Po wyborach w Bremie
14 maja 2007
SPD i CDU nie przyznają się do porażki. Tymczasem wyniki pokazują, że jest ona ewidentna. SPD uzyskało blisko 37 %, czyli o ponad 5 mniej, niż w poprzednich wyborach, natomiast chadecja otrzymała niespełna 26, czyli o ponad 4 % mniej. Mimo to aktualny burmistrz – w Bremie o statusie premiera – Jens Boehrnsen z SPD twierdzi, że cel został o osiągnięty:
SPD chciało pozostać największą siłą polityczną w Bremie i to nam się udało, komentuje wynik wyborów burmistrz Boehrnsen.
Burmistrz zapowiedział, że będzie prowadził rozmowy na temat możliwej koalicji z obydwoma potencjalnymi partnerami - z CDU oraz Zielonymi. Wykluczył natomiast inne sojusze. Na utracie głosów dużych partii skorzystały mniejsze. Zieloni uzyskali najlepszy wynik w historii partii, bo ponad 16 procent. Postkomunistyczna Lewica, dotychczas aktywna tylko na Wschodzie Niemiec, otrzymała ponad 8 procent i tym samym po raz pierwszy w historii weszła do parlamentu w zachodniej części kraju. Na piątym miejscu uplasowali się liberałowie z FDP. Skrajna prawica DVU wprawdzie nie przekroczyła pięcioprocentowego progu, jednak otrzyma jeden mandat w parlamencie, gdyż ugrupowanie to zyskało duże poparcie w Bremerhafen – mieście, które wspólnie z Bremą tworzy jedną jednostkę administracyjną.
Brema jest najmniejszym spośród 16 krajów związkowych RFN. Wybory w tym landzie są jedynymi wyborami regionalnymi w tym roku. Ich wynik nie jest traktowany jako test dla centralnego niemieckiego rządu w Berlinie, choć niektórzy obserwatorzy mówią o pewnym ostrzeżeniu dla wielkiej koalicji. Zdaniem większości obserwatorów politycznych na wynik wyborów w Bremie wpływ miały przyczyny lokalne. Obie wielkie partie: SPD i CDU prowadziły bezbarwną kampanię wyborczą, a głównych kandydatów nie znała połowa wyborców. Najważniejszą rolę w kampanii odgrywały tematy społeczne, a na tym polu własny profil zdołała wypracować skrajna lewica.