, jak ostrożne są niemieckie firmy w tej kwestii: nie chcą całkowicie zrezygnować ze swoich programów różnorodności, co mogłoby zostać zinterpretowane jako ich poparcie dla Trumpa. Z drugiej strony nie chcą też otwarcie opowiadać się za swoimi programami różnorodności, co mogłoby zostać zinterpretowane jako sprzeciw wobec niego. 

Pesymizm jest nieuzasadniony 

Jeśli chodzi o perspektywy biznesowe, Mercedes stwierdza: „Rynki uległy zmianie i w przyszłości będziemy jeszcze bardziej koncentrować się na regionalnych potrzebach i możliwościach rozwoju”. Koncern BASF odpowiedział: „Stany Zjednoczone są i pozostaną dla nas ważnym rynkiem. Obecnie skupiamy się na rozbudowie naszych mocy produkcyjnych w Luizjanie. Ich uruchomienie ma nastąpić w 2026 roku”.

Roland Rohde nie widzi najbliższej przyszłości tylko w czarnych barwach. – Niemieccy producenci samochodów chcą zwiększyć swoje moce produkcyjne w USA – uważa. Zwraca jednak uwagę, że nastąpi to wyłącznie „w rozsądnych granicach". Dlatego, że „każdego dolara wydanego na cło, brakuje potem w inwestycjach”.

Zasadniczo jednak „Stany Zjednoczone pozostają dużym i atrakcyjnym rynkiem zbytu. Mając to na uwadze niemieckie przedsiębiorstwa powinny w najbliższej przyszłości zwiększyć swoje zaangażowanie w USA”, twierdzi ekspert.

Artykuł ukazał się pierwotnie na stronach Redakcji Niemieckiej DW.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>