1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW
PanoramaNiemcy

Polacy odkrywają Oktoberfest. Nie tylko namioty i piwo

Iwona Weidmann Monachium
30 września 2026

Oktoberfest to nie tylko namioty i piwo, ale święto bawarskiej kultury oraz część festynu w wersji retro. Choć Polacy są w czołówce gości, rzadko poznają coś innego.

Tłum ludzi na terenie Oktoberfest w Monachiu, w tle diabelski młyn
W Monachium trwa 191. Oktoberfest. Wśród gości jest wielu PolakówZdjęcie: Felix Hörhager/dpa/picture alliance

Na Theresienwiese jadę metrem z dworca głównego w Monachium, jedną stację. Pierwsze, co rzuca się w oczy w drodze na Oktoberfest, to służby pilnujące bezpieczeństwa. Rozstawione są przy wyjściach i na peronach. Obraz zmienia się dopiero w wagonie. Wypełniają go stroje ludowe, noszone z monachijskim szykiem.

Na powierzchni czeka kolejka do głównego wejścia, która ciągnie się aż na koniec ulicy. Bramy otwierają się o dziesiątej, ale tłumy stoją tu na długo przed tą godziną.

191. Oktoberfest trwa od 19 września, a zainaugurował go nowy nadburmistrz Monachium Dominik Krause z Zielonych, któremu do otwarcia pierwszej beczki wystarczyły dwa uderzenia.

Zresztą, w Monachium prawie nikt nie mówi Oktoberfest. – Mu tu mówimy Wiesn, bardzo mało osób używa nazwy Oktoberfest. Jest po prostu za długa, a Bawarczycy lubią krótkie słowa - przyznaje w rozmowie z DW Anna Wilhelm-Stempin, licencjonowana przewodniczka po Monachium i Bawarii, która oprowadza od siedemnastu lat.

Anna Wilhelm-Stempin, przewodniczka po Oktoberfest w MonachiumZdjęcie: Privat/Anna Wilhelm-Stempin

Cały świat i Bawarczycy

Bramy wreszcie się otwierają i na teren wchodzą pierwsi goście. Z każdą minutą jest ich więcej. W tłumie słychać wiele języków, nie tylko angielski, ale bardzo często hiszpański. Sześciu mężczyzn wyglądających na turystów, w koszulkach z napisem „Oktoberfest 2026”, robi sobie zdjęcia. Za rok te koszulki nie będą już aktualne.

Młoda para z Kolonii jest tu po raz pierwszy. Zamówili stolik w jednym z namiotów, dołączą do nich znajomi. – Będziemy się dzisiaj dobrze bawić – mówią. Festyn podoba im się, choć nie są z Monachium.

Kawałek dalej spotykam gości z Argentyny. Dla nich to pierwszy Oktoberfest i zarazem pierwsza wizyta w Europie. – Niemcy bardzo nam się podobają, mili ludzie, dobre piwo – podkreślają.

Widać też miejscowych. Starsze małżeństwo z Bawarii wyróżnia się strojem. Ona w ciemnozielonym dirndlu, on w granatowej kamizelce i skórzanych spodniach. Jak przyznają, przez kilkadziesiąt lat festyn zmienił się nie do poznania. – Jest tu tyle atrakcji, tyle osób z nowych krajów. To niesamowite – mówi siedemdziesięcioletnia Frieda. Dodaje, że co roku wraz z mężem odwiedza Oktoberfest. – Oboje jesteśmy z Monachium, Wiesn to nasza tradycja, a te trzeba kultywować – zaznacza.

Podczas pierwszego tygodnia Oktoberfest odwiedziło około 3,8 mln osóbZdjęcie: Iwona Weidman/DW

Z minuty na minutę przybywa kolejnych gości. Tłum nie jest złudzeniem. Według bilansu półmetkowego w ciągu pierwszego tygodnia na Theresienwiese przyszło około 3,8 mln osób, o 300 tys. więcej niż rok wcześniej o tej samej porze. Organizatorzy liczą na poprawienie rekordu z 2023 roku, kiedy festyn odwiedziło łącznie 7,2 mln gości.

