1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Order za upamiętnienie zamordowanych Polaków

18 października 2025

Następny przyjaciel Polski w Niemczech został uhonorowany. Za zaangażowanie w stworzenie pomnika ku czci polskich ofiar wojny, Florian Mausbach otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

Wieńce i kwiaty przy głazie w Berlinie upamiętniającym polskie ofiary II wojny światowej i okupacji
Głaz w Berlinie upamiętniający polskie ofiary II wojny swiatowej i okupacjiZdjęcie: Agnieszka Hreczuk/DW

„Nie ma prawie żadnej polskiej rodziny, której nie dotknęłaby okupacja niemiecka” – tak zaczął w 2017 roku swój apel do niemieckich władz Florian Mausbach. Tłumaczył, dlaczego w Berlinie powinien powstać pomnik upamiętniający polskie ofiary II wojny światowej. Jego pomysł poparli znani niemieccy przyjaciele Polski, między innymi Rita Suessmuth i Wolfgang Thierse, przewodniczący Bundestagu, rabin Andreas Nachama, czy Dieter Bingen, dyrektor Niemieckiego Instytut Spraw Polskich. Później pod apelem podpisze się 77 polityków, naukowców i artystów. – To była długa i ciężka walka – opowiada DW Mausbach dziś, osiem lat później. Ale się opłacało. W tym roku pomnik w Berlinie stanął.  A Florian Mausbach za swoją inicjatywę i nieprzerwane zaangażowanie otrzymał w piątek (17.10.2025) polski order.

Pełniący obowiązki ambasadora Polski Jan Trombiński (z lewej) wręcza odznaczenie Florianowi MausbachowiZdjęcie: Agnieszka Hreczuk/DW

– Jestem wzruszony, zawstydzony i dumny – zaczął Florian Mausbach swoje podziękowanie za odznaczenie. – Ten order oznacza, że coś udało się mi zdziałać, że to było ważne, skoro nawet w Polsce to dostrzeżono – mówi DW, podkreślając, że to wspólne osiągnięcie całej grupy ludzi. – Jakby nie było, to odznaczenie od samego prezydenta.

Dla urbanisty z wykształcenia, miłośnika Polski z wyboru, to ukoronowanie jednego z najważniejszych zadań w życiu.

Zawsze po stronie Polski

81-letni Florian Mausbach z Polską stykał się prawie od urodzenia. W jego miasteczku w zachodnich Niemczech do połowy lat pięćdziesiątych XX w. był ośrodek dla tzw. dipisów. To skrót od displaced persons, osób, które w czasie wojny znalazły się, najczęściej nie z własnej woli, poza własnym krajem. Wśród nich było sporo Polaków: czy to byłych więźniów obozów, czy robotników przymusowych, czy żołnierzy. Wielu z nich do komunistycznej Polski wracać nie chciało i czekało na przesiedlenie gdzieś na Zachód. Baraki stały naprzeciwko domu Floriana i tak poznał on pierwszych Polaków w życiu. Przyjaźń zaczęła się niefortunnie, od zabrania rowerka Floriana przez kilku chłopców. – Ale tego samego dnia wieczorem go odprowadzili z powrotem i wszystko potoczyło się dobrze – śmieje się Mausbach na to wspomnienie. Potem, już jako student, był świadkiem wydarzeń w Czechosłowacji i Polsce. W Zachodnim Berlinie trzymał z kolegami w 1968 roku transparent przeciw Gomułce. Był na wycieczce w Auschwitz, w ramach przypominania o niemieckich zbrodniach. A w czasie stanu wojennego zaangażował się, wraz z żoną, we wsparcie opozycji w Polsce. Właśnie wtedy postanowił zerwać z SPD, której przez wiele lat był członkiem. – Nie podobało mi się podejście (kanclerza Willy'ego) Brandta do Solidarności, nie chcieli jej poprzeć – tłumaczy.

Berlin. Odsłonięcie Miejsca Pamięci dla Polski 1939-1945

02:15

This browser does not support the video element.

W zasadzie Polska towarzyszyła Florianowi Mausbachowi od dzieciństwa. Ale – jak mówi dziś – to była sympatia, często podziw, znajomość faktów. Ale tak naprawdę tego, co Polakom siedzi w duszy, jak nadal bolesne są rany po II wojnie, nie czuł.

Syn tłumaczy polską duszę

– Chciałbym podziękować swojemu synowi, Leo, który zachęcał mnie do zaangażowania w napisanie wezwania do budowy pomnika. „Tato, dasz radę, powiedział” – mówił w ambasadzie, podczas wręczania orderu, Florian Mausbach. Bo to Leo spowodował, że Florian Mausbach tę polską duszę lepiej zrozumiał.

Leo, rocznik 1990, sympatię do Polski przejął od ojca. I w czasie studiów wyjechał do Polski. Mieszka tam do dziś, ożenił się z Polką, ale – przede wszystkim – zaczął rozumieć Polaków. Nie tylko tych, dla których wojna to przeszłość, a pojednanie jest faktem. – Wyszedłem ze swojej bańki i zobaczyłem, w ilu ludziach w Polsce ta przeszłość siedzi i nadal boli.

