1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

„Pokojowa zmiana niemożliwa”. Niemiecka prasa o Iranie

Monika Margraf opracowanie
12 stycznia 2026

Niemiecka prasa komentuje protesty w Iranie i postawy USA i UE. Potrzebne sankcje i wstrzymanie transakcji naftowych - czytamy.

Protesty w Teheranie, 11 stycznia
Protesty w Teheranie, 11 styczniaZdjęcie: SOCIAL MEDIA/REUTERS

Protesty w Iranie przybierają na sile, a według informacji dziennika „The New York Times” Donald Trump jest na bieżąco informowany przez swój zespół o sytuacji i rozważa wydanie polecenia ataku na Iran. Doradcy prezydenta mieli mu przedstawiać różne koncepcje takiej interwencji. "Iran spogląda ku wolności, być może jak nigdy dotąd. USA są gotowe pomóc!" – napisał Trump w sobotę (10.01)  na Truth Social. O „pilną” interwencję w Iranie zwrócił się też do Trumpa syn obalonego szacha Cyrus Reza Pahlawi, który po ewentualnym obaleniu reżimu być może liczy na możliwość powrotu do kraju i współudziału we władzy.

Liderzy europejscy mówią natomiast o wsparciu dla demonstrantów i ich wolnościowych aspiracji. Ursula von der Leyen podkreśliła na X, że UE potępia brutalne tłumienie demonstracji: "Odpowiedzialni za te działania zostaną zapamiętani jako ci, którzy stanęli po złej stronie historii”.

„Trump może postawić sobie skromniejszy cel”

O postawie Trumpa i możliwym ataku pisze „Frankfurter Allgemenine Zeitung”: według niemieckiej gazety jakaś interwencja jest możliwa, choć nie musi ona oznaczać wsparcia demokratyzacji Iranu. „Nawet w Iranie zmiany reżimu, nie mówiąc już o ustanowieniu proamerykańskiego rządu, nie można z dnia na dzień wyszarżować bombami. Trump może postawić sobie skromniejszy cel, a mianowicie przekaz (...), żeby z nim nie zadzierać. To oczywiście działa również na korzyść zagorzałych izolacjonistów z ruchu MAGA Trumpa, którzy coraz bardziej złośliwie przypominają prezydentowi jego (...) hasło Po pierwsze Ameryka” – czytamy.

Protesty w Teheranie, 11 styczniaZdjęcie: SOCIAL MEDIA/REUTERS

„Ale tym też Trump nie musi się zbytnio przejmować: Iran nie jest w amerykańskiej polityce jedynie jakimś dalekim krajem. Reżim w Teheranie to następca porywaczy z 1979 roku i sól w oku narodu Amerykanów. Trump twierdzi, że jego władza jako dowódcy najsilniejszych sił zbrojnych świata jest ograniczona jedynie jego osobistą moralnością. Nie obchodzi go, skąd rozlegają się oklaski” – pisze gazeta z Frankfurtu.

Opozycja „nie prosi o wiele”

Stuttgarter Zeitung” pisze, jak powinna zachować się Europa: „Wielki strach przed próżnią władzy, przed powtórką doświadczeń z Iraku, od lat jest największym strategicznym sojusznikiem mułłów. Kto chce uniknąć bezhołowia władzy w Iranie, nie może tolerować ciemiężców, lecz musi konstruktywnie wspierać ruch oporu. A ten wcale nie prosi o wiele, a z pewnością nie chce ingerencji z zewnątrz, która podważyłaby wiarygodność tego, co nastąpi po erze mułłów. Ale powinno się przynajmniej uznać Strażników Rewolucji za organizację terrorystyczną, którą niewątpliwie są. A także dodatkowo wzmocnić presję poprzez sankcje i wstrzymanie wszelkich transakcji naftowych. Wszystko to leży w bezpośrednim interesie Europy”.

„Pokojowa zmiana praktycznie niemożliwa”

„Ten reżim dopuścił się wobec własnego narodu tak okrutnych czynów, że pokojowa zmiana poprzez reformy jest praktycznie niemożliwa. Obie strony są zapędzone w kozi róg i władze Teheranu zdają sobie z tego sprawę. W tym kontekście nieprzypadkowo na ulicach coraz głośniej słychać wezwania do powrotu monarchii” – pisze „Rhein-Zeitung” z Koblencji w Nadrenii Półocnej-Westfalii.

„Nie z powodu nostalgii za monarchią, ale przez brak realnej wewnętrznej opozycji, tłumionej przez dekady. Reza Pahlawi jawi się wielu jako postać przejściowa, nie jako władca, lecz jako promyk nadziei na demokratyczny, nowy początek. Ale sama symbolika nie wystarczy. Aby Iran znalazł wyjście z przemocy, potrzebuje zdecydowanego wsparcia międzynarodowego – nie ogólnikowych słów z Waszyngtonu, a już na pewno nie rutynowych europejskich wyrazów zaniepokojenia. Ci którzy milczą, stają się teraz współwinni”– przestrzega gazeta.