Policzeni telefonami

Na dane o tym, ilu Polaków odwiedziło tegoroczny Oktoberfest, trzeba jeszcze poczekać. Znamy za to liczby z poprzedniej edycji. Według Bawarskiego Urzędu Statystycznego w monachijskich obiektach noclegowych zameldowało się we wrześniu 2025 r. około 6,4 tys. gości z Polski, a w październiku – 5,4 tys. Polska odpowiadała wtedy za około 1,54 proc. wszystkich zagranicznych gości w mieście i zajmowała czternaste miejsce wśród krajów pochodzenia. W tych statystykach nie widać jednak Polaków, którzy nocowali poza Monachium i dojeżdżali na festyn.

Pełniejszy obraz daje analiza danych z sieci komórkowych. Podczas Oktoberfestu 2025 zarejestrowano łącznie 120 tys. sygnałów z polskich telefonów. Miasto zastrzega przy tym, że urządzenia te mogą należeć zarówno do gości nocujących w hotelach, jak i do tych, którzy zatrzymali się u rodziny i znajomych. Część sygnałów mogła też pochodzić od telefonów osób pracujących na festynie. 

W zestawieniu danych komórkowych Polska wypadła wysoko. – Zajęliśmy piąte miejsce. Na pierwszym miejscu znalazła się telekomunikacja niemiecka, potem austriacka, włoska i amerykańska, a zaraz za nimi byliśmy my – wskazuje Wilhelm-Stempin. Jej zdaniem to i tak bardzo dużo. – Nie liczę w tym wszystkim Polaków, którzy przyjeżdżają do Monachium z terenów Niemiec i Austrii – zaznacza.

Jedną z tych niewidocznych w statystyce jest trzydziestodwuletnia Anna, którą zagaduję w tłumie, kiedy nagrywa wiadomość głosową po polsku. – Mieszkam w Dachau i co roku z moimi znajomymi z Polski staramy się przychodzić na Oktoberfest. Lubię ten festyn i oczywiście bawarskie piwo – mówi.

Nie tylko namioty i piwo

Wilhelm-Stempin zauważa w tym roku spadek liczby polskich klientów, którzy przylatują do Monachium. – Zostało wyłącznie połączenie bezpośrednie z Warszawy, natomiast

Poznań, Gdańsk, Katowice i Rzeszów zostały wycięte – podkreśla. Jak dodaje, grupy nadal przyjeżdżają, ubyło natomiast klientów biznesowych, którzy skracają wyjazdy.

Oktoberfest w Monachium to także gigantyczne wesołe miasteczkoZdjęcie: Iwona Weidman/DW

Z jej opowieści wyłaniają się dwie grupy polskich gości. – Wśród tych, którzy wracają, widać wyraźnie, że podnoszą poziom. Widzą już różnicę w strojach, chcą ubrać się bardziej tradycyjnie, zainwestować w strój ludowy. Wypytują też, który namiot i które miejsce jest bardziej dla Monachijczyków - wyjaśnia.

Debiutanci zachowują się inaczej. – Myślą, że każdy namiot jest taki sam. A to nieprawda, bo namioty różnią się m. in. smakiem piwa i muzyką – tłumaczy.

Zdaniem przewodniczki Polacy wciąż nie odkryli, że Wiesn to nie tylko namioty i piwo, ale przede wszystkim ogromne wesołe miasteczko i święto kultury bawarskiej. Rzadko trafiają na Oide Wiesn, czyli starą część festynu, gdzie pokazuje się jego historyczne i nostalgiczne oblicze. Piwo podaje się tam w ceramicznych, a nie szklanych kuflach, a wstęp kosztuje w tym roku cztery euro.

Dwa Oktoberfesty

Za bramą Oide Wiesn robi się trochę ciszej. Na południowym krańcu Theresienwiese stoją namioty w starym stylu. W środku ćwiczą kapele dęte, a dzieci z grupy przedszkolnej czekają na pokaz teatru marionetek. Karuzele pamiętają dawne czasy, przejażdżka nimi kosztuje 1,50 euro zamiast kilku euro jak po drugiej stronie. Gości jest tu wyraźnie mniej.