Leo Mausbach i Florian Mausbach: syn i ojciec godzinami rozmawiali o polskiej pamięciZdjęcie: Agnieszka Hreczuk/DW

To, że było tyle ofiar, to, że sądzą, że Niemcy nie chcą o nich pamiętać, i to, że naprawdę w Niemczech mało kto naprawdę tę część historii II wojny światowej zna. I teraz syn zaczął opowiadać o Polakach ojcu. – Godzinami rozmawialiśmy – opowiada dziś Florian Mausbach. – Niby wiedziałem, przecież zwiedzałem Auschwitz, ale naprawdę  dopiero teraz to do mnie docierało, jak wielka ta skala zbrodni była, jak Hitler traktował Polaków.

I w końcu Florian Mausbach usiadł i zaczął: „Nie ma prawie żadnej polskiej rodziny, której nie dotknęłaby okupacja niemiecka”.

Wielotonowy ciężar na niemieckim sumieniu

Początkowo w debacie dotyczącej upamiętnienia polskich ofiar, pomnik i Dom Polsko-Niemiecki były konkurencyjnymi pomysłami: albo – albo. Florian Mausbach był we frakcji „pomnikowej”. Bo – jak mówi – rytuały są dla ludzi ważne. – Niemcy muszą widzieć takie miejsce, gdzie politycy polscy i niemieccy składają kwiaty, przypominają. Muszą widzieć, żeby to, co działo się w Polsce, wbiło się w ich świadomość – podkreśla.

Podczas odsłonięcia pomnika w formie kamienia w czerwcu tego roku, Florian Mausbach powiedział DW, że forma nie jest przypadkowa, zwłaszcza nie dla niego. – Ten narzutowy, ciężki głaz uosabia ogromny ciężar na niemieckim sumieniu – tłumaczył. –  Jest wyznaniem winy. A bez przyznania się do winy, nie ma pojednania.

Wie, że w Polsce dużo osób nie rozumie tej symboliki i uważa, że kamień jest zbyt niepozorny. To, co dla Floriana Mausbacha i jego kolegów jest „wyznaniem winy”, dla nich jest „hańbą” o „obrazą polskich ofiar”. Mausbachowi jest wtedy czasami po ludzku przykro, boli go to niezrozumienie tego, o co z całego serca walczył, ale – jak mówi DW: - Staram się te głosy strząsać z siebie. To część polityki, nic na to nie poradzę.

W czerwcu 2025, pod naciskiem przyjaciół Polski, na miejscu ostatecznego upamiętnienia stanął tymczasowy pomnik, widoczny z Bundestagu. Zdjęcie: Magdalena Gwozdz-Pallokat/DW

Polscy prawicowi politycy, ale i spora część obywateli polskich, nie tylko z prawej strony sceny politycznej, domaga się znaku monumentalnego, „widocznego z daleka”. Mausbach uważa, że to mija się z sensem. – Nie o wielkość pomnika chodzi w pamięci, wielkość nie przekłada się na emocje, uczucia  – mówi. – Zresztą symbolika tego miejsca jest tak wielka, że nie ma na nią wpływu wielkość pomnika – uważa. Pomnik stoi i stać będzie w miejscu, w którym Hitler 1 września 1939 roku ogłosił agresję na Polskę –  wydarzenie, które powszechnie uznawane jest za wybuch II wojny światowej.

Niemiecki strach przed pomnikami

To nie jest tak, że Niemcy jakoś celowo pomniejszają pomnik polskich ofiar – ani tak, że celowo przedłużają jego budowę. W III Rzeszy propaganda dominowała w architekturze i sztuce: monumentalne pomniki, przytłaczające wielkością i wykończeniem budynki. Wszystko w służbie Rzeszy i partii. Po wojnie w RFN dominowała więc tendencja odwrotna. – Nawet co do tego, czy odbudować kopułę Bundestagu istniał spór. Ostatecznie nowa wersja jest ze szkła, lekka. Urząd kanclerski z potężnymi skrzydłami i dziedzińcem odrzucono. Obecny urząd w ogóle go nie przypomina – opowiada urbanista Mausbach. – Jeżeli spojrzeć na pomniki upamiętniające zbrodnie II wojny, to wszystkie powstały już w tym stuleciu. A ich budowa zawsze trwała długo – mówi. Sam współdziała przy jeszcze innym pomniku, upamiętniającym zjednoczenie Niemiec. Bundestag uchwalił jego budowę w... 2007 roku. Pomnik dotąd nie stanął.  Dlatego, uważa Mausbach – dla nas to osiągnięcie, że ten pomnik, upamiętniający Polaków, jednak już jest. Tymczasowy, czy nie, ale stoi. Ludzie go widzą.

„W Niemczech znajomość tej barbarzyńskiej niesprawiedliwości (wobec Polaków – red.) jest prawie nieznana”, zakończył swoje podziękowanie za polskie odznaczenie Florian Mausbach. „To trzeba zmienić, by Polacy i Niemcy z sąsiadów mogli się stać przyjaciółmi.  Do tego potrzebna jest nauka i sztuka, rozum i serce”. No więc, uważa Mausbach – jeszcze nie może osiąść na laurach.

Berlin. Obchody rocznicy wybuchu II wojny światowej

03:04

This browser does not support the video element.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na facebooku! >> 

Pomiń następną sekcję Dowiedz się więcej