Live

Odporność psychiczna w czasach kryzysu. Ekspertka radzi

Wywiad | 25.09.2022

Kryzys klimatyczny, niedobór energii, inflacja. To, jak ludzie radzą sobie w trudnych sytuacjach, jest przedmiotem badań rezyliencji, czyli odporności psychicznej. Jak zachować pozytywne nastawienie mimo kryzysów?

Dlaczego wiele osób czuje się obecnie przytłoczonymi wyzwaniami gospodarczymi i politycznymi?

Donya Gilan*: Zmiana klimatu jest dla wielu ludzi trudna do zrozumienia, a wiele osób nie rozumie złożonych systemów, które łączą zachowanie człowieka z globalnym klimatem. To samo można odnieść do kryzysu energetycznego wywołanego wojną. Nie potrafimy dobrze radzić sobie z niepewnością, źle postrzegamy prawdopodobieństwo i mamy tendencję do skupiania się na krótkim, a nie długim okresie.

Co z tego wynika?

– Ludzie zwracają znacznie większą uwagę na to, co dzieje się w teraźniejszości lub bliskiej przyszłości, niż na to, co może nadejść w późniejszym czasie. Niebezpieczeństwa czyhające na nas później wydają się zbyt odległe i abstrakcyjne. Ludzie wolą myśleć i działać tylko w krótkim okresie czasu. Są to mechanizmy percepcyjno-psychologiczne, które prowadzą do błędnych ocen. A to naturalnie ma wpływ na nasze zachowanie. Przykładem jest rachunek za dodatkowe koszty wynajmu. Przychodzi dopiero po wielu miesiącach i jest jak przebudzenie się z koszmarnego snu.

Ale zmiany w zachowaniu teraz mogą później zmienić wszystko na lepsze...

– Mówi się tu o paradoksie prewencji. Ludzie nie traktują aspektów prewencyjnych tak poważnie, ponieważ rezultaty ich obecnych działań stają się widoczne dopiero znacznie później. Ale to, co zrobimy lub czego nie zrobimy teraz, może nam dać efekty za pięć lub 20 lat. W międzyczasie musimy uwrażliwić ludzi na wytrwałość i stworzyć świadomość dla warunków życia przyszłych pokoleń.

Donya Gilan zajmuje się badaniami nad rezyliencją

Wiele się mówi teraz o oszczędzaniu. Jak znaleźć bardziej akceptującą postawę zamiast narzekania i buntu przeciwko obostrzeniom stylu życia?

– Dla mnie pojęciem kluczowym jest edukacja. Wciąż istnieją ogromne luki w edukacji, jeśli chodzi o oszczędzanie energii, i nie ma to nic wspólnego z intelektem. Rząd ruszył już z odpowiednimi programami. Odbywa się wiele warsztatów i szkoleń, podczas których ludzie są informowani o wzajemnych powiązaniach – również z uwzględnieniem ograniczonych zasobów. Młodzi ludzie uczą się tego w szkole, podobnie jak kompetencji medialnych.

Ale przekazywanie wiedzy to często za mało. Czy w przypadku oszczędzania nie trzeba się bardziej zająć poziomem emocjonalnym?

– To naprawdę bardzo duża przeszkoda, że ludzie decydują się na pewne rzeczy, a potem nie zmieniają swojego stylu życia. Człowiek niełatwo rezygnuje ze swoich nawyków. I jeśli przez długi czas żył bardzo dobrze ze swoimi nawykami i nie musiał się ograniczać, to jest to dla niego trudne i zawsze ciągnie go z powrotem do tego, do czego jest przyzwyczajony. Ale pandemia pokazała, że jesteśmy zdolni do nowych rutynowych działań. Musimy być tego świadomi.

Kryzys klimatyczny dotyczy nas wszystkich, a jednak każdy oczekuje, że inni zaczną coś z tym robić pierwsi...

– Żyjemy w społeczeństwie indywidualistycznym, ale podczas pandemii koronawirusa przeżyliśmy fazę kolektywizmu: aby chronić pewne grupy ryzyka, takie jak osoby starsze lub schorowane, musieliśmy się powstrzymać. I to zadziałało. Przy okazji nauczyliśmy się znowu, co oznacza wyrzeczenie się własnych egoizmów, aby wzmocnić spójność społeczeństwa. Ta zbiorowa świadomość musi być wciąż aktualizowana i wzmacniana.

Czy nie brakuje nam wzorców w oszczędzaniu i ekologicznym życiu?

– Jeśli politycy lub celebryci dadzą w mediach dobry przykład oszczędzania i życia w zgodzie ze zrównoważonym rozwojem, może to zyskać większe poparcie. Wielu celebrytów to osoby popularne, a poprzez nich można uwrażliwić ludzi na pewne kwestie.

Jak – niezależnie od oszczędzania – być optymistą, mimo wielu kryzysów i wyzwań, przed którymi stoimy?

–  Optymistyczne, pełne wiary nastawienie nie jest czymś statycznym, trzeba nad nim pracować każdego dnia i rozwijać. To jak chęć wzmocnienia i wyćwiczenia jakiegoś mięśnia. Takie nastawienie wzmacnia się, gdy doświadczamy, że możemy wpłynąć na jakąś sytuację i coś zmienić. Taką postawę rozwija się poprzez pozytywne doświadczenia, a te mają wiele wspólnego z twoim własnym działaniem.

Czyli aspekty własnej odpowiedzialności i skuteczności są decydujące, aby móc przyjąć w życiu pozytywną postawę?

– Dokładnie, dzięki poczuciu własnej skuteczności człowiek ma wiele pozytywnych doświadczeń, ponieważ podejmuje działania i nie wydaje mu się już, że jest zdany na łaskę losu. Odpowiedzialność za siebie należy wzmacniać u dzieci już od najmłodszych lat. Tylko w ten sposób można rozwinąć kompetencje, które pozwolą zmierzyć się z wyzwaniem.

Jednak odpowiedzialność osobista wydaje się być nieraz problemem. Wielu lubi zrzucać odpowiedzialność na polityków i domagać się od nich, by wszystkim się zajęli.

– To dobry przykład wyłączenia odpowiedzialności osobistej. Tylko się narzeka, a samemu nie podejmuje żadnych działań. To może być wygodne, ale nie pomaga ani jednostce, ani społeczeństwu.

*Donya Gilan kieruje działem „Rezyliencja i społeczeństwo” w Instytucie Leibniza Badań nad Rezyliencją w Moguncji. Wywiad został przeprowadzony przez niemiecką Katolicką Agencję Informacyjną (KNA).

03:53 min.
| 20.09.2022

Zapytaliśmy Niemców, czy boją się zimy