Zdobione kufle to popularna pamiątka z OktoberfestuZdjęcie: Iwona Weidman/DW

Nad alejkami w głównej części festynu unosi się zapach prażonych migdałów, przy straganach wiszą lukrowane serca z piernika z wypisanymi wyznaniami, a ze stoisk wydobywa się zapach pieczonych kiełbasek i kapusty. Na straganach z pamiątkami obok drewnianych precli wiszą przypinki z bawarskimi zawołaniami „Habe di Ehre” (Moje uszanowanie), „O'zapft is” (Odszpuntowana! Tradycyjny okrzyk inaugurujący Oktoberfest) i „Prost” (Na zdrowie!).

Piwo prawie pięć razy droższe

Litrowy kufel piwa kosztuje w tym roku, w zależności od namiotu, od 14,80 do 15,90 euro, średnio o 2,38 proc. więcej niż przed rokiem. Jeszcze w 1985 r. litr piwa na festynie kosztował około 3,20 euro. Przez czterdzieści lat cena wzrosła prawie pięciokrotnie, a ogólny wskaźnik cen konsumpcyjnych w Niemczech zaledwie nieco ponad dwukrotnie.

Nieopodal głównego wejścia na Oktoberfest, w jednej z bocznych uliczek, kusi jednak inna oferta. Przed jedną z kawiarni, na wieszakach wystawionych wprost na chodnik, wiszą dirndle last minute, damskie bawarskie stroje ludowe po 29 euro. To prawdopodobnie najtańsza rzecz przed bramami festynu, bo w monachijskich pracowniach ceny liczy się w setkach euro. Te same kawiarnie serwują z kolei litr piwa, dokładnie tak jak w namiotach. 

Jedna z kawiarni nieopodal Oktoberfest oferuje stroje przypominające tradycyjny dirndl za jedyne 29 euroZdjęcie: Iwona Weidman/DW

Ubrać się, a nie przebrać

Przed takimi okazjami przewodniczka przestrzega. – Widzę, że ludzie coraz bardziej się przebierają, a my nie musimy brać przykładu z Amerykanów i Australijczyków. To nie jest karnawał – podkreśla Wilhelm-Stempin. Odradza kupowanie najtańszych sukienek „a la bawarskich”. Jej zdaniem wystarczy zwykła długa spódnica, bo Bawarczycy bardziej doceniają schludny strój niż przebranie.

Część strojów noszona podczas Wiesn może nawet pochodzić z Polski. Jedna z monachijskich marek, Gottseidank, szyje swoje dirndle m. in. w polskich szwalniach. Kosztują one powyżej 700 euro.

Kto stawia karuzele

Polacy nie tylko odwiedzają Oktoberfest, ale też przy nim pracują. Na pytanie o polską obsługę przewodniczka wskazuje jednak nie namioty, lecz teren wesołego miasteczka i ekipy budowlane.

– Jeśli wystawca jeździ z karuzelą albo ze strzelnicą po wszystkich jarmarkach i festynach, to ma stałą ekipę. Znam takie osoby, które są tam zatrudnione i z nimi jeżdżą -  mówi Wilhelm-Stempin. Polacy pracują też, jak zaznacza, przy stawianiu namiotów i trybun.

W obsłudze kelnerskiej dominują według niej Bawarczycy, a na Oide Wiesn w zeszłym roku pracowało sporo Czechów. Mechanizm jest prosty. – Jeśli dzierżawi Czech, to całą ekipę ma czeską – tłumaczy.

Wśród polskich gości przewodniczka widzi za to zmianę. – Wśród Polaków, nawet tych mieszkających w Monachium, jest tendencja, żeby się odważyć i pójść do małych namiotów, tam gdzie nie zaglądają turyści – przyznaje Wilhelm-Stempin.

Z Wiesn wracam metrem. Świeci słońce, dwadzieścia pięć stopni, lato wróciło na kilka dni. W wagonie ludzie w strojach ludowych. Świętuje całe miasto.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na facebooku! >>